Tablica ogłoszeń

Witam serdecznie!

Grupa Kreatywnego Pisania to długoterminowy projekt cotygodniowych wyzwań pisarskich z wykorzystaniem writing prompts. Więcej znajdziesz w zakładce "O projekcie".



TEMAT

Tydzień 115:

"On i jego siostra zostali pozostawieni w lesie na śmierć."

Słowa klucze: marcepan, wiadro, kurz, cement

Łączna liczba wyświetleń

Shoutbox

sobota, 20 sierpnia 2016

[1] Aktorska gra ~ SadisticWriter


Hej, z tej strony SadisticWriter (lub Naff albo Marlu – jak kto woli, każdy inaczej zwie). Miło mi z tego powodu, że dołączyłam do tego projektu! Myślę, że to znakomity pomysł na zmuszenie swojego umysłu do systematyczności i kreatywności. Życzę wszystkim miłej zabawy!
Co do pierwszego zadania – byłam trochę… przerażona, bo część dialogu, którą mieliśmy tu zawrzeć, kojarzyła mi się z kryminałem, a ja kryminałów ani nie czytam, ani nie piszę, po co jednak jest ten mózg w nagłówku z wybuchającą tęczą? W mojej głowie też działała tęcza. Pojawiła się najpierw myśl: aktorzy i z tą myślą, bez jakiegokolwiek pomysłu, po prostu zaczęłam pisać. Przeżyłam godzinę czasu w świecie April, Thomasa i Deana i byłam w szoku, że aż tak się zatraciłam. Ich historia wylewała się z pomiędzy moich palców, jakby to April ją opowiadała, nie ja. Lubię to uczucie. Może właśnie to dlatego kocham pisać?
Przy okazji chciałam powiedzieć, że nie jest to wybitny tekst i wydaje mi się, że nawet trochę nie w moim stylu – zazwyczaj nie jestem tak… głęboko romantyczna (o czym wiedzą ci, którzy już moje dzieła czytali), ale to ciekawe doświadczenie. O to chodzi, żeby je zbierać, prawda?
Następnym razem obiecuję, że to będzie coś lepszego! Pozdrawiam!
***

– Co masz na myśli, mówiąc „współpracuj z nim?” On próbował mnie zabić!
                – Jeżeli chcesz przeżyć, nie masz wyboru!
                Błysk, trzask, krzyk, płacz.
Czasem miałam już dosyć tej wymuszonej błazenady. Te same kwestie powtarzamy od ponad godziny. Nawet, jeśli stanęlibyśmy na rzęsach, nie zadowolimy mistrza idealnie wykreowanego świata, będącego imitacją przedmieścia Nowego Jorku. Niebezpieczne układy, namiętność zbrodniarzy, zagadki, pieniądze, pogonie, syreny policyjne, fałszywe strzały padające z pistoletów, dużo krzyków i… chęć zwymiotowania na to wszystko. Wiem, że dwudziesta już próba zakończy się tym samym.
                – Cięcie! – Ryk niezadowolonego reżysera rozległ się po sali.
Wymieniliśmy z Thomasem znaczące, tak samo zbolałe spojrzenia. Tym razem plik kartek robiących za scenariusz przeleciał przez połowę sceny, a reżyser zerwał się z krzesła i zaczął wyklinać na wszystkich nieznanych Bogów świata, na koniec dodał, że robi sobie przerwę. Miałam wrażenie, że nasz kamerzysta-żartowniś specjalnie upamiętnił tę chwilę, aby potem umieścić ją w serii zatytułowanej: „za kulisami mordów” – zazwyczaj był to materiał udostępniamy tylko nam – mnie i Thomasowi, na poprawę humoru.
Unoszę brew, gdy Dean szczerzy się do mnie ze Snickersem w buzi i pokazuje palcem, że wszystko jest jak najbardziej okej, powinnam wyluzować. Przewracam oczami i układam rulon z dłoni, przemawiając przez niego bezgłośnie:
– Ktoś tu ma okres.
Thomas i Dean zrozumieli. Zarechotali zgodnie, po bratersku.
Przerwa oznaczała, że wybieramy się w trójkę na tyły budynku. To była nasza niepisana przyjacielska umowa obowiązująca od lat.
Poznaliśmy się na studiach, ale ukrywaliśmy ten fakt przed resztą obsady. Dlaczego? Bo to całkiem zabawne, a jakoś trzeba sobie umilić życie, gdy nic podczas pracy nie idzie tak jak powinno.
Z westchnięciem oparłam głowę na ramieniu Thomasa. Od razu zauważył, że coś jest nie tak. Objął mnie i poprowadził w stronę wyjścia. Znanym tylko chłopakom gestem, pokazał Deanowi, że widzi go na tyłach budynku z trzema kawami i wielkim pudłem pączków. Dziesięć minut i nie więcej, bo popadnie w niełaskę.
Mimowolnie się uśmiechnęłam.
Z chłopakami mogłam pójść nawet na koniec świata. Wiedziałam, że nasza relacja bardzo nie podoba się kobietom występujących w filmie – w obskurnej garderobie, nieraz pokazywały mi swoją niechęć. Nigdy się ze mną nie witały, obgadywały mnie za plecami, a na planie niby przypadkowo nieraz, nie dwa, szturchały mnie łokciami. Ale wszystko było dobrze, póki byli oni.
Thomas i ja trafiliśmy na ten sam rok studiów aktorskich. Poznaliśmy się już podczas castingów. Chodziłam w tą i z powrotem, powtarzając na głos wyuczone kwestie, które straszliwie mi się myliły – z solonych ogórków robiłam wstrętne pikle, do spaghetti wcale nie dodawałam parmezanu, tylko ser goudę, który zjadłam dziś na śniadanie, a mój ukochany nazywał się Henry a nie Bill. Rozbawione spojrzenie Thomasa, który przyglądał mi się z kąta korytarza, sprawiło, że miałam ochotę przywalić mu swoim beznadziejnym scenariuszem, na szczęście się od tego powstrzymałam. Jedynie rzuciłam zgryźliwą uwagą, że powinien zająć się własnymi sprawami.
– Twoje zdenerwowanie jest po prostu zabawne – stwierdził wtedy, wzruszając ramionami. Byliśmy ostatnimi osobami, które miały wejść na salę i zaprezentować swoje umiejętności. To dało nam swobodę wyrażania własnych myśli bez zamartwiania się o to, że ktoś nas usłyszy.
– Bardzo zabawne – odpowiedziałam z prychnięciem i usiadłam na krześle z dala od chłopaka. Plik kartek zgniotłam brutalnie w dłoni. Już prawie się poddałam. Miałam ochotę stamtąd po prostu wyjść. Wyjść, pomimo tego, ze przecież tak daleko zabrnęłam.
– Hej, nie denerwuj się tak. Poczuj się, jakbyś właśnie wstała z łóżka i oznajmiła światu, że masz dziś ochotę na płatki śniadaniowe – powiedział, puszczając mi oczko.
Przewróciłam oczami. Czasem bardzo ciężko było do mnie dotrzeć.
– Zamiast tego mam ochotę wylać te płatki na czyjąś głowę – syknęłam.
– Waleczna – zachichotał. – Tak samo powinnaś zawalczyć o swoje miejsce w renomowanej szkole aktorskiej.
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo moje nazwisko zostało wyczytane przez osobę, która miała poprowadzić mnie na aktorskie skazanie. Thomas do dziś z dumą oznajmia światu, że to dzięki niemu dostałam się do szkoły i wylądowałam na pierwszym miejscu castingowego rankingu. Nie mogłam temu zaprzeczyć. Byłam wtedy tak zdenerwowana jego wystąpieniem, że scena w której krzyczałam na niewidzialnego człowieka postawionego przede mną, wypadła bardzo realnie i wiarygodnie.
Gdy już wyszłam z sali, całkiem zadowolona z efektów swojej pracy, został wyczytany ostatni ochotnik na ścięcie, był nim oczywiście Thomas, który przed samym wejściem na salę, podał mi rękę i powiedział: zobaczymy się na zajęciach. Choć wtedy myślałam, że jest nadętym i zbyt pewnym siebie dupkiem, to jednak tak samo jak ja dostał się do szkoły aktorskiej. Od tamtej pory nie dawał mi spokoju. Początkowo trudno było mi znieść jego głupie docinki, gdy siadał obok mnie na zajęciach, ale w końcu się zaprzyjaźniliśmy. Połączył nas sarkazm i zamiłowanie do DC comics – godzinami mogliśmy się kłócić o to, kto jest najlepszym antybohaterem pod słońcem.
Nigdy nie byłam zbytnio otwartą osobą, preferowałam spokój i samotność. Mam dziwne wrażenie, że tylko Thomas potrafił do mnie wówczas dotrzeć. Ludzie kpili z naszej przyjaźni, ale najwięcej oszczerstw słyszałam na swój temat. Może to kwestia tego, że nie próbowałam się zbliżyć do innych ludzi i pokazywałam im swoją niechęć do nowych znajomości? A może to z powodu zazdrości? W końcu Thomas był wschodzącą gwiazdą uniwersytetu – wygadany, charyzmatyczny, przystojny, otwarty i wiecznie się uśmiechał. Byłam jego przeciwnością z którą równocześnie się uzupełniał.
Nasza przyjaźń trwała długo, potem się w sobie zauroczyliśmy, bywało, że po studenckich imprezach lądowaliśmy razem w łóżku, ale żadne z nas nigdy nie powiedziało, że jest zakochane. Żyliśmy w niezobowiązującym pakcie, bez niechcianych słów na temat miłości.
Deana poznaliśmy dopiero na drugim roku studiów. Zaczęliśmy wtedy trenować z ludźmi z innych filmowych kierunków – Dean studiował filmowanie i montaż. Dobraliśmy się z nim w trójkę całkowicie przypadkiem, ale od razu uznaliśmy, że to był dobry wybór. Już po trzydziestu minutach współpracy z nim, poczułam się, jakby nasze trio znało się od stuleci, a po dwóch pełnych godzinach śmiechu i zabawy stwierdziliśmy, że jeszcze dziś wieczorem powinniśmy umówić się na piwo. Tak zaczęła się nasza znajomość. Trwała dobre dwa lata i niezmącona była żadną niezgodą. Do czasu, gdy Thomas po kolejnej nocy spędzonej ze mną w łóżku oznajmił, że nie może tak dłużej żyć. Nie wiedziałam wówczas o co mu chodzi. Ze zdziwieniem obserwowałam, jak zakłada na siebie koszule i z trzaskiem drzwi wychodzi z wynajmowanej przeze mnie kawalerki. Nigdy nie poruszyłam z nim tego tematu, a w międzyczasie nasze stosunku zaczęły się ochładzać. Rozmawialiśmy ze sobą coraz mniej, coraz rzadziej spotykaliśmy się na wieczornych seansach filmowych z piwem i popcornem karmelowym, na dodatek Tom zaczął spotykać się z innymi dziewczynami. W jakiś sposób mnie to zabolało, ale nigdy nie powiedziałam tego na głos. Choć Deanowi nie podobało się to, że nasze spotkania zaczynają być często dwójkowe – Thomas i Dean albo ja i Dean – to jednak postanowił w tej sprawie milczeć. Może i był żartownisiem, który wrzucał wykładowcom do butelek z coca colą mentosy, ale jeżeli chodziło o nas, wolał nie żartować. Czekał, po prostu czekał na dalszy rozwój sytuacji.
Na trzecim roku studiów poznałam Marshalla. Był wielkim dupkiem. Do tej pory nie wiem czy po prostu wmówiłam sobie miłość, czy bolał mnie fakt, że Thomas coraz mniej poświęca mi czasu. Zostałam jego dziewczyną i byłam na każde jego zawołanie jak piesek, który aportuje rzuconą mu kość. Wiedziałam, że Marshall zdradza mnie na boku, a jednak nie chciałam z tym niczego robić. Akceptowałam to. Z uśmiechem, jak prawdziwa aktorka, wysłuchiwałam jego słodkich słówek i starałam sobie wyobrazić nas jako małżeństwo z gromadą dzieci i psem. Gdy słuchałam opowieści o przyszłości, czułam pustkę. Dlaczego postanowiłam grać głupią? Bo nie chciałam zostać sama.
Dean wciąż krążył gdzieś pomiędzy nami i próbował przywrócić nasze trójkowe życie do ładu, jego starania nic jednak nie dawały. Coraz częściej docinałam sobie z Thomasem, aż w końcu wykrzyczeliśmy sobie w twarz, że nie chcemy siebie więcej na oczy widzieć.
To był ostatni rok studiów. Nasze trio się rozpadło, a Marshall stał się jeszcze gorszym dupkiem niż był. Zdarzało mu się mnie uderzyć, a potem udawać, że wszystko gra. Kazał mi na to patrzeć jak na przypadek. Miałam coraz gorsze oceny, a wykładowcy grozili mi niezdaniem semestru. Do tego rodzinne problemy, których nie mogłam opanować.  Byłam załamana, samotne odbijanie się od dna nie wchodziło w rachubę, potrzebowałam kogoś bliskiego. Wszystko uratował nasz niestrudzony, grubawy i brodaty Dean. Umówił nas na potajemne spotkanie do restauracji pod pretekstem awansu w swojej weekendowej pracy. Zapewniał, że to z nim mamy się spotkać. Z nikim innym. Okłamał nas. Początkowo byliśmy na niego źli, ale w końcu stwierdziliśmy, że to bardzo do niego pasuje – chciał nas po prostu pogodzić. Dean był dobrym człowiekiem. Na tacy kelnerskiej dostaliśmy od niego list, który Thomas przeczytał na głos. Napisał w nim całą listę rzeczy, które mieliśmy kiedyś wspólnie zrobić, wyraził swój żal i stwierdził, że jesteśmy idiotami, skoro siebie odrzucamy, przecież zawsze dobrze się dogadywaliśmy.
Ta noc należała do jednej z przyjemniejszych. Znów zaczęliśmy rozmawiać ze sobą jak ludzie, a ja na nowo poczułam, że żyję. Byłam nawet w stanie opowiedzieć Thomasowi o Marshallu. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy stwierdził, ze również powinnam go zdradzić. Ta myśl wydawała się być absurdalna. Nie sądziłam, że w ogóle się tego dopuszczę. Kto by pomyślał, że miss moralności poczuje się lepiej, robiąc coś złego?
Zrobiłam to. Zemściłam się na dupku, który każdego wieczora obracał się wśród cycatych i sztucznych bab, lądujących z nim w łóżku.
Wszystko wróciło do normy. Znów byliśmy tym samym dziwnym trio, które każdą przerwę spędza na tyłach uniwersytetu z kawą w dłoni i słodyczami w pudełku. Byłam wtedy taka szczęśliwa! Zdawało się, że nic nie jest w stanie zniszczyć mojego szczęścia, a jednak.
Skończyły się studia. Wraz z chłopakami naiwnie sobie obiecaliśmy, że zawsze będziemy się ze sobą spotykać, niezależnie od tego gdzie trafimy – przynajmniej raz w miesiącu! Obiecaliśmy sobie również mówić o wszystkich castingach na jakie się natkniemy, by chociaż raz wystąpić razem w jednym filmie czy przedstawieniu, a to wszystko, by być ze sobą, grać i cieszyć się współpracą jak za czasów studiów. Zapowiadało się pięknie, ale nie przewidziałam jednej rzeczy. Że zajdę w ciążę.
Nie chciałam robić krzywdy dziecku, które do końca życia mogło pozostać bez ojca. Świadoma konsekwencji, postanowiłam powiedzieć o tym Marshallowi z którym spędzałam coraz mniej czasu. Nie liczyłam na wielką radość z jego strony, ale nie liczyłam też na to co dostałam. Na wieść o ciąży prawie mnie zabił i naprawdę, nie przesadzam z tym stwierdzeniem. Wpadł w jakąś dziwną furię, zaczął mnie okładać czym miał pod ręką, krzyczeć, że nie chciał żadnego bachora i mam się mu więcej na oczy nie pokazywać. Ale nie mogłam się stąd po prostu wynieść. Ilekroć próbowałam się podnieść, chwytał mnie za włosy i rzucał mną o ścianę. Już wcześniej miał skłonności do bicia mnie, ale nigdy nie zrobił czegoś tak strasznego. Naprawdę myślałam, że umrę. Jak za mgłą widziałam własną krew – na ścianach, na podłodze, na ciuchach i rękach Marshalla. A potem zostawił mnie we własnym domu i uciekł. Na podłodze znalazł mnie Thomas, który nie mógł się do mnie dodzwonić od kilku godzin. Przyszedł do mnie wraz z Deanem, a potem natychmiastowo zabrali mnie do szpitala. Nie pamiętałam co się działo, wiem tyle, że gdy już otworzyłam oczy, chłopacy o wszystkim wiedzieli. Do tej pory nie mam pojęcia czy ktoś im o tym powiedział, czy to może samemu Marshallowi złożyli wizytę, a może wszystkiego się domyślili? Nie wiem, to nie było ważne.
Chłopacy obiecali mi, że będą najlepszymi wujkami pod słońcem i nigdy mnie nie zostawią, a jeżeli będę chciała, możemy tymczasowo zamieszkać razem w trójkę – do tej pory wynajmowali mieszkanie w dwójkę.
Tak się stało i to było najlepsze co mogło się zdarzyć.
Nie chciałam zamykać chłopaków w jednym domu ze mną na całe życie – w końcu sami musieli ułożyć swoje plany na przyszłość. Powtarzałam im to średnio trzy razy w tygodniu, na co obydwoje przewracali oczami. Dean twierdził, że żadna laska nie leci na sadło i brodę, a Thomas, że ma dosyć śliniących się na jego widok aktorek z planu, które siłą próbują władować go do łóżka. Obydwoje czuli przy mnie, że żyją. Nawet nie wiedzieli jak bardzo bolała mnie ich postawa. Nie chciałam, żeby się dla mnie poświęcali, chciałam, żeby po prostu żyli, a jednocześnie sama miałam wrażenie, że moje życie się skończyło. Kto będzie chciał młodą kobietę z dzieckiem na głowie? Chyba tylko szalona dwójka chłopaków, która była moją najlepszą paczką przyjaciół pod słońcem.
Tak oto wylądowaliśmy na tym samym planie. Casting, który wyszukał w Internecie Dean, wypadł tak jak powinien. I choć nie był to szczyt naszych marzeń, bo pensja była naprawdę słaba, warunki ciężkie, a reżyser to jakiś nadpobudliwy świr, dawaliśmy sobie radę.
– Jak się czujesz? – spytał Thomas, patrząc w moje oczy z czułością. Wyglądał na zmęczonego. Miał podkrążone oczy. Najwyraźniej nie spał do późna, bo grał z Deanem w jakieś bzdurne bijatyki. Czasami jak prawdziwa matka musiałam interweniować i wchodzić do nich o 3 nad ranem, żeby odłączyć im kabel od Internetu i wyrzucić puste puszki po piwie. Niesamowicie wtedy narzekali, ale w końcu grzecznie kładli się spać.
– Trochę słabo, bywało lepiej, ale przy tobie mi całkiem dobrze – spróbowałam zażartować, żeby nie pokazać po sobie jak bardzo mam ochotę zwymiotować pod nasze nogi lub zemdleć.
– Niby dobra z ciebie aktorka, a jednak nie potrafisz kłamać, gdy chodzi o złe samopoczucie. – Tom uśmiechnął się i przeczesał swoje przydługie krucze włosy. Mimo zmęczenia, jego szare oczy świeciły pełnym blaskiem. Czyżby zdarzyło się coś, co go uszczęśliwiło?
– Ach, tak? – spytałam, uśmiechając się słabo.
– Twoja twarz mimo tony makijażu, który nałożyła ci ta pogrzana stylistka z irokezem, jest blada. Masz przymrużone oczy, jakbyś nie spała kolejną noc z rzędu i poruszasz się dwa razy wolniej niż to zazwyczaj robisz.
Westchnęłam.
– Tak, masz racje, nie potrafię czasem kłamać.
Dotarliśmy na tyły budynku. Nie były to co prawda uniwersyteckie warunki – tutaj musieliśmy dzielić wąską przestrzeń z kubłami na śmieci – ale lepiej tutaj niż gdziekolwiek indziej na świecie, póki miałam przyjaciół.
Usiedliśmy na schodach, a Thomas oparł moją głowę o swoją pierś. On spojrzał w niebo, a ja zamknęłam oczy i oddałam się w ciszy rozmyślaniu.
To już czwarty miesiąc ciąży i mimo tego, że objawy powinny już minąć, wciąż nie czułam się dobrze. Lekarz nie powiedział mi niczego konkretnego. Stwierdził, że jeżeli będę się czuć bardzo źle, mam przyjechać do szpitala. Na razie nie zastosowałam się do jego porady, bo chyba nie było tak strasznie.
– Gnojek z tego Deana – mruknął Thomas. Przybrał ten zabawny ton głosu, którego używał, gdy chciał zrobić na złość Deanowi. Dłonią zaczął mnie delikatnie gładzić po włosach. – Miał dziesięć minut, a minęło już dwanaście. Mówiłem mu, żeby w końcu zrzucił te zbędne kilogramy to będzie szybszym chłopcem na posyłki.
Zaśmiałam się cicho w jego pierś.
– Nie mów tak. Jego tłuszczyk jest uroczy. Poza tym musiałbyś widzieć z jaką pasją i szczęściem je kotlety smażone na głębokim tłuszczu. Nie miałabym serca zrobić mu diety – powiedziałam cicho. – Ostatnio bardzo popularne stało się bycie misiem, wiesz? Spadasz z listy przebojów, Tom. Dziewczyny w klubach lecą teraz na ciało, nie na kości.
– Narzekasz na moją męską pierś? – spytał z udawanym oburzeniem chłopak.
– Ależ skąd. Ja wciąż jestem za kościstą klatką piersiową mojego najlepszego przyjaciela pod słońcem. – Chciałam zdobyć się na nutkę ironii w głosie, ale niewiele z tego wyszło.
– Coś jest nie tak, prawda? – spytał po dłużej chwili ciszy Thomas. – Nie chcesz mi o czymś powiedzieć.
Zacisnęłam usta.
Rzeczywiście. Była jedna rzecz, której straszliwie się bałam.
Ostatnio zadzwonił do mnie Marshall. Chciał się upewnić, że dziecko, które w sobie noszę należy do niego, dlatego potajemnie, w ukryciu przed chłopakami, zrobiliśmy badania na ojcostwo. Gdy czekaliśmy na wyniki, Marshall zaczął gładzić mnie dłonią po kolanie i szeptać, że mnie przeprasza. Chciał, żebym do niego wróciła z dzieckiem, już nigdy więcej nie zachowa się jak gbur. Byłam zdezorientowana. Odrzuciłam wtedy jego dłoń i zacisnęłam twardo usta. Lepiej, żeby dziecko miało dwóch wspaniałych wujków, niż katującego jego własną matkę, straszliwego ojca.
Przyszły wyniki i jak się okazało, Marshall wcale nie był ojcem dziecka. Obydwoje byliśmy w szoku. Przecież tylko z nim sypiałam! Nie byłam wiatropylna, do cholery! Na pewno to jakaś pomyłka!
Mój były zaczął mnie wyzywać od dziwek i gdyby nie to, że byłam w miejscu publicznym, pewnie dostałabym od niego w twarz. Skończył się dobry ojciec Marshall i znowu zniknął z mojego życia, a gdy ja na spokojnie pomyślałam o wynikach, wreszcie sobie przypomniałam, że miałam w swoim życiu jeszcze jedną ważną osobę z którą dopuściłam się małej zdrady.
– Thomas – zaczęłam z ciężkim westchnięciem. – Nie zostawisz mnie, cokolwiek by się działo?
– Co to za głupie pytanie? – prychnął. – Do ciebie to jak mówić do ściany. Codziennie to samo, jak z dzieckiem. April, nigdy cię nie zostawię, robisz za dobre obiady – próbował grać poważnego, ale nie mógł wyzbyć się tego szelmowskiego, lekko rozbawionego uśmiechu.
– A dziecko nie będzie ci przeszkadzać? – spytałam, próbując powstrzymać łzy. Nie spuszczałam z niego oczu. Starałam się patrzeć dalej niż w jego tęczówki, dotknąć jego duszy, znaleźć odpowiedzi, które mnie dręczą.
– Będę świetnym wujkiem, doskonałą imitacją ojca, po połowie podzielę się z Deanem, którego brzuch będzie robił za trampolinę dla dziecka – mówiąc to, puścił mi oczko.
Czasem irytowała mnie ta cecha Thomasa. Zawsze starał się żartować, obojętnie jak poważna byłaby to sytuacja. Był za bardzo beztroski.
– Nie musisz się z nim dzielić – stwierdziłam cicho.
– Chcesz go wydziedziczyć? – Tom udał zdziwienie. Teatralnie zakrył usta dłonią.
– Nie, skąd. Po prostu zostanie dobrym wujkiem Deanem.
– A ja? – Mój przyjaciel kompletnie zgłupiał.
Usta mi zadrżały. Nie mogłam stchórzyć w takim momencie. Thomas patrzył na mnie z wyczekiwaniem. W jego szarych oczach krył się nieuzasadniony strach. Domyślał się tego, co chce mu powiedzieć? Bał się tego? A może jego strach był spowodowany niewiedzą? A co, jeśli pomyślał, że go nienawidzę i chcę go zostawić?
Już prawie się wycofałam, tym bardziej, że nad nami stanął uśmiechający się od ucha do ucha Dean, ale w końcu stwierdziłam, że to dobry moment, aby powiedzieć im to wprost.
– Ojcem. Będziesz prawdziwym ojcem – wyrzuciłam z siebie jąkająco i natychmiastowo wybuchłam płaczem.
Nastąpiła długa cisza. Dean i Thomas wymienili zdziwione spojrzenia. Chyba obydwoje myśleli, że to jakiś kiepski żart. Nie pasował tutaj tylko mój płacz. Powinnam raczej płakać ze śmiechu.
Tom chwycił mnie za ramiona i odsunął od siebie. Wtedy rozpłakałam się jeszcze bardziej, bo miałam wrażenie, że chce mnie zostawić, że nie dotrzyma obietnicy. Potrząsnęłam bezradnie głową i powiedziałam ciche: „nie” – więcej słów nie byłam w stanie z siebie wydusić.
– Czekaj – zaczął niepewnie. – Sugerujesz, że… to dziecko jest moje? – spytał bardzo niepewnie. Zabrzmiał jak nie Thomas. Zaczęło mnie to przerażać jeszcze bardziej. On się tak nigdy nie zachowywał. Zawsze był pewien siebie, wygadany, na każdą wiadomość reagował stoickim spokojem. Dlaczego teraz wydawał się być bliski paniki?
Pokiwałam głową i ukryłam twarz w dłoniach.
– Spotkałam się z Marshallem i zrobiliśmy test na ojcostwo. Dziecko nie było jego, a tylko z dwoma osobami sypiałam – jęknęłam.
Dean zszedł po schodach i uklęknął przede mną. Jedną dłoń położył troskliwie na moim kolanie, a drugą uniósł delikatnie mój podbródek. Spojrzałam w jego maleńkie, brązowe oczka za zasłoną z rudych brwi. Uśmiechał się do mnie lekko, pokrzepiająco. Dean był najlepszym pocieszycielem świata. To najlepszy przyjaciel, jakiego można było sobie wyobrazić. Zawsze służył pomocą i dobrym sercem. Nie rozumiałam dlaczego ludzie kpili z jego rudych włosów. Może nie  był piękny, ale nadrabiał charakterem.
– Hej, April, dlaczego płaczesz? To chyba dobra nowina, co? – spytał łagodnie. Mimo tego, że był wielki i posiadał nadbagaż kilogramów, był delikatniejszy niż niejedna kobieta.
W dalszym ciągu bałam się spojrzeć na Thomasa. Milczałam, pociągając tylko nosem. Dean bez słowa wręczył mi ciepłą kawę, drugą podał Tomowi. Nie chciał się narzucać. Wiedział, że tę sprawę muszę załatwić z Thomasem. Nie czekając na nas, wziął się za pałaszowanie pączków. Przy okazji nie spuszczał ze mnie oczu.
– Ja w sumie też nie rozumiem dlaczego płaczesz – odezwał się Thomas. Dlaczego jego głos drżał?
Spojrzałam na niego niepewnie i naprawdę się zdziwiłam. Jego szare oczy szkliły się łzami. Tom nigdy nie płakał. Był opanowany, wygadany i posiadał stalowe nerwy. Więc… dlaczego?
– Cholernie, cholernie, cholernie się cieszę, April – powiedział z czułością w głosie i nim choć jedna łza wymknęła się spod jego powiek, rzucił się na mnie i przytulił mnie mocno do siebie. Kawa, którą trzymałam w ręku stoczyła się po schodach i wylądowała pod nogami Deana. Mój przyjaciel miś westchnął ciężko.
– To ja pójdę po dostawę kawy – stwierdził z uśmiechem i wcisnął ostatniego już pączka do buzi. – No i pączki. – Po tych słowach podniósł się z ziemi i przeciągnął, pokazując całemu światu swój wielki, ale uroczy brzuch. – Wiecie co? Cieszę się, że nie muszę się już dzielić z nikim byciem wujkiem – ze śmiechem oddalił się do sklepu. Wiedział, kiedy dać nam chwilę na rozmowę i zawsze robił to taktownie. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby się okazało, że specjalnie zjadł wszystkie pączki, żeby jeszcze raz po nie pójść.
– No, nie wierzę, że mówisz mi to dopiero teraz – jęknął Thomas, gdy Dean zniknął już za rogiem budynku. – Wiesz jaki byłem zły, że ten dupek Marshall zrobił ci dziecko?
– A teraz nie jesteś zły, że ten nie-dupek Thomas zrobił mi dziecko? – spytałam ze łzami, próbując zażartować, co jednak nie szło mi zbyt dobrze. Na szczęście Tom nie miał problemów z wyłapywaniem żartów, nawet, jeżeli nie były wypowiedziane tym tonem, którym powinny być. Zaśmiał się.
– Nie-dupek Thomas może zostać zastąpiony na przykład słowami: ten cudowny Thomas, ten seksowny Thomas, jakkolwiek, wszystko brzmi lepiej niż obelga z dodatkiem słowa „nie” – zaśmiał się i otarł palcem łzę ściekającą po moim poliku. W przypływie chwili również zrobiłam to samo z jego policzkiem. Uśmiechnęliśmy się do siebie.
– Może być: ten beczący Thomas? – spytałam.
– Ani się waż mówić o moich łzach Deanowi – szepnął konspiracyjnie, pochylając się nade mną. – I dziecku też nie – dodał jeszcze ciszej z nutką powagi w głosie. Nie mogłam się nie roześmiać. Nagle cały smutek i przerażenie zniknęły z mojego serca. I choć wiedziałam, że to jeszcze nie koniec problemów – w końcu są integralną częścią naszego życia – to jednak na chwilę obecną byłam szczęśliwa.
Miałam wrażenie, że czasem zły los specjalnie wystawia nas na próbę. Mogłam być dumna i z siebie i z Thomasa – obydwoje ją przeszliśmy.
– Wiesz, przez moment miałem ochotę wyskoczyć z „wyjdziesz za mnie?” – powiedział rozbawiony chłopak. – Ale zostawię to na lepszą okazję. Chciałem ci tylko powiedzieć, że cię kocham – wymawiając te słowa, spojrzał na mnie  z taką troską, jak spogląda tylko na szczeniaczki, które odwiedzał w schronisku dla zwierząt. Przez chwilę sama poczułam się jak on. Gdybym umiała, pewnie zamerdałabym ogonkiem.
– Od jak dawna? – spytałam cicho.
– Wiem, to zabrzmi tak ckliwie jak z tego filmu w którym gramy, ale… od początku – mówiąc to, uśmiechnął się łagodnie i odgarnął kosmyk blond włosów z mojego czoła.
Mój sarkazm poprosił mnie w tym momencie o atencję.
– Co masz na myśli, mówiąc „współpracuj z nim”? – spytałam z ironią w głosie.
Thomas przybrał poważną, aktorską minę i odpowiedział:
– Jeżeli chcesz przeżyć, nie masz wyboru.
Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Wiedziałam, że Tom chce mnie pocałować, ale wstrzymywał się z tym, bo przecież wciąż nie odpowiedziałam na jego wyznanie.
Czy go kochałam? Owszem. Najczęściej wmawiałam sobie, że to tylko zauroczenie jego charyzmatycznym zachowaniem i zniewalającym wyglądem, w końcu tyle dziewcząt już oczarował, ale nie mogłam zaprzeczać prawdzie wiecznie. Nasza niezgodna na studiach była spowodowana nieznajomością tego dziwnego uczucia, które pomiędzy nami powstało. Nazywaliśmy siebie przyjaciółmi, a zachowywaliśmy się jak kochankowie, to dlatego Thomas zaczął się ode mnie oddalać, a ja poszłam jego śladami. Byliśmy głupi i nie twierdzę, że teraz jesteśmy mądrzejsi, ale… to nie ma żadnego znaczenia.
Był on, był ja, było ono. I uczucie, które po latach w końcu nas połączyło.
– Kocham cię, Thomas – szepnęłam, a potem zanurzyłam się w jego ustach, które przecież tak dobrze znałam. – Od początku.

17 komentarzy:

  1. Och, ten wstęp mi sporo wyjaśnia. Bo przewijałaś się gdzieś jako Naff. Teraz wiem, z kim mam do czynienia.
    Tekst nie musi zawsze być dobry. Grunt, żebyśmy pisali. Jakość przyjdzie z czasem sama :)
    Zaczyna się fajnie. Lekko się czyta. Zwłaszcza jak na to, że odczuwałam niepokój na widok nieznanego mi dotąd stylu :)
    Fajne, gładkie przejście do tego, jak wyjaśniasz, kiedy się poznali.
    Och! Robi się coraz tragiczniej! Boże aż się zdenerwowałam, czytając o przemocy Marshala! Agrr!
    Boże! Ja myślę, że pseudonim naprawdę dobrze Ci pasuje. 'Sadistic' zwłaszcza.
    "Obydwoje czuli przy mnie, że żyją"
    Obaj, Obydwaj, ale nie obydwoje, bo któryś musiałby zmienić płeć.
    Ouuu! Jak słodko! Śmiało mogę powiedzieć: podobało mi się. Masz fajny styl. Sympatyzuję z nim.
    Tris

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisala mi smsa w ciagu dnia, ze jestes dobra,ze lubi :D to coś znaczy, a ja sie podpisuje pod tym. Od razu przepraszam zs skapy komentarz. Łapie jakies podłe wifi na molo, b wszystkich przepraszam, nadrabiac bede w domu.

      Usuń
    2. Triss! (Uwielbiam ten skrót). Właśnie po to ten wstęp! Bo wszędzie kojarzą mnie ludzie jako ktoś inny XD. Tak jak Rilnen skojarzyła mnie po Marlu, tak ty po Naff! Powinnam chyba się ujednolicić w internetach :D.
      TAK! Marshall to dupek! Oczywiście, że mój nick pasuje! Ostatnio babcia spytała dlaczego Sadistic. No, to jej powiedziałam: bo znęcam się nad bohaterami >D.
      Obaj. Rzeczywiście ;____;
      Dziękuję za opinie <3 jeeeej! Jestem szczęśliwa.

      Wilczy: Podłe wifi na molo! ZNAM TO! Co prawda tylko z wakacji, ale... ZNAM! Jeeeej, cieszę się z opinii, dziękuję <3

      Usuń
  2. " Nie byłam wiatropylna, do cholery!" Jak ja kocham ten tekst xD
    "Był on, był ja, było ono." A nie "byłam ja"? XD
    Faktycznie nie umiem powiedzieć, że od razu widać, że to jest twoje. Ale i tak tekst jest cudowny, emocjonalny i może faktycznie ostatnia scena jest taka słodka i romantyczna, ale hej! Co z tego, że napisałaś coś innego niż zwykle, jeśli wyszło równie dobre co zwykle!
    P.S. Już wiem, czemu upominałaś się o wstęp xD Mało nie umiesz, ale to dobrze, bo jakbyś to opowiadanie zaczęła skracać, nie wyszłoby to samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero jak to napisałaś to się zaśmiałam, wtf XD. Sama wcześniej nie zwróciłam uwagi, że to może być zabawne :o
      Tak, byłam ja XD. Czasem śpię jak piszę buahah.
      No, właśnie jestem dumna, ze napisałam coś innego niż zwykle! :D
      Taaak. Wstęp się przydał. Lubię wstępy buahah

      Usuń
  3. Kurczę, w życiu nie wpadłabym na pomysł, żeby wykorzystać ten cytat jako pretekst do sceny z planu filmowego. Może to nie jest do końca to, co zwykle piszesz, ale czuć, że to jednak Naffowe pisanie. Przyjemna obyczajówka z nieźle zakreślonym wątkiem romantycznym - tak bym powiedziała.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się dziwiłam, że na to wpadłam, ale lubię iść okrężną drogą XD.
      Naprawdę czuć *___*? A ja się bałam, że to nie ja pisałam XD.
      Dziękuję <3

      Usuń
  4. Nigdy nie spodziewałam się, że spotkam w internetach jeszcze kogoś ze starej ekipy ASa! Marlu, co się z tobą działo tyle lat? :) Widzę, że nieźle się wykoksiłaś w pisaniu! :D Ey, dobre. Ey. Piszczałam, jak to czytałam ! Serio. ! Ale mnie to wciągnęlo ! Thomas, Dean, aaaaah ! :D Fangirling mi się włączył ! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. As'a XD. Takie forum cudowne o anime i mandze do której bynajmniej ja należałam w okresie gimbazjalnym c: poznaliśmy tam mega wiele ludzi, których znamy do dzisiaj! Fangirlowaliśmy, jaraliśmy się i w ogóle. Ach, te nightcluby, drinki sex on the bitch od Slacza, głupie parodie i inne buahaha. To były jedne z piękniejszych, internetowych przygód!
      Matko, czekaj. Już się podjarałam, że jesteś z As'a, ale... czy miałaś ten nick czy jakiś inny :o?! Bo nie wiem czy sobie wmawiam, że kojarzę akurat TEN twój nick, ale coś mi mówi. Oświeć moją sklerozę! XD
      Dziękuję za komentarz, tak w ogóle XD! Cieszę się, że się podobało <3

      Usuń
    2. Miałam inny nick, ale mam ten sam mail co kiedyś. xD To ja wyciągnęłam Saska z tej gablotki z dziurką w której go zamknęłyśmy... xD Stara dobra Usagi nadal jest tak samo dziecinna jak kiedyś :P

      Usuń
    3. USAAA! MATKO! Pamiętam już! <3 <3 JEZU! Ile lat minęło! Nie sądzisz, że to dziwny przypadek, że akurat tu się spotykamy :o? Matko! Jaram się! <3

      Usuń
    4. jakieś... sześć? :P siedem? :D
      Nie wierzę w przypadki, wszystko ma swój cel :D Też się jaram no przecież !! :D <3 <3

      Usuń
    5. No, nie :o? Ja wtedy do gimby chodziłam kurde. Powiem ci, że może nawet 8 lat. Ja pierdykam XD. Wciąż nie mogę w to uwierzyć!

      Usuń
  5. Naff, SadisticWriter, Marlu. Co ja mogę rzecz? Przeczytałam każdy tekst, jaki napisałaś przez ostatnie dwa i pół roku, kocham Cię i Twoją prozę. Po raz kolejny pokazałaś mi, że potrafisz zawrzeć kilka gatunków w swoich dziełach.
    Wzruszyłam się, pouśmiechałam, prawie poczułam łzy w oczach.
    Marshall to palant, April i Thomas oraz dzidziuś - wszystkiego dobrego!, Dean - zostaniesz moim przyjacielem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooooch. Tak mi się milusiooo zrobiłooo ;____; będę płakać! *wielki hug* Dziękuję! Czasem źle się czuję z tym, że ja wszystkich twoich tekstów nie przeczytałam ;____; ale trzeba przyznać, że masz ich zdecydowanie więcej niż ja XD *pominę te moje historie w pudełkach. Dlaczego ci ich nie pokazałam, gdy u mnie byłaś :o?*
      Tak, też kocham Deana <3 Dean się chętnie z tobą zaprzyjaźni! A Marshall to palant, a imię odziedziczył po bohaterze "wyśnionych miejsc" <3. Hej ho! Zemsta za stracony czas!
      Dziękuję <3

      Usuń
  6. Fajne spojrzenie na główną bohaterkę z psychologicznego punktu widzenia :).
    ( Jeanne_Proust)

    OdpowiedzUsuń

Szukaj tekstu