Tablica ogłoszeń

Witam serdecznie!

Grupa Kreatywnego Pisania to długoterminowy projekt cotygodniowych wyzwań pisarskich z wykorzystaniem writing prompts. Więcej znajdziesz w zakładce "O projekcie".



TEMAT

Tydzień 115:

"On i jego siostra zostali pozostawieni w lesie na śmierć."

Słowa klucze: marcepan, wiadro, kurz, cement

Łączna liczba wyświetleń

Shoutbox

niedziela, 28 sierpnia 2016

Wilk ~ Tenebris



Prolog
          Nazywam się Amber Kiriyau. Mam szesnaście lat. Jestem jedynaczką, bo moja siostra bliźniaczka zmarła przy porodzie. Gdy miałam trzy lata, wciąż moczyłam się w gacie. W wieku siedmiu lat mój ukochany pies zginął pod kołami niebieskiej toyoty yaris.  W wieku dwunastu lat zepsułam mikrofalówkę, chcąc sprawdzić, czy uda mi się przetopić sztućce i przekuć na miecz.
          Moja mama ma na imię Maria, pracuje jako bibliotekarka. Tata nazywa się Grzegorz i pracuje w pobliskiej aptece jako farmaceuta. Mieszkamy razem niewielkim miasteczku leżącym nad rzeczą. To znaczy… Mieszkaliśmy. Bo dziś zaczynam naukę w szkole z internatem.
          I wszystko byłoby świetnie, gdyby to była normalna szkoła. Ale nie jest… Jak już wspomniałam, miałam siostrę bliźniaczkę. Ona była ta dobra, a ja ta zła. Zgodnie z tym powinnyśmy pójść do osobnych terytoriów, odpowiednich dla nas. Niestety Rząd nie umiał stwierdzić, gdzie powinnam przynależeć. O zdanie mnie oczywiście spytać nie raczyli. Właśnie idę do szkoły dla tych dobrych i muszę tam przetrwać kolejne cztery lata swojego życia.

Część 1 ~ Wilk w owczej skórze.
          Ja plus ogromna, ciężka walizka. Przykry widok, jak mniemam, bo rodzice odstawili mnie przed budynkiem szkoły i zwiali. Czekało mnie kilka trudnych lat edukacji. Co prawda tutaj wszyscy dopiero mieli się nauczyć, jak być dobrymi, więc istniała szansa, że nie będę od razu odstawać od grupy, ale to było wbrew mojej naturze. Odmienność to coś z czego byłam dumna.
          Teraz jednak stałam z tą moją wielgachną walizą u stóp wielkiej, żelaznej bramy, w myślach bluzgając na Rząd, który bez mojej zgody wysłał mnie na to wypiździejewo. Gdyż nie było tu nic poza ogromnym terytorium szkoleniowym. Jedynie pola i lasy. Cudownie. Po prostu cudownie. Zero cywilizacji i słaby zasięg w telefonie.
          I jak na to, że to niby szkoła dla tych „dobrych”, nikt jakoś nie raczył pomóc z mi z walizką. Ciągnęłam ją mozolnie za sobą, co jakiś czas potykając się o coś i klnąc cicho. Przecież nikt nie mógł mnie usłyszeć. To byłby dopiero falstart już pierwszego dnia się zdemaskować. No proszę! Nie ze mną takie numery.
          Nie tylko zamierzałam nie dać się zdemaskować, uznając to za test praktyczny swojego geniuszu - nie ma przecież lepszego szkolenia, niż przetrwać w obozie wroga - a wręcz planowałam podbić serca tutejszych uczniów. Może nawet zostać przewodniczącą samorządu? To byłoby coś. Powoli, po cichu piąć się w górę na szczeblach szkolnej kariery.
          Łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Zwłaszcza, że było mi się niedobrze na widok uczniów ubranych już w mundurki. Dlaczego miałam chodzić w różowej sukience w kolno?! To już wolałabym błękitny uniform męskiej części uczniów, niż wyglądać jak landrynka. Stanowczo zbyt słodka i bez smaku.
          Radosny chichot starszych uczennic, zajadających lunch w kolorowym, kwiecistym ogrodzie działa mi na nerwy. Postarałam się jednak zignorować wszystkie te przeciwności losu i na dobry początek zakwaterować się w swoim pokoju. Gdziekolwiek on jest. Tu naprawdę przydałyby się oznaczenia albo jakaś mapa. Jak do choinki miałam znaleźć akademik?
          Maszerowałam dziarskim krokiem, patrząc dumnie przed siebie. Co nie znaczy, że mojej uwadze uszły nieprzychylne komentarze i krzywe spojrzenia starszych uczennic. Podejrzewam, że nawet w „Dobrej” szkole, zwanej także Białym Terytorium ( w tym przypadku to drugie nazywane było Czarnym) zdarzają się zakały, niepasujące do danej szkoły.
          A może nie tylko ja byłam wilkiem w owczej skórze, chowającym się wśród niczego nieświadomych baranków? Może takich jak ja było więcej? Czyżbym miała konkurencję w dążeniu do realizacji swoich niecnych planów podbicia tej szkoły?
          Wreszcie dotarłam do celu. Przykleiłam na twarz sztuczny, cukierkowy uśmiech i wpisałam się na listę mieszkańców, po czym odebrałam klucz do pokoju. Oczywiście ze swoją walizką musiałam się zataszczyć na czwarte piętro schodami, bo władza szkoły najwyraźniej uznała, że nie potrzebujemy windy. Z założenia pewnie mieliśmy tam dolecieć na anielskich skrzydełkach.
          Banda idiotów. Na szczęście w nieszczęściu byli na tyle naiwni, że nie sprawdzali bagaży. Dzięki temu udało mi się przemycić kilka normalnych ubrań, paczkę papierosów, wino, scyzoryk i ulubioną czarną szminkę.
          Doczłapałam się na swoje piętro i oparłam się o walizkę. Nogi miałam jak z waty, a wentylowałam jak lokomotywa. Kondycja już nie ta… Teraz już tylko musiałam znaleźć drzwi numer czterysta cztery i jestem u siebie. Pokoje były co prawda małe, ale miały jedną zaletę. Każdy miał swój i nie trzeba było dzielić przestrzeni ze współlokatorami. To dobrze, bo potrzebowałam odrobiny prywatności, by oddać się swoim niecnym planom.
          Następnego dnia zaczynały się już lekcję. Te beznadziejne przedmioty pozostawię bez komentarza. Poza jednym, który wybił tą szkołę na wyżyny beznadziei. Filozofia i etyka, na której siedzieliśmy ponad dwie godziny, słuchając wykładu jakiejś wariatki. Baba gadała jak natchniona, a ja prawie cały czas miałam ochotę zapytać o numer do jej dilera.
          Na szczęście usiadłam z tyłu sali, tuż pod ścianą i piorunowałam morderczym spojrzeniem każdego, kto próbował usiąść obok mnie. W ten sposób załatwiłam sobie jako taki spokój przynajmniej przez część dnia. Nie miałam ochoty się na razie integrować, więc bazgroliłam w zeszycie. Zamiast notatek wypełniony był czaszkami w moim wykonaniu.
          Nauczycielka wciąż nie przestała opowiadać tych dyrdymałów, z którymi nie zgadzałam się ani odrobinę… A tym bardziej z sensem tłumaczenia ich. Nawet dla mnie oczywistym było, że narzucą nam takie a nie inne wzorce postępowania, więc jaki sens było się nad tym rozwodzić? Nie wspominając o przydatności tych schematów, gdyż tak naprawdę były strasznie naiwne i nie obejmowały bardziej skomplikowanych sytuacji.
          I gdy już znudziło mi się słuchanie tych głupot, rozejrzałam się po pomieszczeniu. Warto było się nieco zapoznać ze swoją klasą. W końcu miałam z nimi spędzić najbliższe cztery lata, a jeśli chciałam podbić ich serca, musiałam poznać i obyczaje. Rzetelne informacje na temat wroga były przecież istotną częścią planowania!
          Oczywiście w pierwszych dwóch rzędach siedzieli prymusi. Co chwilę zadawali jakieś pytania i wyrażali swoje zdanie, żeby popisać się przed nauczycielem i resztą. Żałosne. Kolejny rząd zajmowali raczej mniej śmiali uczniowie, którzy niekoniecznie mieli ochotę wypowiadać się na forum. Ostatni rząd należał do mnie i do jeszcze jednej dziewczyny, siedzącej po przeciwległym końcu sali.  
          Przykuła odrobinę moją uwagę, bo wyglądała na niesamowicie skupioną na wykładzie, a jednak siedziała sama tak, jak ja. Wątpiłam jednak, żeby była outsiderką z wyboru. Najwyraźniej to jej przypadła rola ofiary na kolejne cztery lata. Przykro mi, ale nie miałam zamiaru jej z tego wyręczać. To nie mój problem, jeśli już pierwszego dnia dała się zakrzyczeć wronom.
          Może zazdrościły jej urody? Tak. To jedno trzeba było jej przyznać. Była naprawdę szczuła i zgrabna. Jak na wiek, również nieźle obdarzona. Długie blond słowy spięte były w równego warkocza, jakiego nie potrafiła zrobić nawet moja mama. Ale najbardziej fascynowały mnie jej oczy. Były błękitne. A może raczej cyjanowe? Nigdy nie widziałam nikogo o tak niesamowitym i jasnym kolorze oczu. Chociaż nadawało jej to dziwnego nieco wyglądu. W skrócie, miała oczy juk pies Husky.
          Przez moment przeszło mi nawet przez myśl, że rozumiem resztę dziewczyn, które odsunęły ją na bok. Były zazdrosne. Ja odrobinę też. Zawsze podobała mi się taka jasna cera. Ja niestety z natury miałam dość ciemną karnację, a brązowe włosy i pospolite piwne oczy nie pozwalały mi wyróżnić się z tłumu. Z przyjemnością bym się z nią zamieniła. Zrobiłabym dobry użytek z takiego wyglądu i wybiła się w ten sposób ponad stado baranów i owiec.

Część 2 ~ Wilk i czarna owca.
          Wreszcie mieliśmy długą przerwę między zajęciami. Trzy godziny na zjedzenie lunchu oraz relaks. Posiłek zjadłam pospiesznie na stołówce – udało mi się wepchnąć na początku kolejki – i wyszłam do ogrodu. Pogoda była piękna. Chociaż nie do końca przepadałam za słońcem. Sprawiało, że moja ciemna już karnacja, robiła się jeszcze ciemniejsza. Oczywiście zapomniałam też z domu ciemnych okularów. Podejrzewałam jednak, że i tak nie wolno byłoby mi w nich paradować.
          Potrzebowałam świeżego powietrza oraz odpoczynku, by zapomnieć o tych wszystkich bzdurach, które próbowano mi tego dnia wcisnąć do głowy. Czułam też ogromną potrzebę posiedzenia w ciszy i spokoju, bez gwaru gdaczących kur, których głównym celem w życiu było ładnie wyglądać, a za kilka lat założyć rodzinę.
          Przeszłam przez ogród, aż dotarłam na tył szkoły, gdzie zamierzałam rozsiąść się w cieniu. W kieszonce sukienki miałam ukrytego papierosa. Tego było mi teraz trzeba. Niestety najwyraźniej ktoś jeszcze upodobał sobie to miejsce, bo zobaczyłam grupę dziewczyn. Znęcały się nad kimś.
          Cukierkowe dziunie o IQ worka foliowego, ciągnęły za włosy jakąś dziewczynę. Robiły przy tym sporo hałasu, a jednak żaden z nauczycieli nie zwrócił uwagi. Cóż… To nie mój problem. A przynajmniej nie byłby mój, gdyby nie zajmowały miejsca, jakie upodobałam sobie na swój odpoczynek. Czyli nici z relaksu.
          Zostały mi dwie opcje. Odejść i znaleźć inne miejsce lub zwyczajnie je stamtąd przegonić. Ta druga podobała mi się bardziej. Mogłam się popastwić nad tymi idiotkami bez obaw, że zostanę nakryta. W końcu nie naskarżą na mnie skoro same zostały przyłapane na czynach niegodnych uczennic Białego Terytorium.
          Wyciągnęłam ze stanika scyzoryk. Był niewielki, składany. Taki, jakiego używa się chodząc na ryby. Na razie jednak jeszcze trzymałam go w dłoni tak, by nie był widoczny. Uśmiechnęłam się szeroko, szczerząc zęby w drapieżnym uśmiechu i wyszłam zza rogu budynku.
  - Widzę, że świetnie się bawicie – powiedziałam i wszystkie spojrzały na mnie. Dopiero wtedy rozpoznałam w nich dziewczyny ze swojej klasy. – Mogę się przyłączyć?
  - Spadaj stąd – padło w odpowiedzi. – Chyba, że chcesz zająć jej miejsca?
  - Jej? – zdziwiłam się, przechylając głowę w bok, by przyjrzeć się nieszczęsnej ofierze. – Ach. Oczy psa Husky – mruknęłam.
  - Spadaj stąd. I nikomu ani słowa albo tobie też się oberwie. Nie jesteś jedną z nas.
  - Masz rację – przyznałam i uśmiechnęłam się słodko. – Nie jestem jedną z was. Nawet bym nie chciała. Jesteście żałosne, a wasze znęcanie się jest po prostu żałosne i bez wyrazu.
  - Znalazła się obrończyni – prychnęła ruda, która najwyraźniej przewodziła grupie.
  - Nie jesteś zbyt bystra, co? – warknęłam. – Powiedziałam przed chwilą, że nie jestem jedną z was. A wy… Gówno wiecie o torturowaniu ludzi. – Wyciągnęłam scyzoryk i odblokowałam ostrze. – Jest mały i cienki, doskonały by wbić go tuż pod paznokciami. Wiesz, że to naprawdę boli? – zapytałam, a uśmiech nie schodził z mojej twarzy. – Jest też bardzo ostry, świetnie się nadaje do ścinania miedzianych strąków, które nazywasz włosami, każdego wieczora obklejając je toną odżywki, szkarado.
  - Coś ty powiedziała? – zaperzyła się tamta, nadymając policzki jak chomik. Prawie urocze. Prawie… - Odszczekaj to.
  - Jesteś pewna, że to nie ty powinnaś teraz siedzieć na ziemi, gdzie twoje miejsce i merdać ogonkiem w nadziei, że nie zrobię ci krzywdy? – Zrobiłam krok do przodu, ale ruda wciąż robiła odważną minę. Kolejny krok sprawił, że dostrzegłam w jej oczach niepewność. – Myślisz, że żartuję? Chcesz się przekonać, jak wysokie dźwięki wyciągniesz, wołając o pomoc, gdy ja będę wyrywać ci te pomalowane na różowo pazury? Swoją drogą, nie pasuje ci ten kolor, więc zrobię ci tym przysługę.
  - Jesteś stuknięta!
  - Ja? Skąd… - kolejny krok do przodu i dziewczyny naprawdę zaczęły się bać. Byłam coraz bliżej nich. – Odważna jesteś, skoro naprawdę chcesz się przekonać, że nie żartuję, wywłoko.
  - Przestań się zgrywać, nie możesz nam nic zrobić.
  - Właśnie. Alice ma rację.
  - Czyli staniecie za nią murem? Nawet jak zacznie skomleć o litość? Będziecie stać przy niej? A może weźmiecie jej miejsce?
  - Jeśli nas dotkniesz, wylecisz ze szkoły.
  - Tak. To może nawet byłby jakiś argument, gdyby nie drobny szczegół. Taki tyci tyci – roześmiałam się – że zabiłam swoją siostrę bliźniaczkę, która miała uczyć się w tej szkole i trafiłam tu w jej miejsce. Naprawdę będzie mi na rękę, jeśli mnie stąd wyrzucą.
  - Nie wierzę ci! – Ta imieniem Alice stanęła ze mną twarzą w twarz, łapiąc się pod boki. – Blefujesz.
  - Jesteś pewna? – zapytałam, przykładając scyzoryk do jej szyi. – Naprawdę chcesz się przekonać.
  - Alice, chodźmy stąd lepiej – rozległo się. – Co jeśli ona nie żartuje?
  - Alice, no chodź.
  - Dobra. Tym razem ci odpuszczę – fuknęła ruda, ale powoli wycofała się wraz ze swoimi koleżankami. – Jeszcze nas popamiętasz!
  - A ty – spojrzałam na blondynkę – na co się gapisz? Znikaj stąd. Już.
  - Chciałam ci podziękować…
  - Nie zrobiłam tego, żeby ci pomóc. Po prostu miałam ochotę popastwić się nad landrynkami. W obecnej sytuacji, raczej nie odważą się naskarżyć.
  - To by znaczyło, że…
  - Nie powinno mnie tu być? – zaśmiałam się. – Tak właśnie. Nie żartowałam, mówiąc, że trafiłam do nie tego terytorium.
  - Ale mimo wszystko, uratowałaś mnie.
  - Mogę robić, co mi się podoba – prychnęłam. – A ty strasznie pyskata jesteś, jak na ofiarę losu. Jeśli tak bardzo ci zależy, możesz zostać moją dziewczynką na posyłki. Poczujesz się wtedy spełniona?
  - Jestem Medison Sternaus – zupełnie zignorowała moje słowa – a ty?
  - Amber Kiriyau – odparłam, wyciągając z kieszeni papierosa.
  - Palisz? – przeraziła się blondynka. – Tak nie wolno.
          Wywróciłam oczami.
  - A co ja ci przed chwilą powiedziałam? Mam gdzieś, co wolno, a czego nie wolno. Zapal ze mną albo idź sobie.
  - Mimo wszystko uważam, że w głębi duszy jesteś dobra i wcale nie pomylili się, przysyłając cię tutaj – stwierdziła stanowczo Medison. – Uratowałaś mnie. Mogłaś przejść obojętnie. A ignorancja jest przecież najgorsza.
  - Ale lubię się pastwić nad ludźmi. To takie hobby. A one działały mi na nerwy.
  - Bo wiesz, że robiły coś czego nie powinny.
  - I będziesz mi tak cały czas mądrować? - Spojrzałam na Medison spod przymrużonych powiek i wypuściłam dym nosem. – Chcesz?
  - Nie, dziękuję.
  - Dość stanowcza jesteś, jak na ofiarę. Wykorzystaj tą energię, żeby postawić się tym amebom.
  - A ty dajesz dość sporo rad, jak na kogoś, kogo nie obchodzi mój los.
  - Mam dość słuchania tych bzdur – rzuciłam papierosa na ziemię i zdeptałam – więc wracam do pokoju.
          Medison podążyła za mną do akademika. To jeszcze przebolałam, choć działała mi na nerwy. Gdy zaczęła iść za mną po schodach, trafiłam już cierpliwość. Kiedy się okazało, że nie tylko weszła za mną na czwarte piętro, ale idzie w tą samą stronę, nie wytrzymałam:
  - Przestań za mną łazić!
  - Idę do swojego pokoju.
  - Który… pokój? – zapytałam niepewnie.
  - Czterysta trzy.
  - Niech to.

Część 3 ~ Owca w wilczej skórze.
  - Cześć – usłyszałam, wchodząc do klasy. Alice machała do kogoś ręką. – Amber!
           Uniosłam brwi, spoglądając na rudą w zaskoczeniu.
  - Do mnie mówisz?
  - A do kogo, głuptasie – zaświergotała. – Może usiądziesz dzisiaj ze mną? Akurat mam wolne miejsce.
  - Wolałabym nie – odparłam. – Mam uczulenie na tęczę.
  - Co? O czym ty mówisz?
  - O tym, że nie mówię w języku foliowych reklamówek.
            Gdzieś w kącie rozległ się cichy śmiech. Chociaż ktoś zajarzył, co mam na myśli.
  - Ach, wolisz siedzieć z tyłu? W takim razie ja dosiądę się do siebie.
  - Nie próbuj – zagrodziłam jej drogę – mam uczulenie na trzy rzeczy. Idiotów, lizidupy i rudzielców. Nie przeżyłabym takiego kombo…
  - Lubisz się droczyć co.
  - Serio… Co z tobą nie tak? Właśnie cię obraziłam – warknęłam, marszcząc brwi. – Masz jakiś syndrom Sztokholmski? Tylko, że ja nikogo nie porwałam.
  - Jesteś taka zabawna, Amber…
  - A ty denerwująca – zgromiłam ja spojrzeniem – odwal się, rozumiesz?
          Do klasy weszła Medison i sama nie mogłam uwierzyć w to, co miałam za chwilę zrobić.
  - Och, czy to nie nasza mała Medi? – Ruda skierowała na moment swoją uwagę na oczy Husky. – Już myślałam, że nie przyjdziesz.
  - Nareszcie jesteś! – wykrzyknęłam, przepychając się obok Alice i pochwyciwszy rękę Medison, pociągnęłam ją do swojej ławki. – Ile można na ciebie czekać, myślałam, że zanudzę się na śmierć w towarzystwie ryżego łba.
  - Co? – zdziwiła się Medison, wlepiając we mnie cyjanowe spojrzenie. – Co to za nagła zmiana.
  - Współpracuj – szepnęłam. – To twoje szansa odbić się od dna i odwdzięczyć się za wczoraj.
  - Właściwie mam coś dla ciebie – wyciągnęła z torby czekoladę – w podziękowaniu za pomoc.
  - Nie jem słodyczy.
  - Widzę, że się zaprzyjaźniłyście od wczoraj – powiedziała Alice, stając przed naszą ławką. – Pasujecie do siebie. Ofiara i wariatka.
  - Zaprzyjaźniłyśmy? – zakpiłam. – Nie, ale z dwojga złego, ona mnie denerwuje mniej, niż ty.
          Ruda chciała chyba coś jeszcze powiedzieć, ale w tej samej chwili do klasy wszedł nauczyciel i musiała wrócić na swoje miejsce. Jeden problem z głowy mniej. Tylko, że wciąż nie wiedziałam, jak uwolnić się od spojrzenia oczu Husky, która najwyraźniej dopatrywała się we mnie bratniej duszy.
          Co to za świat, w którym nie opłaca się już nawet bycie złym? Bo zawsze znajdzie się jakaś sierota, która dopatruje się w nas, chociaż iskry pierwiastka dobroci. To jest jawne pogwałcenie praw człowieka!
          Zaraz po tym, jak zaczęła się przerwa na lunch, uciekłam z klasy, by uwolnić się od nowej przyjaciółki i każdej potencjalnej. Ukryłam się z papierosem za szkołą, gdzie jak widać nikt zbytnio nie zaglądał. Toteż rozkoszowałam się samotnością.
  - Przyniosłam nam lunch.
  - Serio?! Postanowiłaś zostać moim prześladowcą?
  - Uciekłaś tak nagle… Podejrzewałam, że jesteś tutaj – oznajmiła Medison i postawiła tacę na ziemi. – Dziękuję raz jeszcze za wczoraj.
  - I dlatego, zamierzasz nosić za mnie jedzenie? – prychnęłam, wywracając oczami. – Równie dobrze mogłaś to samo zrobić z Alice. Może pozwoliłaby ci ponosić także swoją torbę i byłabyś popychadłem odrobinę mniej.
            Roześmiała się radośnie, a ja poczułam głęboką irytację i nagłą potrzebę na kolejnego papierosa. Ale przyłapała mnie. W jednej kwestii miała rację. Byłam straszliwie głodna. Jednak miałam nadzieję, że jeśli nie pójdę na stołówkę, uwolnię się od niechcianego towarzystwa.
  - Mówiłaś, że twoja siostra nie żyje?
  - Ta, a bo co? – rzuciłam jej podejrzliwe spojrzenie.
  - Dobra z ciebie dziewczyna. Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, a może zwyczajnie próbujesz oszukać samą siebie…
  - Przestań gadać jak natchniona! Czego nie rozumiesz? Jestem. Nie. W. Tym. Terytorium. Co. Trzeba. Tak trudno to pojąć?
  - Wiesz… Też miałam siostrę – zostałam jawnie zignorowana – miała wypadek trzy lata temu.
  - Przykro mi – mruknęłam pod nosem.
          Mimowolnie zabrałam się za jedzenie.
  - Ona też miała iść do Czarnego Terytorium. A ja do Białego, gdzie teraz jesteśmy – wyjaśniła Medison. – Wiedziałam o tym od samego początku. Nigdy nie było, co do tego wątpliwości. Jednak po jej śmierci zwątpiłam. Brakowało mi Karen i to bardzo. Nie mogłam pogodzić się z jej śmiercią i zagubiłam się gdzieś w tym. Naśladowałam jej zachowania, by wypełnić pustkę. Chciałam, chociaż przez chwilę poczuć znów jej obecność w ten sposób.
  - Serio, przykro mi z powodu twojej straty – odparłam. – Wiem też, do czego pijesz, ale jest jeden drobny problem. Ja swojej siostry nigdy nie poznałam, więc nie może mi jej brakować.
  - Mylisz się. Dobrze wiesz, że osoba, która miała uzupełniać twoje dobre cechy, odeszła bezpowrotnie. Ktoś, kto zawsze miał stać po twojej stronie i robić to, czego ty sama nie potrafisz, chociaż byłyście całkowicie odmienne. Podświadomie czujesz tą pustkę, od zawsze. Ale ciężko ci się z tym pogodzić, bo nigdy się nie spotkałyście.
  - Głupoty gadasz.
  - Ja przeżyłam szok, długo nie mogłam się pogodzić z jej śmiercią, ale musiałam w końcu odpuścić. Zresztą od początku wiedziałam, gdzie moje miejsce w tym świecie. A ty nigdy nie miałaś szansy zobaczyć, jaka jest różnica. Ale wierz mi, jesteś tam, gdzie być powinnaś.
  - Nie będę tego dłużej słuchać.
  - Nie musisz. W głębi serca i tak wiesz, że mam rację – roześmiała się Medison. – Ale to w porządku, nie wiedzieć. Z czasem sama się przekonasz. Nawet jeśli to zajmie trochę czasu.
  - Dziwna jesteś.
  - Uznam to za komplement.
  - No nie wiem, czy to miał być komplement…
  - Ty też jesteś dziwna.
  - Tak jest w życiu ciekawiej – skwitowałam.
          Po rozmowie z Medison nie wróciłam na lekcje. Urwałam się z popołudniowych zajęć. Przeskoczyłam przez bramę, mimo tego, że miałam na sobie sukienkę, w głębi duszy dziękując światu za bycie chłopczycą przełażącą przez płoty.
          Wsiadłam w autobus, jedyny, który mógł mnie zabrać z Białego Terytorium. Nie jechałam jednak do domu. Udałam się na cmentarz, gdzie odnalazłam symboliczny nagrobek z imieniem Amber i przyklęknęłam. Dłonią zgarnęłam liście, które leżały na czarnym kamieniu, po czym sięgnęłam do kieszeni i wyciągnęłam z niej czarną szminkę. Położyłam ją na nagrobku i westchnęłam. 
  - Należałaby do ciebie...

Epilog
          Hej, Amber. Tu Cristal… Przepraszam, że dawno mnie tu nie było. Nie potrafiłam… A rodzice nie nalegali, bym tu przyszła i zmierzyła się z przeszłością. Chociaż nigdy się nie poznałyśmy, zawsze miałam wrażenie, że jesteś gdzieś obok. Mimo to tęskniłam. Medison miała rację.
          Przybrałam twoje imię, by chociaż przez chwilę poczuć się, jakbyś była obok. Zawsze zastanawiałam się, jakby wyglądało nasze życie, gdybyś nie odeszła. Od zawsze obserwowałam inne dzieci, które bawiły się razem, choć tak bardzo się od siebie różniły. Dlaczego musiałam zostać sama?
          Teraz zaczęłam już szkołę. Trafiłam do Białego Terytorium, wiesz? Chociaż tak bardzo chciałam pójść do Czarnego. Chciałam zobaczyć, jakie wiodłabyś życie. Ale podejrzewam, że to już koniec i muszę pozwolić ci odejść. Nie mogę ciągle się oszukiwać.
          Czy to w porządku? Boję się znów żyć jako Cristal, ale chyba powinnam, prawda? Następnym razem zobaczymy się dopiero za rok. Jak myślisz, poradzę sobie? Kocham cię, siostrzyczko. Tęsknię...



Tenebris

11 komentarzy:

  1. No, i masz ci los. Napisałam długi komentarz, a tu BUM, nie opublikował się. Teraz już nawet nie wiem co pisałam, więc... postaram się to po prostu skrócić!
    Dobre psychologiczne podejście do postaci. Zaskakujące rozwiązanie w takim sensie, że... Amber to tak naprawdę Cristal i tylko sobie wmawiała, że jest zła! No i jesteś mistrzem dialogów. Worki foliowe rlz >D! Uśmiałam się chwilami jak nie wiem!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cyjanowe?

    Szczuple i wlosy, literówki i cus tam po drodze jeszcze mi mignelo, ale wiesz jak to z tekefonu.
    Fajnie podzielony, tytuly skomponowane w ten sposob misie podobają, nie czaje czemu rodzice tak polsko pospolicie mamaja na imie jak tu amber i cristal, epilog mnie zaskoczył i wgl to mi sie podobało. Nie pierdolilas sie z opisami, znaczy mialy czasem prawdziwy gorzki smak.nie czasem, zawsze. Ale wiesz, zaczyna mnie ciekawic jakby z Twojej reki wyszla jakas slaba postac, jak Husky, tylko na pierwszym planie. Znaczy nie ze slaba slaba ra postać, bo właśnie wyrazista, chodzi mi o to ze pierwsze skrzypce zawsze graja twardzielki. I po prostu sie zastanawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyszłaby ciulowo. W Zemście Deszczu miała być taka cicha postać, tłamszona przez innych. No i teraz w nowej wersji się zbuntowała.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Taki dość sielski obrazek jak na ten temat. Udawała siostrę, żeby zobaczyć, jak to jest. Nieco smutne. Kurczę, jak tak patrzę na prace innych, to aż się wstydzę swojego. Wyszło tak miałko;/
    'Wilk' krótki, podzielony na części, ale wyszło bardzo dobrze. Nieco zaskakująco, zwłaszcza w końcówce.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystkie motywy szkolne, tak. Wszystkie bunty, też jak najbardziej. :D niby oklepany temat, ale ty przedstawiłaś to w swój sposób, który jest świetny, bo wszytkie bohaterki są inne. Nie są proste i każda ma swoją historię ! :D Cristal jest spoko, ale Medison jest najlepsza ! Niby owca ale ma swój power! :D No i oczy husky! Uwielbiam ! Napisałam ci już, że nie chce żeby się skończyło, a zakończenie jest mega ! Nie spodziewałam się w ogóle! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mi się tytuł, jest fajnie przewrotny. Podoba mi się swobodny styl bycia głównej bohaterki, każdy z nas taki bywa, albo chciałby bywać (częściej). Rzuca się w oczy, to co ktoś już wyżej napisał. Imiona... Do teraz nie pamiętam jakie nazwisko ma główna bohaterka. To po co je w ogóle podawać? Wydaje mi się też, że nie wszystkie informacje trzeba koniecznie znać. Można by w ogóle wywalić wstęp i zacząć tekst od stania z walizką przed wrotami akademii.
    Bardzo podoba mi się twój styl, oryginalne, a tak trafne, skojarzenia podbiły moje serce, nieoczywisty humor, naturalne zachowanie bohaterów, jestem zachwycona. Jednocześnie bardzo martwi mnie okropna niechlujność z jaką ten tekst jest napisany. Wystarczyłoby go jeszcze ze dwa razy przeczytać, pododawać przecinki, powywalać zbędne duperele, a zrobiłoby się z tego coś bardzo smacznego. Spróbuj może więcej czytać, poprawnego języka i z uwagą, na konstrukcje zdań i tego, co nam autor daje, a co zostawia dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do imion, przyznaję bez bicia, że zmieniłam innym bohaterom, a o rodzicach zapomniałam.
      Wstęp był potrzebny, bo co to za opowiadanie bez wstępu. Poza tym był to eksperyment. Pamiętam, jak uczyłam się robienia wstępów do historii i jedno to było właśnie takie zarzucenie informacjami. Chciałam w końcu zobaczyć, jak się przyjmie.
      Co zabawne, ja wiele razy sprawdzam teksty zazwyczaj. Tutaj przyznaję, że już mi się trochę nie chciało. Ale kilka rzeczy jest akurat częścią mojego stylu. A z przecinkami wciąż walczę :D

      Usuń
  6. Duży plus za zaskakującą końcówkę :). Poza tym ciekawe zwroty akcji i nazwy rozdziałów. Niestety przewinęło się trochę literówek, ale ogólny odbiór tekstu jest dobry.
    Jeanne_Proust

    OdpowiedzUsuń
  7. "Baba gadała jak natchniona, a ja prawie cały czas miałam ochotę zapytać o numer do jej dilera." - Jakbym słyszała większość uczniów mojej starej klasy na zastępstwie z jedną katechetką! >D
    "Zamiast notatek wypełniony był czaszkami w moim wykonaniu." - Ciekawa odmiana zamiast serduszek, podoba mi się!
    "Cukierkowe dziunie o IQ worka foliowego (...)" - pokochałam to wyrażenie. Dobitne.
    "Wyciągnęłam ze stanika scyzoryk." - Ej, musiało jej być z nim niewygodnie. :o Ale w sumie niezły patent. Łubudu, mam scyzoryk i nie zawaham się go użyć!
    " - Wolałabym nie – odparłam. – Mam uczulenie na tęczę.
    - Co? O czym ty mówisz?
    - O tym, że nie mówię w języku foliowych reklamówek." - Szybki poradnik jak polubić Amber. :D Ten dialog jest świetny!
    O, zaskakujące zakończenie. Nie przypuszczałam, że Amber to tak naprawdę Cristal, która jednak została przypisana do dobrego terytorium. Świetny pomysł z tytułami poszczególnych części. Ciekawy tekst, jest trochę literówek, ale podobał mi się!

    Królik

    OdpowiedzUsuń
  8. "nikt jakoś nie raczył pomóc z mi z walizką" - niepotrzebne pierwsze "z"
    "Dlaczego miałam chodzić w różowej sukience w kolno?!" - kolano, literówka ;)
    "W skrócie, miała oczy juk pies Husky." Jak xD A ja miałam husky o takich niebieskich oczach *.* Zdechła miesiąc temu...
    "Jesteście żałosne, a wasze znęcanie się jest po prostu żałosne i bez wyrazu." - żałosne żałosne... mogłaś napisać "jeszcze bardziej żałosne" i byłoby dobrze.
    O imionach rodziców już Wilczy mówiła i Justyna, to już wiesz.
    Strasznie mnie zaciekawił ten tytuł xD Idea podzielenia na kilka części, jak rozdziały, też była bardzo ciekawa. Mi tam wstęp się podobał! A końcówka serio zaskakująca! Nie sądziłam że powód zachowania Amber-Cristal był... No taki! Ok, po słowach Medison, że Amber w głębi duszy jest dobra i po tym jej godnym osła uporze, domyśliłam się, że głównej bohaterce jakąś zmianę szykujesz. Nie myślałam jednak, że Medison tak dobrze odgadła powód i w sumie obie przeszły przez to samo. Niby odpowiedź była podana na tacy, ale nie wiem, czy ktoś sam na taki scenariusz postawił.

    OdpowiedzUsuń

Szukaj tekstu