Tablica ogłoszeń

Witam serdecznie!

Grupa Kreatywnego Pisania to długoterminowy projekt cotygodniowych wyzwań pisarskich z wykorzystaniem writing prompts. Więcej znajdziesz w zakładce "O projekcie".



TEMAT

Tydzień 115:

"On i jego siostra zostali pozostawieni w lesie na śmierć."

Słowa klucze: marcepan, wiadro, kurz, cement

Łączna liczba wyświetleń

Shoutbox

sobota, 20 sierpnia 2016

[1] Faillen Epizod 1 ~ Laurie


– 1 –

         W życiu często zaskakują nas różnorakie zdarzenia. Los to przekorna szuja, która chętnie staje do zakładów o nasze istnienie i z łatwością je wygrywa. Trzeba być równie upartym draniem, żeby wyrwać coś dla siebie, a potem mieć siłę, by to utrzymać. Zwłaszcza tu, na obrzeżach Dark City – miasta zapomnianego przez bogów, gdzie rządzą pieniądz i obłuda. To miasto straceńców pełne przedstawicieli wszystkich ras tej ziemi potrafiło dać naprawdę w kość. Mściło się też za każdą próbę uszczknięcia czegoś dla siebie. Sam miałem się o tym przekonać. I to prędzej, niż bym sobie tego życzył.
          To z pewnością był piękny wieczór. Na niebie nie pojawiła się ani jedna chmurka, więc można było obejrzeć zachód słońca w pełnej krasie. Rzadki widok w Dark City, nad którym zazwyczaj wisiały ciemne chmury zwiastujące kolejny deszcz. Idealne warunki dla kogoś takiego jak ja.
Jednak dziś wieczór był słoneczny. Z pewnością piękny, choć osobiście zaświadczyć nie mogę, bo go nie widziałem. Rolety w biurze były opuszczone tak, aby żaden promyk słońca nie wpadł do środka rozświetlonego jedynie pojedynczą lampką na biurku. Nie było na nim wiele. Butelka taniej whisky, na wpół opróżniona szklanka i notes, który tu rano zostawiłem. Gdzieś w tle słychać było rzępolenie elfów z pobliskiej knajpy, ale na to wolałem nie zwracać uwagi. Jeszcze próbowałyby na mnie wpłynąć, przeklęte szpiczastouche gamonie.
          Gdybym wiedział, co się wydarzy, pewnie nie pojawiałbym się tego wieczoru w biurze. Ale skąd mogłem wiedzieć? Żadna Kasandra mi się nie objawiła. W sumie to się nie dziwię, nigdy w to nie wierzyłem, więc czemu wieszczki miałyby się mną przejmować? Z pewnością elita Dark City lepiej im za to płaci.
Właśnie dlatego nawet nie przeczuwałem, w jakie bagno wdepnąłem, kiedy w moich drzwiach stanęło ucieleśnienie najskrytszych, męskich fantazji. Smukła sylwetka o pięknych, kobiecych kształtach obleczona w suknię z najlepszej jakości jedwabiu odsłaniającą stanowczo zbyt dużo jak na tę okolicę. Anielska buzia o dużych, niebieskich oczach pełnych niewinności, drobnym nosie i ładnie skrojonych wargach otoczona grubymi, złocistymi lokami swobodnie opadającymi na plecy. Była piękna, przez co wielokrotnie traciłem dla niej głowę. Cóż, nie nauczyłem się jeszcze, że zawsze sprowadza na mnie kłopoty. Tym razem również na to nie zważałem, obserwując ją pożądliwie.  Najchętniej zdarłbym z niej suknię i wziął na blacie biurka, pozwalając działać zwierzęcej żądzy, ale nie wypadało. Przynajmniej nie w tej chwili.
          – Nie spodziewałem się twojej wizyty, Acayo. Jak zwykle wyglądasz czarująco, choć ta okolica nie jest zbyt bezpieczna dla pięknej, nieuzbrojonej kobiety.
          – Nie zgrywaj rycerza, Lorcanie. Doskonale wiesz, że potrafię o siebie zadbać – odparła.
Ta miękka nuta w jej głosie potrafiła oczarować słabe umysły i nagiąć je do jej woli. Na mnie ta sztuczka nie działała, więc tylko się uśmiechnąłem, podziwiając grację, z jaką usiadła w fotelu po drugiej stronie biurka. Doskonale czułem zapach jej ciała, co nie pozwalało wyrzucić z głowy myśli o szybkim numerku na powitanie.
          – W to nie wątpię, moja droga. Wybacz za moją niegotowość, ale zaoferować mogę jedynie poślednią whisky krasnoludów.
          – Dziękuję za dobre chęci, Lorcanie, lecz nie przyszłam tu w celach towarzyskich.
          W to akurat nie wątpiłem. Nie pojawiłaby się tu bez powodu, tylko po to, by na mnie popatrzeć. Jednak nawet wtedy nie miałem złych przeczuć. Kierowała mną raczej niezdrowa ciekawość, która była drugą po Acayi przyczyną kłopotów w moim życiu. I jej też powinienem się wystrzegać.
          – W czym ci mogę pomóc, moja droga? Czyżby kolejna wpadka nieomylnej Anielskiej Straży?
          Pozwoliłem sobie na tę kpinę jedynie po to, by zobaczyć jej reakcję. I rzeczywiście nie musiałem czekać aż jej oblicze zachmurzy się w gniewie. Anielska Straż była jedną ze spraw, z których żartować się nie powinno, ale, szczerze powiedziawszy, miałem to gdzieś. Dla nich i tak byłem poślednim gatunkiem, którym ich rasa nie musiała się przejmować.
          – Ta sprawa jest poza naszą jurysdykcją. W innym przypadku nigdy bym tu nie przychodziła.
          Ta jej bolesna szczerość kiedyś doprowadzała mnie do szału. Teraz jedynie bawiła. Nie musiałem się wysilać z wyciągnięciem z niej, co się święci. Przy tym mogłem się nieco pobawić.
          – Przykro mi to słyszeć – odparłem. – Lecz problemy Anielskiej Straży mnie nie dotyczą.
          – Odkąd zarekomendowałam cię Starszyźnie, dotyczą – odpowiedziała butnie. – Powiedziałam im, że się tym zajmiesz.
          – I zapewne byli zachwyceni – zironizowałem. – Wręcz mnie uwielbiają.
          – Lorcanie, sprawa jest poważna. To nie czas na twoje dziecięce fochy – powiedziała chłodno.  – Ważą się losy wszystkich istnień nie tylko w Dark City, ale na całym świecie.
          Zaśmiałem się.
          – Czy ja wyglądam na mesjasza, Acayo? Dobrze wiesz, że mam w poważaniu istnienie Dark City czy tego świata.
          Anielica westchnęła ciężko. Nie podzielała mojego rozbawienia sytuacją, a może nawet była mną zawiedziona, choć nie powinna. Znała mnie na tyle długo, by wiedzieć, jak zareaguję.
          – Starszyzna stwierdziła dokładnie to samo. Że nigdy nie wyjdziesz ze skorupki swojego nadętego ego. Wyznaczyli do tego zadania Dante.
Skrzywiłem się na dźwięk tego imienia. Koleś grał mi na nerwach, od kiedy tylko go ujrzałem. Ten to ma dopiero nadęte ego, co Starszyźnie w ogóle chyba nie przeszkadzało. No cóż, bycie upadłym aniołem to nadal więcej od człowieka przemienionego w wampira.
          – Współpracuj z nim – dodała Acaya.
Gdybym trzymał szklankę z whisky w ręce, natychmiast bym ją puścił. Gdybym właśnie pił whisky, zakrztusiłbym się. Gdybym huśtał się w fotelu, runąłbym właśnie na plecy. Tak mnie to zszokowało.
          – Co masz na myśli, mówiąc „współpracuj z nim”? On próbował mnie zabić! – przypomniałem.
          I to niejednokrotnie, właściwie rzecz ujmując. Acaya chyba raczyła żartować, proponując mi coś takiego. Nie zamierzam się bratać z tym psychopatą, jeszcze mi życie miłe.
          – To, co słyszałeś – odparła spokojnie. – Uważam, że we dwóch doskonale sobie z tym poradzicie.
          – Przypominam ci, że ten koleś próbował mnie zabić – podkreśliłem ostatnie słowa.
          – Ale nie zabił. Dante może być nieco specyficzny, ale sięga tam, gdzie ty nigdy nie sięgniesz. Dopełnicie się.
          – Nie ma mowy, Acayo. Nie zaryzykuję współpracy z niezrównoważonym psychicznie półdemonem dla anielskiej Starszyzny. Jeśli tylko po to przyszłaś, możesz wracać do domu – oznajmiłem.
          Przez chwilę przyglądała mi się uważnie, ale rozmowę uznałem za zakończoną. Nie lubię bezsensownie narażać życia zwłaszcza, kiedy nic na tym nie zyskam.
          – Nie uciekniesz przez tym, Lorcanie – oznajmiła i odeszła.
          Wtedy jeszcze nie miałem pojęcia, jak cholerną miała rację. Sprawę uznałem za zamkniętą, wykluczywszy z niej mój udział. Jednak już zdecydowano za mnie, o czym miałem się przekonać jeszcze tej nocy.


Laurie

12 komentarzy:

  1. Dark City. Zaczyna się mrocznie.
    Jak zawsze Twój wstęp :) Nie byłabyś sobą, nie?
    Mhm. No,tak. Myślę, że z przyjemnością przeczytałabym jakiś ciąg dalszy. Acaya jest interesująca. Lorcan również. Podoba mi się w ogóle to imię. A jak słyszę Dante to nawet nie wspomnę...
    No i dialog, który się należał, też jest. Tekst płynny i przyjemny. Super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli Faillen dojdzie do skutku, pozostałe części raczej będą bez takich wstępów.

      Usuń
  2. Moooja bajka. Calkowicie moje moje klimaty. Mam nadzieje na wiecej tego świata.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ja się cieszę, że to jest tylko fragment czegoś większego <3 Ale nie powinnam się dziwić, bo parę twoich tekstów już czytałam ;) Dialogi, opisy... I ten podtekst w eleganckim wydaniu xD Narratorem jest facet, można się było tego spodziewać xD Kocham! I więcej chyba nie trzeba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, dawno nie było u mnie narratora-faceta.

      Usuń
  4. Mrocznie, dorośle, fantastyka... :D Musi być więcej. Musi. Nie popuszczę. :D
    Mam przeczucie, że zakocham się w jakimś upadłym aniele.
    No ale od razu polubiłam tego gościa :D elegancko. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A niedawno sobie narzekałam, że muszę w wakacje coś od ciebie przeczytać! I jeszcze jest to w moich wakacyjnych planach (rodzice czytali i zastanawiali się kto to jest kurna Laurie XD). Teraz mam okazje!
    Pierwsze co rzuca mi się w oczy to styl jakim piszesz. Taki właśnie lubię! Lekki, przyjemny, nieurwany! W ogóle... mimo tego, że jesteś kobietą, idealnie wcieliłaś się w faceta (szczególnie tekst o zwierzęcym pożądaniu pasuje >D). Dobrze ukazane, jak baby potrafią zakręcić w głowie.
    DANTE! I przed oczami widziałam... Devil May Cry! Imię idealnie do niego pasuje :D.
    Półdemon <3! Laura byłaby dumna. Ej, przypadek, nie sądzę (Laurie, Laura?).
    Cholernie podoba mi się ten fragment, choć nie jest długi. Czyżby miał się jeszcze pojawić jakiś tekst z Faillen? CZEKAM! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. To perfidia z mojej strony, ale Lorcana (chyba z wiadomej przyczyny?) zostawiłam sobie na koniec. I nie żałuję.
    Gość totalnie zyskał moją sympatię! Chamski, ironizujący, mający instynkty, których jest świadomy. Wygadany, bez zasad. Mam ochotę przybić mu piątkę, bo znając Ciebie i po części Twoją wyobraźnię, liczyłam na jakiegoś nadętego bohatera.
    Kilka ras - fantastyka to dla mnie dobry pomysł :) A do tego bycie detektywem - dlaczego mam wrażenie, że to brzmi jak Lucifer? Chyba ten serial zniszczył mi mózg.
    Ja chcę więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz, że moi bohaterowie są nadęci? Wszyscy czy jacyś szczególni?

      Usuń
    2. Nie, nie są, ale przeczuwałam, że ktoś taki kiedyś się u Ciebie pojawi ;)

      Usuń
    3. Chyba się nawet już pojawił, choć na krótko :)

      Usuń
  7. Duży plus za ciekawy wstęp i intrygujące zakończenie:).
    Pozdrawiam,
    Jeanne_Proust

    OdpowiedzUsuń

Szukaj tekstu