Tablica ogłoszeń

Witam serdecznie!

Grupa Kreatywnego Pisania to długoterminowy projekt cotygodniowych wyzwań pisarskich z wykorzystaniem writing prompts. Więcej znajdziesz w zakładce "O projekcie".

Ogłoszenie:
Ze względu na wielokrotne prośby, administracja wprowadziła kilka zmian, ale czas pokaże czy się przyjmą :)
1) Co do cotygodniowych wyzwań, nadal pozostaje układ naprzemienny tekstów zwykłych i fantastycznych, jednak w każdym tygodniu będzie też drugi – dodatkowy temat składający się ze słów kluczowych lub motywu.
2) Na każde tygodnie „okrągłe” jak 90 i 100, będzie tak jak jakiś czas temu, ankieta z 2 normalnymi i 2 fantastycznymi tematami, z których będziecie głosować po jednym z kategorii i te będą obowiązywać w danym tygodniu.
3) Odpowiadając na pytanie niektórych: w tym roku też zorganizujemy Pisarski Sierpień ^^



Tematy na sierpień:

1. "Napisz coś o świecie z praktyczną magią, dostosowaną do technologii. Gdzie wróżka prowadzi kawiarnię, w której można dostać latte ze szczyptącharyzmy. O wiedźmach pracujących w Apple, sprzedających telefony, które automatycznie pojawiają się w twojej kieszeni, jeśli je zgubisz lub zostawisz w domu. Kogoś, kto umie czytać w myślach, pracującego jako fryzjer, który zawsze dokładnie wie, jaką chcesz fryzurę. Psycholog odczytujący aury."

2."Na litość boską! Kogo teraz zabiłeś?"

Słowa klucze: mlecze, antena, łopatka.


Tym razem wyjątkowo - z powodu zabawy na facebooku z pisarskim sierpniem - czekamy na teksty do konca miesiąca! A ukażą się one w pierwszą niedzielę września czyli dokładnie 2!

Łączna liczba wyświetleń

Shoutbox

poniedziałek, 25 grudnia 2017

[71] [bez tytułu] ~ Estrela



To raczej nie tekst, tylko próba podejścia do tekstu przerywana świątecznym obżarstwem :) Niemniej jednak, enjoy! 
 
            Śnieg otulił ziemię puchatą kołderką a mróz skuł lodem każdy zbiornik wodny w mieście, od najmniejszej kałuży po najgłębszą studnię. Zima stulecia - powtarzali przechodnie, pozdrawiając się i wymieniając życzenia Wesołych Świąt, domrukując przy okazji, gdzie też można by dostać węgiel w przystępnej cenie albo i kradzione drewno. Aleksander mijał przechodniów z absolutną obojętnością, niewrażliwy ani na świąteczną atmosferę, ani na mroźną temperaturę, ani też na tu i ówdzie pokrzykujące przekupki. Otaczający go świat wydawał się istnieć tylko teoretycznie. Ostatnie dni, tygodnie, ba, nawet miesiące poświęcił wyłącznie jednej sprawie. Musiał zlikwidować pewnego szwaba. Gdyby sprawa dotyczyła wyłącznie porachunków wojennych, nie zajmowałby się nią tak dogłębnie. Nie traciłby apetytu, nie obgryzał paznokci, nie kluczył godzinami po ulicach Warszawy obmyślając plan. Jednak ten rozkaz musiał zostać wykonany perfekcyjnie - dotyczył jego osobistej zemsty. Pochłonięty chęcią ostatecznego rozwiązania sprawy, kompletowaniem informacji, ćwiczeniem celności, nie zadał sobie jednego ważnego pytania, a raczej zagłuszał to pytanie w swoim rozgorączkowanym umyśle: czy zabicie nazisty zmieni cokolwiek w jego relacji z Ireną? Jak zawsze, myślał w sposób zadaniowy. Szwab był problemem. Problem należało usunąć. W swoim zerojedynkowym spojrzeniu na świat pomijał kwestię uczuć Ireny. Nie przyjmował do wiadomości, że samo usunięcie rywala może nie wystarczyć, aby znów się z nią spotykać. Nie zastanawiał się również nad moralną oceną jej wyborów. Naiwnie tkwił w przekonaniu, że jednym strzałem zmieni konstelację uczuć. Jakby był jakimś cholernym Amorem.

            Wiedział, że Irena spotka się z Mainerlandem w parku o 14. Na tę okazję wyczyścił parabelkę na błysk. Gdy szedł do parku widział już oczyma wyobraźni tę scenę. Szwab ginie, wijąc się w konwulsjach, a ona rzuca się w ramiona swemu wybawicielowi. Dziękuje Aleksandrowi ze łzami w oczach. Błaga go o przebaczenie. I teraz to do niego należy decyzja. Da sobie trochę czasu, oczywiście. Ale przecież w końcu jej wybaczy. Przecież wybaczyłby wszystko tej rozkosznej dziewczynce. Wszystko dzieje się zupełnie tak, jak sobie to zaplanował. Mainerland ubrany w czarny płaszcz przechadza się niespiesznie koło parkowej altany. Nie spodziewa się absolutnie niczego poza kolejną schadzką ze swoją księżniczką. Irena wyłania się zza bramy. W swoich za dużych botkach brnąc z trudem przez zaśnieżoną alejkę wygląda tak nieporadnie. Aleks czuje się jak bohater. Wyłania się zza drzewa i mierzy spokojnie do rywala. „Kocham cię” szepta, rzucając w stronę dziewczyny spojrzenie pełne uwielbienia. Mocno zaciska rękę na broni, żeby oddać precyzyjny strzał. Teraz.
            Gdy budzi się, jest zlany potem, a dłoń zaciska na drewnianym słupku łóżka tak kurczowo, że z trudem jest w stanie rozprostować palce. W pokoju panuje ciemność i duchota. Słychać jedynie miarowe chrapanie kumpli. Aleks czuje, że zupełnie zaschło mu w gardle, więc wstaje i idzie do kuchni. Pierwszą szklankę wody wypija duszkiem. Później obmywa twarz. – Kurwa, bohater z ciebie – mruczy pod nosem i wypija kolejny łyk wody. Gdyby życie było tak proste jak sny, mógłby żyć nawet sto lat. Oczywiście, że najchętniej wziąłby parabelkę, nawet teraz o drugiej w nocy, żeby Irena nie musiała tego widzieć, znalazłby tego Mainerlanda i zajebał jak psa. Tylko najpierw musiałby wiedzieć, kim on w ogóle jest. Zresztą sam szwab był najmniejszym problemem. Na samo wspomnienie snu, w którym Irena ma z wdzięczności rzucić się wybawcy na szyję i błagać o przebaczenie, Aleksander parsknął śmiechem. Znał Irenę nie od dziś. Pierwszą rzeczą, jaką by zrobiła to udusiła Aleksa gołymi rękami. Miał głębokie przeświadczenie, że dziewczyna albo jest z tym szwabem, bo ma w tym interes, albo po prostu szczerze go kocha. W obydwu przypadkach zabicie rywala było strzałem w kolano. O ile pierwsza opcja mogła przynieść korzyści ich organizacji i to całkiem wymierne, jeśli Herr Mainerland miał dojścia, a był wystarczająco głupi, żeby dać się omamić słodkiej księżniczce, o tyle druga opcja oznaczała zdradę i wyrok. Wyrok śmierci nie dla Mainerlanda, ale dla Ireny. I dlatego Aleks milczał, łamiąc wszystkie zasady organizacji.
            Nie przychodziło mu to łatwo. Bóg mu świadkiem, że gdy przypadkowo odkrył dokumenty na nazwisko Irena Mainerland oraz obrączkę ślubną, zachował zimną krew tylko dlatego, że nie spał przez trzy dobry z rzędu i fizycznie nie był w stanie zabić kogokolwiek. Przez kolejne kilka dni po dokonaniu odkrycia przeszedł fazę wyparcia, wmawiając sobie że niczego nie widział, a nawet omijając skrytkę szerokim łukiem by nie zdobyć się na pokusę ponownego sprawdzenia. Po tygodniu zaczął powoli łączyć fakty, wysłał przygodnego chłopca na zwiad i dowiedział się, że Irena faktycznie spotyka się ze szwabem. Od tego czasu bił się z myślami: czy rozpocząć prywatne śledztwo, porozmawiać szczerze z dziewczyną, czy może zgłosić wszystko do dowództwa i czekać na rozkazy. Oczywiście najchętniej porozmawiałby z nią, ale wiedział, że ta bestia potrafi kłamać jak nikt inny. Poza tym stracił dla niej głowę wiele miesięcy temu i jak dotąd nie odzyskał. Uwierzyłby w każdą bajkę wyczytaną z niewinnego spojrzenia jej dużych oczu koloru letniego nieba.

3 komentarze:

  1. Czołem!
    Strasznie podobają mi się Twoje opisy, plastyczne, ale nie przesadzone. I jeszcze wplecenie fabuły w faktyczną historię - ekstra!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej!
    Zgadzam się z Venustą, Twoje opisy są płynne i naturalne, czytelnik nie ma problemu z wyobrażeniem sobie tych scen.
    Coś mi mówiło, że początek to tylko sen Aleksandra. Dobrze oddałaś też jego uczucia i rozdarcie miedzy wybraniem tego, jakie kroki następnie podjąć. Dobra sceneria na coś więcej.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sny są piękne, bo są tylko snami. Jednak rzeczywistość potrafi boleśnie się w nich odbić i samo to jest przerażające. Naprawdę dobrze oddałaś dylemat Aleksa. Tu nie ma prostego rozwiązania i półśrodków, aż się chce wejść w ten świat głębiej.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Szukaj tekstu