Tablica ogłoszeń

Witam serdecznie!

Grupa Kreatywnego Pisania to długoterminowy projekt cotygodniowych wyzwań pisarskich z wykorzystaniem writing prompts. Więcej znajdziesz w zakładce "O projekcie".



TEMAT

Tydzień 115:

"On i jego siostra zostali pozostawieni w lesie na śmierć."

Słowa klucze: marcepan, wiadro, kurz, cement

Łączna liczba wyświetleń

Shoutbox

niedziela, 11 września 2016

Och, Bel... ~ Tenebris



          Budzę się. Po prostu otwieram oczy. Z pomrukiem niezadowolenia wstaję, by wyłączyć budzik. Kawałek durnego złomu, który zburzył mój sen. Wdziera się do mojej cudownej krainy, burząc wspaniały obrazek szczęśliwego życia. Czasami mam ochotę roztrzaskać to dziadostwo o ścianę. Tak bardzo. Tak boleśnie. Byle przestał brzęczeć.
          Stopy wsuwam do puchatych kapci w kształcie psich głów. Co za durny wymysł, ale podejrzewam, że pasuje do kogoś tak stukniętego jak ja. Wkładać stopy pluszowym psom do gardła. Cudowny początek dnia zaraz po tym durnym budziku z Hanną Montanną, który dostałam pół roku temu na urodziny od swojej trzynastoletniej siostrzenicy…
           Jest mi zimno, więc wzdrygam się i po chwili namysłu zarzucam na ramiona porannik. „Ten ciul znowu otworzył w nocy okno” myślę sobie, maszerując w stronę kuchni, by odpalić machinę z moim życiodajnym eliksirem. Potocznie nazywanym także kawą.
           Kolejną częścią porannego rytuału jest łazienka. Nie czuję się dobrze, dopóki nie umyję twarzy. Nie jestem zwolenniczką tych kosmetycznych badziewi. Wierzę w wodę i mydło. One mogą zmienić świat. Tak myślę, ale ludzie czasem mnie nie rozumieją.
         
  No, więc wchodzę sobie do łazienki. Dla lepszej widoczności wciskam włącznik światła i… Zaraz naprzeciw siebie mam lustro z czerwonym napisem „Pamiętaj, że dziś o trzynastej idziesz na lunch z vice prezesem SL”. To nie ketchup, tylko krew. Nie muszę sprawdzać, by wiedzieć.
           Normalnie pewnie bym się wystraszyła. No, właśnie… Tylko że ja nie jestem normalna. Nigdy nie aspirowałam do tego tytułu. Ale jestem wściekła o to upaćkane lustro. Znowu muszę je z rana szorować, zanim do mojego mieszkania wpadnie moja przyjaciółka, Estera.
           W sumie, jest już przyzwyczajona to moich dziwactw, a jednak wciąż się ze mną trzyma. Niemniej, nie wiem, jak wytłumaczyłabym jej krwawe napisy i kolejny dzień jedzenia nuggetsów na obiad, bo mój sekretarz ma wyjątkowe zamiłowanie do kurczaków i dostarcza mi je codziennie. Surowe. Zdechłe. Nawet nieoskubane. Tylko pozbawione krwi.
          „Jeszcze, żeby to była kaczka” – myślę – „Zrobiłabym czarninę, a tak?” Chwytam środek do mycia szyb. Zużywam go dużo. Bardzo dużo. Kto by pomyślał, że zaschnięta krew drobiu tak ciężko schodzi… W końcu dochodzę do wniosku, że muszę kupić flamaster. Koniecznie.
           Słyszę jak ktoś wchodzi do domu. Szybko wyrzucam zakrwawiony papier do kosza. Powiem, że miałam śmiertelny krwotok z nosa, by wytłumaczyć tą ilość albo nagły atak miesiączki… Jeszcze nie wiem. Uśmiecham się półgębkiem w odpowiedzi na własną błyskotliwość i szybko myję twarz.
  - Dagmara! Żyjesz tam? – słyszę z kuchni. – Kawa stygnie!
  - Nie. Wykrwawiłam się już!
  - Co? O czym ty znowu mówisz?!
  - Gadam do siebie – mruczę, wychylając się z łazienki. – Nie wtrącaj się do mojej wewnętrznej konwersacji, to nieuprzejme.
  - Tssaa… A ten… Ty serio lubisz nuggetsy, co?
  - Ta. Masz z tym jakiś problem?
  - Nie… Ale wiesz? Łatwiej i taniej wyszłoby ci kupić po prostu trochę drobiu w mięsnym. Nie rozumiem, czemu chce ci się skubać te broilery.
  - Oj no weź – śmieję się – każdy lubi z rana oskubać sobie kuraka. To takie… Relaksujące.
  - Weź ty się lepiej zapisz na jakaś jogę albo coś… - proponuje Estera, a w jej oczach dostrzegam głęboką troskę.
  - Yhy, już lecę publicznie pocić się jak świnia. No, na pewno. Ty myślisz, że nie mam w życiu lepszych zajęć?
  - I należy do nich skubanie kurczaków?
  - Chociażby!
  - Nalać ci też kawy? – pyta, kręcąc się po kuchni.
  - Nalać.
  - A może frytki do tego?
  - Nie. Nuggetsy wystarczą – odgryzam się na złośliwość przyjaciółki.
  - A gdzie twój asystent? – zaciekwia się Estera. – Myślałam, że dzisiaj już tu będzie.
  - Bel? Wpadł tylko podrzucić drób i poszedł polować na kuropatwy.
  - Serio?
  - A kto go tam wie…
  - Swoją drogą, nie rozumiem, czemu mówisz na Bartka ‘Bel’, przecież to nijak ma się do tego imienia – Estera marszczy brwi – jest za tym jakaś dłuższa historia? – W odpowiedzi wzruszam ramionami. – A w ogóle to szkoda, że go nie ma. Chciałam, chociaż chwilę z nim pogadać.
  - Po co? – pytam z niezbyt inteligentną miną, a właściwie nawet głębokim niezrozumieniem zaistniałej sytuacji.
  - Nie udawaj głupiej. Jest piekielnie przystojny!
  - Dobrze to ujęłaś – mruczę pod nosem.
  - Nie mów, że ani trochę ci się nie podoba – gorączkuje się Estera, a ja krzywię się lekko.
  - Nyy… Jakoś nie bardzo…
          Gdyby znała prawdę, też dałaby sobie spokój, ale nie mogę jej powiedzieć prawdy. To część kontraktu między mną i nim. Co prawda nie wiem, co mi grozi, gdybym złamała ten warunek – poza psychiatrykiem lub egzorcystą – ale jakoś nie korci mnie sprawdzać.
  - Ja nie wiem, co z tobą nie tak – burzy się – Przecież takie z niego ciacho. Ale dobrze, przynajmniej ja mam większe szanse.
  - Uważaj, bo jeszcze cię usłyszy.
  - Przecież go tu nie ma. O ile nie czyta w myślach lub nie ma słuchu jak pies, nie usłyszy tego.
  - Tak… No właśnie – wzdycham, spoglądając w okno, za którym mignął jakiś cień. – On ma po prostu… No wiesz… Wyczucie czasu. Zawsze wie wszystko o wszystkich.
  - A gdzie on w ogóle mieszka?
  - W lustrze.
  - Co?
  - W Ustce – poprawiam się.
  - Stamtąd pochodzi? No, ale gdzie mieszka teraz.
  - Gdzieś na… Uhm, chyba na Nefrytowej.
           Estera cmoka ustami, zastanawiając się chwilę nad czymś, po czym dopija kawę. Jemy razem szybkie śniadanie. Znaczy ja szybkie, a ona wolne, bo ja się muszę jeszcze doszykować do pracy i jedziemy jej samochodem do firmy.
           Do domu wracam koło dwudziestej, z niewielką reklamówką zakupów. Jestem strasznie głodna, ale i tak najpierw zmierzam do łazienki. Wchodzę tam, z impetem otwierając drzwi. Nikogo nie ma, więc zapalam światło i podchodzę do lustra - na szczęście czystego – wyciągam z reklamówki karteczkę oraz pisak i bazgram wiadomość. Następnie przyklejam karteczkę do lustra:
          „Kurde, Belzebub, po prostu użyj flamastra! Nie musisz zabijać kurczaków za każdym razem, gdy mam spotkanie. Żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku. Dostosuj swoje metody, to nie średniowiecze. Jeśli nie pójdziesz za duchem postępu, nikt już nie zawrze z tobą paktu.”
          Po chwili namysłu uznaje jednak, że jeśli nie spodoba mu się pomysł z karteczkami i flamastrem to trudno. Ostatecznie krew kurczaków nie jest taką tragedią, a przy okazji mam darmowy drób. Gorzej byłoby, gdyby używał krwi dziewic, bo odkąd zabroniłam mu krzywdzenia ludzi, obawiam się, że zacząłby podkradać zużyte podpaski z łazienek nastoletnich dziewczyn. A tego już bym nie zniosła… 


Tenebris

5 komentarzy:

  1. TEN CIUL <3
    Skończyłabym na tym, ale reszta jest mega.
    NALAĆ.
    <3
    Tak bardzo czekałam <3 Całość wprawiła mnie w świetny humor, do mnie przemawia jak najbardziej! Nie zawsze demony muszą być mroczne ! <3 Nie, serio. Pośmiałam się i teraz będę chichotać aż do jutra! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna perełka! Takie coś mogłoby się przydarzyć każdemu, i właściwie czemu by tu panikować, wystarczy po prostu przyjąć to do wiadomości i żreć kurczaki :D A jeszcze przystojniak w pakiecie... Plus za realne, dobrze napisane dialogi, jednak trochę chaotycznie w nich pod względem technicznym, który utrudnia czytanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. - Oj no weź – śmieję się – każdy lubi z rana oskubać sobie kuraka.
    W lustrze, w Ustce, atak miesiączki, zużyte podpaski...
    Zabiłaś mnie Tris, usrzeliłas jak ta kuropatwe.
    Bel, Belzebub! Nie zaczaiłam po samym Belu, dobre. Nie, naprawdę. Ten tekst winduje na pierwsze miejsce na mojej prywatnej, wilczej liście Trisowych opowieści. Same perły. Uwielbiam. Uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobra, to teraz wiem, o co Ci chodziło na czacie. Sympatyczny, krótki tekst zawierający założenia w 100%. Szkoda tylko, że nie dałaś nam poznać bliżej Bela. Czy raczej w ogóle.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdjęcie z grupy xD o nuggetsach.

    Od jakiegoś czasu gdzieś w komentarzach przewija się ten Bel i Bel, i Bel... Więc cieszę się, że w końcu go poznaję :D Chociaż w sumie nie poznaję, jak zauważyła Laurie. Może to trochę przeszkadzać, ale demona chyba lepiej nie spotkać na swojej drodze, więc może w ten sposób dbasz o nas - czytelników! :D W dialogach jest sporo słów typu "yyy", a raczej wyrazów dzwiekonaśladowczych. Jak dla mnie troszkę za dużo, ale to kwestia gustu. Dagmara była dość apatyczna, taka zobojętniała... Ale nie była nijaka! Właśnie była bardzo konkretnie i konsekwentnie wykreowana, a przy jej humorze dawało to świetny efekt.

    Znalazłam co najmniej dwie drobne literówki i jedno powtórzenie, ale to nic :)

    OdpowiedzUsuń

Szukaj tekstu