Tablica ogłoszeń

Witam serdecznie!

Grupa Kreatywnego Pisania to długoterminowy projekt cotygodniowych wyzwań pisarskich z wykorzystaniem writing prompts. Więcej znajdziesz w zakładce "O projekcie".



TEMAT

Tydzień 115:

"On i jego siostra zostali pozostawieni w lesie na śmierć."

Słowa klucze: marcepan, wiadro, kurz, cement

Łączna liczba wyświetleń

Shoutbox

niedziela, 22 października 2017

[62] Piękna jak oddychanie ~ Justyna W-R.



Piękna jak oddychanie

            Ruchem głowy przyłożył do ściany, przyszykowaną specjalnie do tego celu, szklankę z uszkiem. Była szesnasta. Zza ściany doleciał klucz słów, niczym pozornie bezładna chmura ptaków zza horyzontu.
— No i jak tam jest u ciebie? — zapytała kobieta.
— Jest... ok — odpowiedziała druga, lekko przeciągając wyrazy.
— Opowiedz mi co się działo przez ostatni tydzień?
— Miałam kryzys. Znów poszłam na imprezę. Był alkohol.
  Czy chcesz się czymś podzielić?
— Tak. Wiesz, tam był ten chłopak. Chwilę rozmawialiśmy. Piłam. Wypiłam dwa, może trzy kieliszki. Później tańczyłam z jego kumplem. Znów piliśmy. Nie wiem ile. Dużo.


            Znał ten schemat. Słyszał to samo co wizytę. Czasem wytrzymywała tydzień lub dwa. Kiedyś, gdy spotykała się z takim jednym, wytrzymała cały miesiąc. Po chwili ciszy do jego uczu znów dobiegł dźwięk rozmowy.

— I było jak zawsze. Najpierw mnie dotknął, niby przypadkiem, w tańcu. Nie dałam mu znać, że mi się to nie podoba. Później mnie pocałował. Wszystko potoczyło się szybko. Było nawet nieźle. Miło.
— Było miło?
— Tak, miło. — Zamyśliła się. — Całkiem ładnie pachniał. Nie był głupi. Powiedziałam mu „Ale jesteś pijany!” A on mi na to „Sama jesteś rozmazana.”. Wtedy wydało mi się to bardzo śmieszne.
— I co było dalej?
— Wytarłam się, wyszłam, wzięłam taksówkę i pojechałam do domu.
— Dojechałaś bez przygód?
— Tak. Zjadłam mrożoną pizzę, wzięłam prysznic i poszłam spać.
— A co czujesz teraz, jak mi o tym opowiadasz?
— Nie jest mi wstyd. Przed tobą. Ale wiem, że to była ucieczka.
— Przed czym?
— Przed samą sobą. Przed odpowiedzialnością, przed świadomością. Ja to wszystko wiem. Doskonale znam teorię.
— A co robiłaś w sobotę?
— Rano wyszłam pobiegać. Mimo, że trochę kropiło ubrałam te fioletowe, obcisłe legginsy. Wyglądam w nich naprawdę nieźle.
— I co wtedy czułaś?
— Nic! Nie wiem! Chciałam umrzeć, jak zwykle.

            Uwielbiał ten moment. Śmiał się wtedy przyklejony do ściany. Ona krzyczała i zaczynała płakać. Chciałby, by do niego przyszła. Gładkimi jak plastelina nogami oplotła jego biodra. Pełnymi ustami musnęła jego usta. Ze strzępek rozmów domyślał się, jak wygląda. Widział to wszystko w głowie. Brązowe, krótkie włosy, czerwone usta, trampki, sukienka w groszki. Mama czasem oglądała czasopisma, kiedy czuwała nad jego snem. Siedziała przy łóżku i przerzucała strony w magazynie. A on patrzył spod półprzymkniętych powiek na te wszystkie dziewczyny i marzył. Gdy do mieszkania obok wprowadziła się psychoterapeutka zmieniło się całe jego życie. Przez niezbyt dobrze wygłuszoną ścianę do jego marnego losu sączyło się życie. Kiedy ustami udało mu się zainstalować, między łóżkiem a ścianą, szklankę, okazało się, że gdzieś obok ludzie żyją, kochają, załamują się, wstają i nareszcie słyszał to wyraźnie.
            Dzisiaj miał kolejną szansę. Dziewczyna wyjdzie za piętnaście minut. Zaczął charczeć. Wył półgłosem. Wiedział, że jeżeli będzie za głośno, pani zza ściany ucieknie na zawsze. W końcu przybiegła mama. Pokazywał jej oczami na okno. Wył. Rzucał się najmocniej jak mógł. „Mamo, mamo, chcę do okna!” — próbował powiedzieć. Matka w końcu zrozumiała. Jęcząc i czerwieniąc się przełożyła go na specjalne miejsce przy oknie. Powiedziała, że idzie do łazienki i że zaraz wróci. Jeszcze pięć minut. Tym razem się uda. Zdąży.

            Teraz zróbmy eksperyment. To nie film, ale zrobimy sobie z tego opowiadania film. Widzicie to?
Tak, jakbyście patrzyli na przekrój ula. Wyobraźcie to sobie. To ważne, jak oddychanie.
Wdech.
Wydech.
Wdech.
Wydech.
Nos.
Usta.
Brzuch.
Przepona.
Oddychaj.

            Przekrój ula. Mieszkania, jak małe dzieci poustawiane w pary. W jednym z nich przy oknie siedzi sparaliżowany mężczyzna, niezdarnie posadzony na fotelu. Ręka zjeżdża mu, wykrzywiając się nienaturalnie. Głowa drga, przekrzywiona. Z ust kapie ślina. Czeka na dziewczynę. Nie by ją dotknąć czy chociaż powąchać. Ona jest dla niego jak urodziny. Abstrakcyjna.
W mieszkaniu obok, w przylegającym do pokoju chłopaka pomieszczeniu widzimy zamykające się białe drzwi. Pokój jest schludny i pusty. Po to, by była w nim przestrzeń do zwierzeń.

            Nie wiem, jak to się dzieje, ale słychać jadącą windę. Później uchylają się drzwi od klatki. A później na oko kamery opada czerwona kotara.
            Mężczyzna próbuje wołać „Mamo, mamo, zasłona opadła na okno”, jednak tylko charczy i płacze. Z oczu leci mu woda koloru rosy na liściach, których gładkości nigdy nie poczuje. Ta woda ma zapach wyrzutu. Ma zapach kurwa jedno miałem marzenie, dlaczego kurwa nie może się spełnić chciałem ją kurwa zobaczyć czy to tak wiele. To nie jest dobry zapach. To nie jest zapach, który można poczuć na kawałkach tektury w perfumerii bez okien.
            Chłopak nic nie widzi. Stracił jedyną szansę na sprawdzenie, czy jego fantazja jest prawdziwa.
Jednak my mamy obraz na drugiej kamerze.
Obraz przeskakuje.
Widzimy blok z zewnątrz.
To wszystko trwało tylko sekundę. Tyle, ile zazwyczaj trwa zniszczenie czyjegoś marzenia.
Drzwi od klatki się otwierają. Wyjeżdża z nich dziewczyna na wózku. Czeka na nią ojciec. Prowadzi wózek do samochodu.
Odjeżdżają. 

            To na pewno nie była ona, prawda? Wyszła wcześniej, później, poszła do chłopaka, którego ma na drugim piętrze. Czy jego marzenie się uratowało, czy się zniszczyło?
Jak o tym pisać, gdy się nigdy nie poczuło gruzów świata lecących z sufitu, gdy się pod tymi gruzami nie zasnęło i się pod tymi gruzami nie obu.............................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................
i zawsze ma się rację. Się.

            Szklanka przy ścianie wciąż jest. Trzeba pilnować by matka jej nie posprzątała. Na szczęście sprząta dość pobieżnie i myślami jest wtedy gdzie indziej. Jutro na terapię przychodzi ksiądz, prawniczka i żona. Będzie się działo. Życie jest piękne.

3 komentarze:

  1. Bardzo ciekawe porównanie bliku do ula. Mnie się bloki kojarzą z hodowlą kur. ;) Patrząc Twoimi oczami na ten zlepek nieszczęścia blokowego jeszcze bardziej chce mi się w Bieszczady. :)
    Świetnie się czytało, Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurczę, nie wiem, co powiedzieć. Ugryzłaś temat z całkiem innej strony i jednocześnie jest to przerażające, jak i bardzo smutne. Pomysł zaskoczył mnie bardzo, tyle mojego komentarza.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam te same uczucia co Laurie. Inne spojrzenie na temat, a ja czuję, jak odrobinę pęka mi serce, zdobywa jedną nową rysę, bo czuję smutek i empatię, której nie da upustu, bo nie uściśnie tego mężczyzny.
    Porównanie do ula zgrabne i, cholera, jakże trafne. Poruszyłaś coś w mojej duszy. Brawo.

    OdpowiedzUsuń

Szukaj tekstu