Tablica ogłoszeń

Witam serdecznie!

Grupa Kreatywnego Pisania to długoterminowy projekt cotygodniowych wyzwań pisarskich z wykorzystaniem writing prompts. Więcej znajdziesz w zakładce "O projekcie".

Ogłoszenie:
Ze względu na wielokrotne prośby, administracja wprowadziła kilka zmian, ale czas pokaże czy się przyjmą :)
1) Co do cotygodniowych wyzwań, nadal pozostaje układ naprzemienny tekstów zwykłych i fantastycznych, jednak w każdym tygodniu będzie też drugi – dodatkowy temat składający się ze słów kluczowych lub motywu.
2) Na każde tygodnie „okrągłe” jak 90 i 100, będzie tak jak jakiś czas temu, ankieta z 2 normalnymi i 2 fantastycznymi tematami, z których będziecie głosować po jednym z kategorii i te będą obowiązywać w danym tygodniu.
3) Odpowiadając na pytanie niektórych: w tym roku też zorganizujemy Pisarski Sierpień ^^



Tematy na sierpień:

1. "Napisz coś o świecie z praktyczną magią, dostosowaną do technologii. Gdzie wróżka prowadzi kawiarnię, w której można dostać latte ze szczyptącharyzmy. O wiedźmach pracujących w Apple, sprzedających telefony, które automatycznie pojawiają się w twojej kieszeni, jeśli je zgubisz lub zostawisz w domu. Kogoś, kto umie czytać w myślach, pracującego jako fryzjer, który zawsze dokładnie wie, jaką chcesz fryzurę. Psycholog odczytujący aury."

2."Na litość boską! Kogo teraz zabiłeś?"

Słowa klucze: mlecze, antena, łopatka.


Tym razem wyjątkowo - z powodu zabawy na facebooku z pisarskim sierpniem - czekamy na teksty do konca miesiąca! A ukażą się one w pierwszą niedzielę września czyli dokładnie 2!

Łączna liczba wyświetleń

Shoutbox

niedziela, 19 listopada 2017

[66] Ostatni walczyk ~ Estrela

(Po)wojenni bohaterowie po raz kolejny. Miało być poważnie, a wyszły trochę telenowelo-trudne-sprawy. Hmmm... chyba czas zrobić sobie przerwę ;)
Sabina wykorzystała fakt, że orkiestra zagrała szybkiego i głośnego walczyka, by niespostrzeżenie wymknąć się na taras. Sierpniowy wieczór był pogodny, lecz chłodny. Z rozkoszą odetchnęła rześkim powietrzem zwiastującym nadejście chłodnych jesiennych dni. Do jej uszu wciąż dobiegała muzyka, mimo to starała się wyciszyć i skupić rozbiegane bezładnie myśli. Gdyby ktokolwiek oznajmił jej wcześniej, że na weselu pojawi się Tadeusz, po prostu by to wyśmiała. Wciąż miała w pamięci jego poszarpane odłamkami bezwładne ciało, które z nadludzkim wysiłkiem ryzykując życiem przeciągnęła przez kilka kilometrów płonącej Warszawy, by dotrzeć do znajomego, który za sprawą cudu Opatrzności zdobył dla Tadeusza miejsce w niemieckim szpitalu wojskowym i potrzebne dokumenty. Kiedy go zostawiała, nie przeszło jej przez myśl, że ten wysiłek zda się na cokolwiek. Właściwie nie była wtedy zdolna do jakiejkolwiek kalkulacji. Kilka dni wcześniej zginął jej narzeczony. Zaczęła wówczas działać jak maszyna, zaprogramowana do wykonywania konkretnych zadań, nie zastanawiając się nad ich sensem. Zrobiła to, bo miała wobec Tadeusza dług wdzięczności. Równocześnie jednak nie umiała zrozumieć, dlaczego z ich dwojga, to właśnie Tadeusz ocalał, a narzeczonemu mogła już tylko postawić drewniany krzyżyk na płytko wykopanej mogile.

Od tamtych wydarzeń minęły trzy lata. Zmieniło się wszystko. Z dawnych znajomych utrzymywała kontakt z kilkorgiem. Cieszyła się, gdy Michał i Iza ogłosili zaręczyny i poprosili, by została druhną na ich ślubie. Z radością spotkała się znów z przyjaciółmi, choć w nieco okrojonym składzie. Z oddziału pojawili się jedynie Kohrel i Aleks. No i Tadeusz. Ten ostatni zupełnie nieoczekiwanie, robiąc niespodziankę nawet parze młodej, w towarzystwie nieznanej nikomu kobiety. Sabina nawet do niego nie podeszła. Podczas ślubu skupiła się na obowiązkach druhny i wszelkich formalnościach. Oczywiście chciała się z nim przywitać i porozmawiać. Trzy lata bez znaku życia, kiedy w myślach traktowała go jak zmarłego, wymagały długiej rozmowy. A jednak coś ją powstrzymywało. Wszystkie uparcie wypierane wspomnienia nagle stanęły przed nią jak żywe. Nie umiała sobie z nimi poradzić. A już w szczególności nie potrafiła sobie wyobrazić że przeprowadzi z nim absolutnie zwyczajny small talk w towarzystwie tej nieznajomej kobiety. Podobno była Niemką. Niewiarygodne.
Lekko drżącymi rękami zapaliła papieros. Zaciągnęła się głęboko dymem. Zbierała w głowie słowa, jakie chciałaby Tadeuszowi powiedzieć. Byle nie zabrzmieć oskarżycielsko. Nie, absolutnie nie chciała go urazić. Wzruszyła się ogromnie, gdy zobaczyła go wśród żywych i nie zamierzała wchodzić na wojenną ścieżkę. Jego osobiste wybory mogły być dla niej niezrozumiałe, ale przecież nie miała prawa ich komentować.
– Cześć – dobiegło ją zupełnie znienacka ciche powitanie zza pleców. Odwróciła się gwałtownie i poczuła ścisk w gardle. Nie była w stanie nic powiedzieć. Skinęła tylko głową. –Przepraszam, że nie przywitałem się wcześniej – kontynuował. Wyglądał na zmieszanego, zupełnie jak dawniej, kiedy łapała jego ukradkowe spojrzenia. – Widziałem, że byłaś bardzo zajęta. Nie tańczysz?
– Wiesz, że nie umiem – mruknęła z trudem wydobywając te kilka głosek z gardła.
– Bzdura. Pamiętasz naszego żoliborskiego walczyka? Ja go pamiętam do dziś. Tylko gdybym wiedział, że to będzie nasz ostatni taniec, ubrałbym się odpowiednio do okazji.
Uśmiechnęła się na to wspomnienie. Trzeciego dnia powstania Krystek wytrzasnął skądś akordeon i zagrał z pełnym impetem na pobudkę. Mieli jeszcze wtedy wody pod dostatkiem. Tadeusz świeżutki i pachnący po porannym szorowaniu, narzucił na siebie tylko spodnie i porwał Sabinę do tańca. Wtedy jeszcze byli pełni nadziei.
– Dlaczego ostatni? – zapytała pod wpływem impulsu i natychmiast pożałowała swoich słów. Tadeusz przeżył wprawdzie wojnę, ale jako inwalida. Od połowy prawej nogi sterczała sztywna proteza. – Przepraszam... – dodała pospiesznie.
– Nieważne – lekceważąco machnął ręką – Najważniejsze, że Nina może sobie potańczyć. Ja już swoje wytańczyłem.
– Nina... – powtórzyła Sabina chłodno.
– Aha... – mruknął – zaczyna się.
– Nic się nie zaczyna – powiedziała Sabina spokojnie – Nic mi do twoich wyborów. Ale nie zmusisz mnie, żebym ją lubiła. I nigdy nie zrozumiem jak mogłeś związać się ze Szwabką po tym piekle, które przeszliśmy. Poza tym, to cholerny nietakt, że ją przywiozłeś na to wesele.
– Jasne – westchnął – sam też nie powinienem przyjeżdżać. Ucieszylibyście się chyba bardziej z mojej śmierci niż z tego przyjazdu.
– Pierdolisz od rzeczy! Byłeś dla nas jak brat!
– To ty pierdolisz! Może myślisz że nie pamiętam, ale pamiętam doskonale jak mi rzuciłaś w twarz, że to ja powinienem zginąć, a nie Kamil.
– Nigdy tak nie myślałam!
– Ale to powiedziałaś.
– Ale nie chciałam tego powiedzieć, do jasnej cholery!
– Dobra, nieważne. Tylko przestań mnie znów oskarżać. Doskonale wiem, że podjąłem wtedy złą decyzję. Kamil nie powinien tam iść. Teren był niesprawdzony. Ja to wszystko wiem. Próbuję jakoś żyć z tą odpowiedzialnością i właśnie tylko dzięki Ninie jakoś mi to wychodzi. Ona mnie o nic nie oskarża. Z nią nie muszę dzielić tych wspomnień. Nie ma pojęcia co myśmy przechodzili.
Sabina zaciągnęła się znów papierosem. Wolno strzepnęła popiół.
– Tadek, ja się cieszę że przyjechałeś – powiedziała po chwili namysłu – milion razy wyrzucałam sobie tamte słowa. Marzyłam o tym, żeby móc je jakoś cofnąć. Nie jesteś niczemu winny, podejmowaliśmy wtedy mnóstwo złych decyzji. Wszyscy.
– Przestań, Sabina. Nie potrzebuję twojego wymuszonego współczucia – odwrócił się na pięcie i wszedł do domu.
Odprowadziła go wzrokiem w milczeniu. Choćby go przepraszała na kolanach, było za późno żeby naprawić stare błędy. A jednak myśl o tym, że znów będzie musiała go pożegnać, być może na zawsze, sprawiała dojmujący ból. Przez szybę dostrzegła uśmiechniętą, lekko przysadzistą Ninę. Na miłość boską, gdyby miała przy sobie parabelkę, odstrzeliłaby jej łeb. Nikt nie miał prawa zabierać jej Tadeusza. Szczególnie ta hitlerowska szmata. Co ona mogła o nim wiedzieć? Czy to w jej ramię płakał rzewnymi łzami po pacyfikacji rodzinnej wioski i zamordowaniu najukochańszej babci? Czy ona osłaniała go podczas akcji z narażeniem życia? A może ona tamowała własną koszulą krew z jego rozszarpanej nogi. Sabina próbowała znaleźć odpowiedź na pytanie, czy ma prawo zarządzać ocalonym przez siebie życiem. Rozum podpowiadał, że nie, ale serce chciało wręcz wyskoczyć z piersi z żalu. Tamten walczyk wcale nie musiał być ostatni.

9 komentarzy:

  1. Huu. Trudna tematyka widzę.
    " Niewiarygodne.
    Lekko drżącymi rękami zapaliła papieros."
    Zapaliła papierosa.
    Może faktycznie nieco trudne sprawy, ale mi się podobało. Właściwie dalsza część naprawdę mnie wciągnęła, a potem nagle się skończyło. Ich kłótnia była trochę bezsensu, ale czy kłótnie mają sens? Myślę, że właśnie fajnie przechodzili od słowa do słowa i klapa. To odzwierciedla ich uczucia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, właśnie ta kłótnia mi też nie pasowała.. jest totalnie z dupy i chciałam to inaczej rozegrać, ale zrobiłyby się z tego trudne sprawy na 10 stron i nikt by przez to nie przebrnął :D

      A co do papierosa... na co dzień mówię zapalić papierosa, ale w sumie zapalić łączy się z biernikiem a nie z dopełniaczem (zapalić światło a nie zapalić światła) wiec chcialam być hiperpoprawna i stąd "zapalić papieros". I nie wiem ktora wersja jest poprawna...

      Usuń
    2. Wydaje mi sie ze jednak zapalic kogo co - papierosa. Ale az sprawdzę. W Korpusie języka Polskiego nie znalazł się ani jeden tekst z użyciem wersji zapalić papieros. Nawet jeśli to z biernikiem to nadal jest to kogo co widzę - papierosa. Więc wydaję mi się jednak, że poprawna wersja to palić papierosa. Choć nie pogardze, jesli ktos jeszcze sie wypowie.

      Usuń
  2. o, pamietam Twoj tekst, ktory czytałam w tym wojenym klimacie, pamietam o grzebaniu we wnetrznosciach samochodu ;) przejelo sie u mnie to zestawienie slow w stosunku do naprawiania auta ;D

    male powtorzenie na poczatku, chlodny, chlodnych, ale to szczegolik ;)

    rany. bardzo dramatyczny poczatek. ale tak, rozumiesz, dobrze dramatyczny, bez niepotrzebnego patosu. mocny, budzacy emocje i rzeczowo nakreslajacy fakty, w ktorych sie odnajdujemy.

    o rany. no to sie nazywa DOSLOWNIE nie dac znaku zycia.... oy, Sabina naprawde duzo przeszla

    och. small talks. nie znosze ich. ale podoba mi sie to okreslenie ;) jedno z tych ang zestawien ktore trudno przetlumaczyc zeby pozostal ten wydzwiek... no bo co? gadka szmatka? -.- pitu-pitu? -.-x600 przypomina mi to piekne japonskie zuru zuru (onomatopeja ktora ma przypominac ciagniecie za soba lancuchow i mowi sie tak, gdy ktos sie nad soba uzala) sprawadzona do ang dilly dally shilly shally a stopien tej degradacji konczy polskie tere fere (autentyk,ogladalam ta sama produkcje po jap ang i pl xd) wiec. ja jestem zwolennikiem, ze niekoniecznie musimy wszystko tlumaczyc na pl, takie wstawki maja swoj orginalny wydzwiek o wiele trafniejszy.

    –Przepraszam, że nie przywitałem się
    wiem ze mowi to bohater, ale jednak razi mnie inwersja, ze nie "ze sie nie przywiatlem' ya know.

    - wiesz, ze nie umiem
    xd oooł! lacze sie, lacze z Sabina w tym nie umieniu xd

    wgl bardzo ładnie przesdtawiasz wydarzenia z jej perspektyw. niby narracja 3 osobowa ale tak indywidualnie lecisz (plus, plus!), ze nie bylam przez chwile pewna w jakiej osobie czytam xd w ten sposob wspaniale mozemy sie wczuc w bohaterke. i utozsamic, co wlasnie robie.

    narzucił na siebie tylko spodnie i porwał Sabinę do tańca. Wtedy jeszcze byli pełni nadziei.
    ach. jest w tym taki sentyment.... zatrzymalam sie na tym zdaniu. nie dlatego, ze czegos nie skumalam, po prostu, z potrzeby, chyba ze wzruszenia.

    Sabina próbowała znaleźć odpowiedź na pytanie, czy ma prawo zarządzać ocalonym przez siebie życiem
    uuuu, mocno. podoba mi sie.

    caly tekst jest taki w cholere prawdziwy. oddajesz wysmienicie rzeczywistosc wojny ale tez klimat osobistych tragedii, charakter,, uczucia bohaterow. jest prawdziwie. kupuje sie to z marszu. bluzgi w odpowiednim momencie (ja akurat jestem wielim fanem bluzgow, dlatego ze to, kurwa, niemozliwie szczery sposob wyrazania szerokiej gamy emocji) tylko to podkreslaja. niby slub, niby radosc, ale jaki skrywany zal, smutek, osobista strata. zastanawiam sie... skoro kamil byl narzeczonym Sabiny, co ja laczyla z tadkiem?
    zaciekawiasz ogromnie, wciagasz, moja drga. gdyby to byla ksiazka, z niecierpliwoscia przerzucalabym nastepna strone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zuru zuru <3 <3 <3

      kurde, zawsze się czegoś nauczę z Twojego komentarza! Fenk ju!

      W sumie to jakby piszę książkę na ten temat, do szuflady oczywiście, a moich bohaterów łączy mega trójkąt, z którym jednak mam literacki problem jak go przedstawić aby był autentyczny, bo lubię tylko dwóch bohaterów z tego trójkąta i ten trzeci zostaje w tyle xD

      Usuń
  3. Zacznę od tego, że mój dziadek ma na imię Tadeusz, więc musiałam przezwyciężyć podstawianie jego wizerunku podczas czytania każdego akapitu :DD Początek już wprowadził mnie w klimat tych czasów i ludzi, którzy wtedy żyli (niesamowite były te kobiety, które się nie cackały, jak trzeba przenieść worek z piaskiem, to przeniosą, jak strzelić to strzelą). Lawina emocji no i rozkminianie nad trójkątem (Sabina, Tadeusz, Kamil). Bardzo też podobało mi się wprowadzenie postaci tej dziewczyny Tadeusza i jego sposobu przedstawienia ich relacji, związek z kimś, kto nie zasmakował wojny i odrywa go od strasznych rzeczy, które widział i jakimś cudem przeżył. Super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, znam ten ból walki z wizerunkiem na podstawie imienia :D Fajnie, że mimo wszystko przeczytałaś. Dzięki za komentarz!

      Usuń
  4. A mnie się ta kłótnia podoba. Może jest jakaś taka oderwana od całej tej otoczki wesela, ale dobrze, że Sabina i Tadeusz mieli chwilę, by wyrzucić z siebie żale za lata wojny.
    Ten papieros też mi nie pasowało i obstawiam formę 'papierosa'. Jakiegoś językowca by można zapytać.
    Dobry tekst, jak Twój każdy, a to, jak przenosisz czytelnika w czasy wojny/powojenne jest godne pozazdroszczenia, bo wychodzi Ci to znakomicie.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Klimatyczny tekst, który naprawdę mi się podoba. Jest w nim coś takiego, że poruszyłaś mnie, choć tematyka wojenna jest mi raczej nie po drodze. Z jednej strony chciałabym trzymać stronę Sabiny, z drugiej Tadeusza, który wybrał nie kogoś, kto wie, jak to jest, ale całkiem kogoś innego, kto odrywa go od przeszłości. Trudna droga.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Szukaj tekstu