Tablica ogłoszeń

Witam serdecznie!

Grupa Kreatywnego Pisania to długoterminowy projekt cotygodniowych wyzwań pisarskich z wykorzystaniem writing prompts. Więcej znajdziesz w zakładce "O projekcie".



TEMAT

Tydzień 115:

"On i jego siostra zostali pozostawieni w lesie na śmierć."

Słowa klucze: marcepan, wiadro, kurz, cement

Łączna liczba wyświetleń

Shoutbox

niedziela, 4 września 2016

Pstryk-pstryk ~ Justyna W-R.



Żeby sobie dowalić coś trudnego postanowiłam napisać kawałek dialogu. Widzę to najbardziej jako słuchowisko radiowe, ale pisałam ten tekst po prostu od serca, tak jak mi przyszło do głowy i niewiele zmieniłam od poniedziałku, w którym całość powstała. Najpierw temat prosił się o coś humorystycznego. Później to światło skojarzyło mi się z etapami w życiu - mamy etap w którym coś się układa, a nagle światło gaśnie. Nie wiadomo czemu i dlaczego właśnie nam przydarza się coś okropnego, co burzy porządek i przekonanie o normalności życia. Wtedy trzeba umieć sobie samemu to światło zapalić, albo uschnąć, jak Karolina z mojego tekstu.

Pstryk-pstryk.

Osoby:
Mężczyzna 2 - głos męski, raczej starszego mężczyzny.
Mężczyzna 1 - przepity głos mężczyzny o niezidentyfikowanym wieku,
Kobieta - skrzekliwy głos kobiecy.

Na scenie jest ciemno. Słychać trzeszczenie krzeseł, widać delikatnie zarys stołu, delikatnie widać, że przy stole ktoś siedzi.
Mężczyzna 2: To ty zgasiłeś światło?
Mężczyzna 1: Nie. 
Mężczyzna 2: No to mamy problem.
1: My mamy? Mi światło niepotrzebne.
2: No tak, wyczujesz flaszkę nawet z kilometra.
Słychać obijanie się szkła o szkło, stuknięcie, odgłos napełnianych kieliszków.
1: No kurwa mać.
2: Rozlałeś...
1: Miałeś rację z tym problemem. To jest problem.
2: Trzeba wypić.
Odgłos picia, odkładanych kieliszków.
1: Mocna.
2: Mocna.
1: Przegryzłoby się czymś.
2: Ale nie ma czym.
1: A teraz to nawet światła nie ma. Ciemno jak w dupie się zrobiło.
2: Ciemno, nic nie widać.
1: A kto rozlał?
2: To ty rozlałeś, Rychu.
1: No prawda, ja.
2: To może koniec na dzisiaj?
1: Koniec to jest codziennie. Ale jeszcze za wcześnie.
2: Przecież jest już ciemno.
1: Karola oszczędza na prądzie.
Odgłos otwieranych drzwi.Widać światło a w świetle kobiecą sylwetkę.
Kobieta: (skrzekliwie) Rychu, dość tego chlania, albo będziesz po ciemku siedział!
1: głośno Spierdalaj!
Drzwi się zamykają.
2: Piękna kobieta.
1: Piękna to ona była, teraz jest tylko zmęczoną żoną alkoholika. Psychopatka. Mówiłem jej, nie tłucz tego dzieciaka. A ona wszystko z niego wytłukła.
2: Pamiętam jak płakał, a ty chowałeś się tutaj.
1: Nie mogłem słuchać tego skowytu. I tych jej krzyków. "Będziesz się mnie słuchał, gówniarzu". "Wybiję ci z głowy te ataki histerii".
2: Tak. Ale to kobiety wychowują dzieci, my mamy przynieść pieniądze.
1: A ja nigdy nie podniosłem na nią ręki.
2: Napij się, Rysiek.
1: Napiję się.
Słychać stuk butelki o kieliszek, tak jak wcześniej.
2: No to siup.
1: Siup. Za młodego.
2: Za młodego.
Piją. Słychać chuchnięcie w pięść po wypiciu kieliszka.
2: Pamiętasz, jak mu kazała wyrzucić do kosza Dinusia?
1: Miał z dziesięć lat, zsikał się przed drzwiami, bo nie zdążył do domu z podwórka. Pamiętam jak otwierałem mu drzwi, pijany, w gaciach. Spojrzał na mnie ze strachem.
2: Wtedy do przedpokoju wleciała Karolina, ale on już miał na spodniach plamę.
1: "Kurwa, gówniarzu, nie będę za tobą chodziła i prała, obsikańcu."
2: Tak, pamiętam te słowa.
1: On zaczął dygotać. Już wtedy nie płakał. A ona darła się na cały blok. "Obsikańcu zasrany, zboczuchu, ja ci dam.". Chłopak nie miał życia. Ojciec pijak, matka psychopatka.
2: Mogłeś być lepszym ojcem.
1: Mogłem być lepszym ojcem.
2: Ciebie też bili.
1: Mnie ojciec bił za wszystko. I za nic. Przychodził pijany do domu, krzywdził matkę, później bił wszystkich skórzanym pasem. Ze sprzączką. Pamiętam klik-klik tej jebanej sprzączki.
2: Ale uciekaliście?
1: Uciekaliśmy. Pamiętam Wigilię, którą spędziliśmy na śniegu na bosaka. Bo nie zdążyliśmy wziąć z domu butów. Matka kochała mojego ojca. Nawet kiedy odszedł do innej, to prała mu gacie i gotowała obiady.
2: Karolina miała być inna. Energiczna. Nie dała sobie w kaszę dmuchać.
1: Martwiłem się o matkę. "Nie daj się tak traktować, ucieknijmy, mamo. Pójdę do pracy, kupię ci korale, i nowe buty"- mówiłem. Matka patrzyła na mnie spod lima, i dalej cerowała skarpetę. Wierzyłem, że jego kochała bardziej niż mnie. Teraz to rozumiem. To była jej decyzja i nikt nie mógł na nią wpłynąć.
2: Ale Karolina była inna.
1: Pamiętam letni dzień. Dziwiłem się, że taka sztuka zwróciła na mnie uwagę. Mówiła, że kocha mnie takiego tajemniczego. Nie wiedziałem co mówić, gapiłem się jej w dekolt. Chłopaki się jej bali, ja traktowałem jak zwyczajną dziewczynę. Klepałem po tyłku, łapałem za podbródek jak w starych filmach. Oddawałem sweter, gdy było zimno. Skończyła ekonomik, pracowała w sklepie, na mięsnym. Była kimś. Zawsze starannie ubrana, pachniała jak świeżo kupiony samochód. Ale pod ubraniami, na plecach, miała stare blizny. Ojczym gasił na niej papierosy. Całowałem te blizny jak szalony, jakby pocałunkami dało się je zaleczyć i wymazać.
2: Gdy zacząłeś mechanika, wszyscy patrzyli w ciebie jak w obrazek.
1: Tak, byłem gwiazdą podwórka. Koledzy z podstawówki lądowali w kryminale, pili, ćpali. A ja, przyszły mechanik samochodowy, zdolny chłopak, bez nałogów. W czwartej klasie, kolega, syn ważniaka, ukradł mi pracę dyplomową. I oddał jako własną.
2: To cię zmieniło.
1: Nie skończyłem szkoły. Spotkałem Karolę. Chwilę później była w ciąży, nie wróciłem do mechanika, trzeba było iść do pracy.
2: Normalne życie.
1: Polej.
2: Ty polej.
Odgłos nalewania.
1: Siup!
2: Siup.
1: Myślę, że nie normalne. To nie może być normalne.
2: Dobra, ciepła wódka.
1: Gdyby było normalne, to bym nie pił. Gdyby nie Karola, to bym się nie stoczył. Zostałbym mechanikiem samochodowym, po jakimś czasie otworzyłbym warsztat, byłbym kimś.
2: Tak, ona wszystko zepsuła.
1: Jak Krzysiek spod siódemki. Miałbym błyszczący samochód, raz w tygodniu jeździłbym nim na duże zakupy, chodziłbym z Karolą za rękę, zasypiałbym wtulony w ciepłe, miękkie cycki, z ręką pomiędzy udami. Ona jest wciąż piękna, wiesz?
2: Jest piękna.
1: Życie ją zniszczyło. Życie z niedojdą. Ja jestem jej alkoholem.
2: Zniszczyłeś ją, Rychu.
1: Nigdy sobie tego nie wybaczę. Zmarnowane życie.
2: Polej.
Ponownie odgłos nalewania.
1: Arghhhh. Mocna.
2: Mocna.
1: Popij kawą. Długa noc przed nami.
2: Ja nie popijam.
1: A ja popiję.
Słychać szuranie po stole i siorbnięcie.
1: Ona kochała tego dzieciaka. Chciała tylko, żeby był odpowiedzialny. Żeby umiał żyć. Żeby zdobył zawód. Żeby nie płakał, kiedy się przewróci. A on płakał. Prosił "Mamo, nie bij". A im więcej płakał, tym ona go bardziej biła. Czułem na plecach te razy tak samo mocno, jak on. Świst i piekący pas na plecach. Może ona go dlatego tak biła, żeby mnie bolało? Pamiętam, jak robiłem mu okłady z maślanki, kiedy szła do pracy. Wychodząc mówiła: "Już dobrze, teraz będziemy znowu przyjaciółmi!".
2: Ją też życie nie rozpieszczało.
1: A kiedy on leżał i kwilił, nie mogąc się ruszyć z bólu, ja pijany, ledwo trzymając się na nogach, puszczałem mu płyty na gramofonie i głaskałem po ręce. Ten gramofon kupiłem jeszcze w mechaniku za nagrodę pieniężną od ministra, za dobre wyniki w nauce. Puszczałem mu Abbę. A on leżał i patrzył się w okno.
2: Pamiętam ten gramofon. I ogromny stos płyt. Gdzie on jest?
1: Poszedł na przemiał. Za wódeczkę.
2: Apropos. Trzeba polać.
Odgłos nalewania.
1: Dobra wódeczka.
2: I zdrowa. Czysta.
1: Myślę, że to właśnie jest normalne. Światło gaśnie, i zapala się. Tak przez lata. Co robisz w momentach, w których jest jasno, to twoja sprawa. Możesz się przyglądać, możesz uciekać, możesz dotykać, wąchać, cieszyć się, czasem płakać, tęsknić. Kiedy robi się ciemno, wtedy można przypomnieć sobie coś z tego jasnego momentu, i dzięki temu masz lampkę, takiego świetlika. O ile na nią zapracowałeś. Dla mnie takim świetlikiem jest Adaś. Jego mała rączka w mojej wielkiej dłoni. Pytania o to, ile nóg mamy wszyscy razem, czemu miasteczko jest wesołe, czy jego organizm mu nie zje całej czekolady?
2: Kochałeś tego chłopaka.
1: Był dla mnie najważniejszy.
2: Żebyś tylko miał pieniądze.
1: Ale taka praca jak moja. Gówno nie praca. Nikt człowieka nie szanuje, tylko odrobić swoje i wrócić na wypierdziany fotel.
2: Ważna praca. Bez ciebie ta zakichana fabryka przestanie działać.
1: Naprawiam klamki, żaluzje, stoły i krzesła. Rurę przepcham jak trzeba.
2: A mogłeś być kimś.
1: Mogłem być kimś. Zawsze chciałem psa, żeby mieć coś swojego do kochania. Nie chciałem skazywać zwierzęcia na życie z ojcem w jednym domu. Po ślubie Karolina mówiła, że ma uczulenie.
Słychać płacz.
1: Chciałem tylko mieć kogoś do kochania. Czy to naprawdę tak dużo? Inni mają wszystko, pracę, rodzinę, jakoś im się układa. Mi się nigdy nic nie ułożyło. Wszystko mi zabrano. A chciałem tylko psa. Żeby się cieszył jak wrócę do domu, żeby ze mną spacerował. Żebym miał się do kogo odezwać na spacerze. Wtedy bym zmienił swoje życie. Jak bym miał psa, to bym wstawał rano, karmił go i chodził z nim nad Wisłę.
2: Taki pies, to prawdziwy przyjaciel.
1: Tak. Chodzilibyśmy sobie nad Wisłę. Rzucałbym mu patyki. Lubię wschody słońca. Są takie świeże, mocne. Powietrze jest czyste, jak w kieliszku. O, właśnie.
2: Polej, Rysiu.
Odgłos smarkania. Chwilę później odgłos nalewania alkoholu do kieliszka.
1: Zdrowie!
2: Chluśniem, bo uśniem.
1: Aaaa. Dobra wódeczka. Coś mnie dzisiaj usypia ten alkohol. Który to dzień picia z rzędu?
2: A kiedy był pogrzeb?
1: Nie wiem. Tydzień temu?
2: Dobry był chłopak.
1: Dobry. Nie umiałem go obronić.
Słychać szloch, który powoli cichnie.
2: (z oddali) Już dobrze. Śpij, syneczku, śpij.

Słychać chrapanie.
Światło się zapala. Na scenie widać siedzącego przy stole dużego, masywnego mężczyznę, z siwiejącą głową spoczywającą na opartych o stół, splecionych rękach w byle jakim ubraniu. Oddycha miarowo. Na stole widać flaszkę, kieliszek, kubek z kawą. Nad stołem stoi lustro, w którym odbija się mężczyzna. Za ramę lustra włożone jest duże zdjęcie małego chłopca na trójkołowym rowerku, wyżej zdjęcie dziecka w mundurku szkolnym, wyżej z książką w ręku.


Justyna

9 komentarzy:

  1. Bardzo spodobał mi się Twój tekst. Ciekawy pomysł z dialogami, język odpowiednio wyraża środowisko, z jakiego wywodzą się bohaterowie. Trochę smutne, że po latach ludzie nie potrafią się ze sobą dogadać i zamiast tego wolą towarzystwo psa...
    Podsumowując, fajny tekst z przesłaniem :).
    Jeanne_Proust

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, język spełnia tylko moje i twoje wyobrażenia, jakie mamy na temat takiego środowiska. Więc dobrze. Wcale nie znaczy, że nasze wyobrażenia są prawdziwe :D

      Usuń
  2. Naczytałam sie tego na noc, poszlam spac i jak grimmjowa kocham, zostal mi ten tekst w glowie. krecilam sie z boku na bok i myslalam, takze gratuluje, bo zmusic mnie do uzywania zwojow mozgowych to niewatpliwie wyczyn ;D
    najpierw wydawaly mi sie troche nienaturalne teksty mezczyzn, ze tak nie chaotycznie i poprawnie opowiadaja to zycie, jeden drugiego doputuje i komentuje, a mi sie kojarzy tendencja ze czasem jeden przez drugiego przy okazji takich spotkan paple i to jeszcze na zupelnie inne tematy. sporo sie wyjasnilo na koniec, ze w sumie nie mamy do zynienia ze 'zwyklym' posiedzeniem alkoholikow tylko jest faktycznie powod dla ktorego oni roztrzasaja ze szczegolami to zycie. no nie powiem ze nie, bo mnie tekstg poruszyl, zwlaszcza ta cholerna (wszelie bluzgi to z moich ust komplement, uwierz mi ;D) koncowka, bo to ona wlasnie zaszczepila mi w glowie obrazy i... ey. to jest naprawde kawalek dobrego scenariusza. nie kawalek, bo to kompletne. gdybym dalej byla w liceum, wydrukowalabym i przelozyla kolku teatralnemu pod nos. i gralibysmy.

    wszelkie wtracenia 'napijmy sie', 'no to siup' wyszly za to tak genialnie, ze zaczynam Cie podejrzewac, jaka masz w tym praktyke ;D

    serio. mocny tekst.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i za literowki przepraszam. zawsze ich mnostwo w komentarzach najebie. pisze szybko, baterii malo i tak to potem wyglada.

      Usuń
    2. Dziękuję ci za ten komentarz. Sprawiłaś mi nim wielką radochę! :)

      Usuń
  3. Tekst wrył mi się w mózg. Zostanie ze mną już do końca. Łał. Aż nie umiem skonstruować porządnego zdania. Tak uniosłam brwi, że zapiszczało mi w uszach. :)
    Mocno. Mocno, ale szczerze. Bo przecież takie sytuacje spotykamy codziennie, choć nikt o tym nie mówi głośno. To są właśnie sprawy, o których mówi się przy zgaszonym świetle.
    Nie zawsze mężczyzna jest zły. Ale zawsze cierpią na tym dzieci. Najszczersza prawda. Ten tekst powinni opublikować wszędzie, dać przeczytać każdemu, zeby każdy zastanowił się nad sobą i resztą świata.
    Choć do końca miałam nadzieję, że przeżyje. Cicha nadzieja :) I tak, genialny tekst, przedstawiony w prostej, aczkolwiek niezwykle skomplikowanej scenie. Bardzo podoba mi się przekaz i forma, bez zbędnych opisów, same szczerze wyznania. Nic więcej tu nie potrzeba. :)
    Przyznaję, popłakałam się. Ale to bardzo dobrze. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobry tekst, z przekazem, choć osobiście jakoś nie mogę się przekonać do jego formy. Chyba nie jest to mój klimat po prostu. Niemniej jest dobrze zrobiony i to się chwali.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest to z całą pewnością ciekawa forma, inna, której się nie spodziewałam. Temat i dialog bardzo realistyczne i życiowe. Naprawdę porządny kawałek tekstu, chylę czoła. Faktycznie zmusza do myślenia. W ogóle teksty na GPK są niezłe i w zasadzie trudno byłoby stwierdzić, czy któryś jest lepszy. Każda autorka zwraca uwagę na nieco inną problematykę, nieważne czy w tym, czy poprzednim tygodniu. Teraz mam pewność, że muszę z czasem wyciągnąć z tego jakieś wnioski. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O kurde. Mocny tekst. Chylę czoła, zwłaszcza przekazowi, jaki w nim zawarłaś. Niby dialog, nie ma za bardzo opisów, ale to wystarczy, żeby do człowieka trafić!

    OdpowiedzUsuń

Szukaj tekstu