Tablica ogłoszeń

Witam serdecznie!

Grupa Kreatywnego Pisania to długoterminowy projekt cotygodniowych wyzwań pisarskich z wykorzystaniem writing prompts. Więcej znajdziesz w zakładce "O projekcie".



TEMAT

Tydzień 115:

"On i jego siostra zostali pozostawieni w lesie na śmierć."

Słowa klucze: marcepan, wiadro, kurz, cement

Łączna liczba wyświetleń

Shoutbox

niedziela, 13 maja 2018

[91] Kłamstwo i Namiętność ~ Alicja


„Kłamstwo i Namiętność”

Zaczęłam swój dzień tradycyjnie, z kubkiem ulubionej kawy i kryzysem egzystencjonalnym. Wtedy bomba wybuchła.
Anka wpadła do kuchni wrzeszcząc na całe gardło coś o facetach, seksie i niewiernych troglodytach, okraszając wszystko to stekiem najgorszych inwektyw jakie w życiu słyszałam. Godne podziwu wyzwiska i wulgaryzmy latały po kuchni jak zagubione trzmiele w szklanej bańce.

Odstawiłam kubek na stół i półprzytomnie patrzyłam na nią z odległości, która nie pozwalała na oberwanie szrapnelem głosek, ale zapewniała obecność dodającą otuchy w tej chwili wzniesienia. Mój mózg budził się do życia z każdym nowym słowem. Jestem pewna, że kilka z nich było w obcym języku, a kilka innych było kompletnie wymyślonych na potrzeby tyrady. Bawiłam się świetnie i skrzętnie notowałam pierwszymi żywymi neuronami co ciekawsze zwroty.
Anka miotała się po kuchni, trzaskając drzwiczkami szafek i wysuwając szuflady na chybił-trafił. Dla postronnego obserwatora wyglądałoby to jak szukanie zagubionego, w bezdennym bałaganie naszej kuchni skarbu. Ja wiedziałam, że to dopiero początek. W tym szaleństwie zawsze była metoda. Burza rudych loków przemknęła kilka centymetrów od mojej twarzy. Robiło się naprawdę gorąco. Cholera, powinnam się usunąć, kiedy jeszcze miałam szansę. Teraz mogłam tylko obserwować i kulić się na stołku przy oknie, starając się zająć jak najmniej przestrzeni.
BUM! Patelnia wylądowała na palniku. Z przerażeniem uświadomiłam sobie, że ruda ma dostęp do ognia. Wstrzymując oddech czekałam na rozwój wypadków. A robiło się coraz ciekawiej. Nieustająca rzeka słów nie tylko się nie zatrzymała, ale jakby wezbrała, niosąc ze sobą osad z kompletnie, pozornie, niezwiązanych ze sobą zdań. Byłam pewna, że Anka widzi w tym wszystkim logiczną całość i nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby jej przerwać. Końca nie było widać.
Starałam się oddychać jak najciszej i jak najciszej pić resztkę mojej kawy. W ruch szły jajka, mąka, mleko, olej skwierczał na patelni. Poważna sytuacja. Powietrze jakby namagnetyzowane furią było coraz trudniejsze do oddychania. Z niejaką ulgą odkrywałam, że po wczorajszej imprezie głowa nie bolała, wszystkie kończyny były sprawne, a zmysły, które narażone były na ostrzał od kilku minut, działały normalnie. Zamknęłam na chwilę oczy, a kiedy je otworzyłam zobaczyłam Ankę przy kuchence.
Teraz był idealny moment na to, żeby zbiec, schować się we własnym pokoju i nie wychodzić, nie narażać się niepotrzebnie. Zanim ta myśl dotarła do moich stóp było jednak za późno. Zdążyłam tylko zarejestrować, że nagle zrobiło się bardzo, bardzo cicho i wstrzymałam oddech. Cisza to nie było to, co chciałam słyszeć. Cisza nigdy nie była dobrym znakiem. Nie w naszym małym świecie.
Patrzyłam na wąskie plecy ubrane w różowy top i zastanawiałam się co dalej. Wszystko zależało od następnych kilku sekund. Cały świat zamarł w oczekiwaniu. Czas zatrzymał się, jakby ktoś przywiązał mu do stóp ciężarki z siłowni. Kule słów, które przed chwilą odbijały się od ścian, zawisły w pół drogi i czekały, żeby wybrzmieć na nowo. Kran, który zwykle kapał jak szalony, milczał.
Plecy poruszyły się. Najpierw delikatnie, niezauważalnie, jakby tego ruchu nigdy nie było. Chwilę później ramiona uniosły się do góry i opadły z ogromnym, oczyszczającym westchnieniem. W kuchni zrobiło się jakoś cieplej, zegar zaczął znów tykać, a krople posypały się do zlewu jak zerwany sznur błyszczących w słońcu korali. Uświadomiłam sobie, że nie oddycham i pozwoliłam sobie na bardzo cichy wdech.
Mój oddech zatrzymał się, kiedy zobaczyłam, że Anka odwraca się w moim kierunku. Dłoń trzymająca kawę zadrżała niebezpiecznie. Z szeroko otwartymi oczami i sercem bijącym rekord prędkości czekałam na ciąg dalszy wrzasków, wyzwisk i rzucanie sprzętem kuchennym. Nic takiego nie zaszło.
Ruda odwróciła się do mnie z uśmiechem na twarzy, przeżuwając i sięgając po czajnik. Wystarczyło mgnienie i siedziała naprzeciwko, mieszając własną kawę. Nie chcąc ponownie wypuścić bestii, o ile w ogóle była zamknięta, nie odezwałam się słowem.
- Widziałaś ostatni odcinek „Kłamstwa i Nemiętności”? Właśnie skończyłam. – Zagadnęła dziarsko.
Przez umysł przemknęły mi dzięsiątki sytuacji. Każda odpowiedź jaką Anka usłyszy bedzie miała określone następstwa i efekty. Niczym Neo w Matriksie obserwowałam rzeczywistośc jak ciąg przyczynowo skutkowy, zastanawiąjąc się jednocześnie jak, do cholery, znalazłam się w tej sytuacji. Zaczęło się od kawy i kryzysu egzystencjalnego, jak zwykle po nocy na mieście. Jak skończyło się na rozpatrywaniu sposobów w jakie moja najlepsza przyjaciółka może mi zrobić krzywdę, nie miałam pojęcia.
- Nie miałam jeszcze okazji – spróbowałam, uznając tę odpowiedź za najbezpieczniejszą.
- Ten cholerny Eduardo zdradził Catalinę z najlepszą przyjaciółką jej ciężarnej córki, a potem wrócił do domu jakby nigdy nic i próbował otruć Pabla!!! – Głos podniósł się jej niebezpiecznie, tylko po to, żeby znów opaść. – Sorka, że krzyczałam, ale tak mnie to wyprowadziło z równowagi. Biedna Catalina. Dopiero co odzyskała pamięć po tym upadku z jachtu w Perlistej Zatoce...
- Hmmm, biedna... – dodałam pomocnie.
- Nom – siorbnęła kawy – i ten Carlos, który ciągle nie wie, że jest jej bratem, a tak bardzo ją kocha... Kurcze, wiesz co, dobre te naleśniki. Od razu mi lepiej.
Z tymi słowami wstała, zabrała kawę i poszła. Odetchnęłam. Po nocy w klubie zawsze zapominam zostawić jedzenie na stole, przed telewizorem i potem walczę o życie.

4 komentarze:

  1. ojej, ten tekst jest taki... prosty i przyjemny! z zycia wyjęty. zwłaszcza to odreagowanie serialu (tez tak mam, i to czesto. moze nie rzucam różnymi rzeczami po kuchnia itp, ale reaguje)
    jestem za tekstem o kłamstwie i namiętności!!! pozdrawiam c:

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczę, nie do końca byłam pewna, czego się spodziewać, a tu taka przyjemna, przyziemna scena, która czasami towarzyszy chyba każdemu z nas, kiedy w coś się zaangażuje. A to wszystko okraszone kryzysem egzystencjalnym, który nieco wyolbrzymia sprawę.
    Przyjemny tekst. Uśmiechnęłam się.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej :)
    Tak jak Laurie nie byłam pewna, czego się spodziewać, a dostałam tak plastyczną i realną scenę, że aż jestem przyjemnie zaskoczona.
    Poczułam emocje bohaterki, razem z nią wstrzymałam oddech i poczułam, jakbym też była w tej kuchni.
    Bardzo prostu, ale też przyjemny tekst. Bardzo, bardzo przypadł mi do gustu!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem szczerze że narastało we mnie napięcie i niepokój jak to się skończy. Jaki będzie punkt wyjściowy? Czy ona kogoś zamorduje? Pobije? Umiejętnie wiążąc słowa w opisy i metafory wybudowałas taką fajną piramidkę emocji, żeby potem dać nam prztyczka w nos :) Zakończenie skojarzyło mi się z teledyskiem do Havany (by Camilla Cabello). Moim zdaniem dobry tekst!

    OdpowiedzUsuń

Szukaj tekstu