Tablica ogłoszeń

Witam serdecznie!

Grupa Kreatywnego Pisania to długoterminowy projekt cotygodniowych wyzwań pisarskich z wykorzystaniem writing prompts. Więcej znajdziesz w zakładce "O projekcie".



TEMAT

Tydzień 115:

"On i jego siostra zostali pozostawieni w lesie na śmierć."

Słowa klucze: marcepan, wiadro, kurz, cement

Łączna liczba wyświetleń

Shoutbox

niedziela, 18 września 2016

[5] Dwór dziwów ~ Jeanne_Proust



            To był duży dom z duszą. Pianino, malowidła, zegar z kukułką, mnóstwo książek, mnóstwo kwiatów – wszystko to tworzyło klimat rezydencji państwa du Châteaurouge. Dom wyglądał jak prawdziwy dworek szlachecki, którym rzeczywiście był. Nazywał się Manoir des merveilles, czyli Dwór Dziwów, a to dlatego, że znajdowały się w nim arcydzieła różnego typu.
W dworku można było ujrzeć zarazem złote kompasy, globusy, rokokowe figurki i filiżanki, japońskie wachlarze i wazony, lalki porcelanowe i szachy, indiańskie totemy i łapacze snów. Panował tu zdecydowany eklektyzm, choć mimo wszystko nie miało się poczucia bałaganu i chaosu.
            Pan Charles du Châteaurouge rzadko bywał w domu. Pracował jako handlowiec w dużej firmie sukienniczej i często jeździł po wielu krajach, sprzedając swoje towary. Był przy tym chorobliwym kolekcjonerem antyków i ładnych drobiazgów, których nie miał serca sobie odmówić. Zawsze przywoził mnóstwo pamiątek do swojego Manoir des merveilles, które stało się z czasem jego prywatnym muzeum. Parał się handlem, lecz kiedyś jego duszą rządziła poezja. W wieku nastoletnim tylko literatura potrafiła go zająć. Nic innego się nie liczyło – tylko literatura i sztuka. Często wieczorami zdarzało się, że sam pisał jak natchniony, a gdy służba przypominała mu o kolacji, nie odpowiadał – tak dalece jego umysł ulatywał poza świat rzeczywisty.
Jednak kiedy już dorósł, uznał swoje dawne fanaberie za coś głupiego, bezsensownego. Wolał zająć się czymś praktycznym, życiowym, choć w duszy Charles’a nadal pozostało coś, co nie pozwalało mu się uwolnić od niegdysiejszych przyzwyczajeń – umiłowanie piękna.
            W wieku trzydziestu lat Charles du Châteaurouge ożenił się z młodszą od siebie o kila lat Sylvią, panną z dobrego domu o radosnym, lecz czasem melancholijnym usposobieniu. Pani du Châteaurouge uwielbiała piękno, życie, sztukę. Swojego męża pokochała całym sercem i żałowała, że tak rzadko się widują ze względu na jego częste podróże. Musiała sobie jednak jakoś radzić i zająć sobie czas, ponieważ nie pracowała, jak większość kobiet o podobnym pochodzeniu. Nigdy się jednak nie nudziła. Częstokroć grywała na pianinie, zapraszała do siebie gości na herbatę, doglądała ogrodu, czytała i marzyła. Dopiero noce stawały się dla niej samotne aż do chwili, gdy mąż nie wracał z podróży. Początek małżeństwa był dla nich obojga okresem bardzo szczęśliwym, a każdy dzień przynosił coś nowego. Żyli jak małe dzieci, ciesząc się każdą chwilą, jakby zawsze dokonywali jakiegoś odkrycia.
Państwo du Châteaurouge zaczęli się z czasem zmieniać. Ich życie stało się rutyną, a codzienne obowiązki przestały ich już zajmować. Bardzo spoważnieli, a ludźmi zaczęli gardzić. Oczekiwali od świata czegoś innego, bardziej magicznego, szczęścia przez całe życie. W miarę jak się starzeli, zrozumieli, że jest inaczej.
Małżeństwo coraz częściej nie mogło na siebie patrzeć. Pan Charles z niesmakiem zauważył, że jego żona zbrzydła i zestarzała się, choć ciągle malowała się i stroiła. Było w niej coś sztucznego. Lubiła plotkować, czego nienawidził i uważał za domenę starych, gderliwych bab. Szukała coraz to nowszych sposobów, żeby sobie jakoś dogodzić – a to kupowała biżuterię, a to jeździła po różnych salonach i chodziła na bale. Nie rozumieli się już jak dawniej.
Jemu natomiast zbrzydł z czasem własny dom. Stwierdził, że jeden dom to zdecydowanie za mało – mógłby mieć ich więcej. Zresztą, nie przywykł do siedzenia w jednym miejscu na dłużej. Pewnego dnia odkrył, że całkiem niezły zysk przynosi handel narkotykami, który kwitł w Chinach. Postanowił, że teraz zajmie się właśnie tym, żeby pomnożyć swoje profity. Tak więc zrobił i od tej pory widywali się z żoną jeszcze rzadziej.
Pani du Châteaurouge nie tęskniła za mężem. Denerwowała ją jego płytkość i materializm, a także brak zamiłowania do piękna i sztuki, który Charles sobie w końcu wyrobił. Gdy jednak stwierdził, że mają w domu za dużo gratów, które właściwie można by sprzedać po niezłej cenie – to już było dla niej za wiele. Od tamtej pory pokłócili się na dobre. Małżeństwo nie potrafiło rozwiązać własnych problemów, ale nawet nie próbowało. Każdy z nich myślał tylko o sobie, tak było łatwiej i przyjemniej. Wydawało im się, że wszystko można kupić za pieniądze.
Któregoś dnia pani Sylvia poszła na bal, ponieważ męża jak zwykle nie było w kraju. Miała ochotę na coś innego, lecz gdy zaczęła się nad tym zastanawiać, doszła do wniosku, że bale przestały przynosić jej radość. Jednak nie zrezygnowała z niego ostatecznie, bo czuła się osamotniona. Na miejscu okazało się, że choć znajdowała się wśród ludzi, to i tak wciąż była samotna.
Po dwóch tygodniach pan Charles dowiedział się z listu, że jego żona, wracając z balu, uległa nieszczęśliwemu wypadkowi i zginęła. Pan du Châteaurouge udał się więc do swego kraju, jak należało.
- Nigdy nie myślałem, że dowiem się, jak to jest uwolnić się od ciebie – powiedział wdowiec nad grobem małżonki, gdy już został sam.
- Nigdy się nie dowiesz – padło po chwili w odpowiedzi.
Wydawało się, że jest uradowany i wreszcie uwolnił się od zrzędliwej, starej baby. Z drugiej strony głos w jego głowie mówił mu co innego.
            Niepewnym krokiem ruszył do Domu dziwów, w którym została już tylko garstka pamiątek z jego prywatnego muzeum. Przy kominku zauważył fioletowy fotel. Tutaj lubiła zawsze siadać Sylvia, pomyślał. I piła zieloną herbatę. Potem spojrzał na porcelanową lalkę, stojącą przy oknie. Kiedyś wydawała mi się bardziej wesoła. To była ulubiona pamiątka Sylvii… często śniła o takiej dziewczynce, choć nigdy nie mieliśmy dzieci. Rozejrzał się po salonie i nagle poczuł się pusto.
- No cóż, trzeba wracać do pracy – powiedział na głos, po czym ruszył w stronę gabinetu.
Gdy szedł po schodach, wydało mu się, że słyszy odgłos gry na pianinie. A może nawet nie wydawało? Sylvia uwielbiała pianino. Po chwili jednak machnął ręką i wszedł do pokoju.
Jeanne_Proust


4 komentarze:

  1. Tak łatwo oddalić się od siebie, zasłonić egoistycznymi, materialnymi sprawami, pogonią za czymś, co w ostateczności nigdy nie da spełnienia. Strasznie smutne to jest, choć jakże powszechne obecnie. Żyli obok siebie, a nigdy ze sobą.
    Znów serwujesz piękny opis, tym razem domu. Chyba za każdym razem będę Cię chwalić za opisy, ale naprawdę mi się podobają.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Niby przedstawione to w czasach dawnych, a i tak można dojrzeć w tym rzeczywistość, bo w kwestii podążania za zaspokajaniem potrzeb materialnych chyba nic się nie zmieniło.
    Niemniej jednak, bardzo podobał mi się ten tekst. W ogóle, motyw z obrazkami i zdjeciami jest fajny >*.*<
    poćwiczyłam swój francuski na nazwach i nazwiskach :D po pierwszym opisie zachciało mi się zamieszkać w takim domu pełnym rzeczy takim starym i magicznym :D ale z kochającą rodziną! :)
    Opisy bardzo wciagają. Dopracowane w detalu każdym, nie brakuje żadnego szczegółu. :) W miarę rozwoju czekałam, aż pojawia się dzieci, ale w końcu stwierdziłam, że dobrze, że nie mieli, bo jeszcze by dzieci ucierpiały na tym najbardziej. I też dobre wkręcenie tematu. Wspomnienia, To tak naprawdę oddaje chyba sens tematu, bo to szczera prawda, gdy się kogoś traci, zostają wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny opis domu :) Faktycznie różne dziwa tam były.
    Tylko trudne imię ma ten właściciel domu O.o
    Takie niby nic, ale smutne to było. Że czas mijał, jakoś tak się od siebie oddalili. Nie potrafili dogadać, a potem było już za późno. No i w ogóle te opisy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Darowałam sobie próbę przeczytania nazwiska Charlesa i nawet domu... Nie cierpię francuskiego xD
    Sam temat sprawił, że historia mogła zakończyć się w tylko jeden sposób. Mimo to wszystko jest tak prawdziwe. Emocje i wpływ pieniędzy na ludzkie szczęście... Zawsze brakuje nam tego, czego już nie ma (albo kogo).

    OdpowiedzUsuń

Szukaj tekstu