Tablica ogłoszeń

Witam serdecznie!

Grupa Kreatywnego Pisania to długoterminowy projekt cotygodniowych wyzwań pisarskich z wykorzystaniem writing prompts. Więcej znajdziesz w zakładce "O projekcie".



TEMAT

Tydzień 115:

"On i jego siostra zostali pozostawieni w lesie na śmierć."

Słowa klucze: marcepan, wiadro, kurz, cement

Łączna liczba wyświetleń

Shoutbox

niedziela, 1 października 2017

[59] Za słodką rewolucję! ~ SadisticWriter



Pisałam mój cukierkowy tekst bez większego pomysłu. Nie wiem jak go ocenić. Jest… specyficzny, dziwny, taki trochę nie mój! No, ale jest i za to należą się brawa, tym bardziej, że z pisaniem ostatnio totalnie leżę. Niech żyją słodycze! Świat bez nich nie byłby taki piękny >D!
***
Spojrzałam przez okno z usatysfakcjonowanym uśmiechem. Setki malutkich mrówek uwijało się z pracą, działając na moją korzyść i fortunę. Tak, byłam szefem najbardziej opłacalnego, a także najniebezpieczniejszego kartelu w całym kraju. Handlowałam uzależnieniami w postaci małych, zawiniętych w szeleszczące papierki słodyczy, które w Europie ze względu na zawartość niebezpiecznych składników były surowo zabronione.

Azorubina. Benzoesan sodu. Acesulfam. E124. E104. E110. Lista dwustu dwudziestu
trzech szkodliwych dla zdrowia człowieka substancji, przewijała się w mojej głowie niczym wpajana mi od dziecka papierowa reguła. Ostrzegawcze, czerwone znaki, jak wielkie, okrągłe lizaki błyszczały w moich oczach, alarmując o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Brzydziłam się tą zdradą wolności, tą pustą ingerencją władzy w człowiecze życie, tym zniewoleniem ludzkich umysłów, odbieraniem cennych praw, dowolności, bytu…
Słodycze były złe. Słodycze uzależniały. Słodycze czyniły z ludzi bezmózgie zombie – tak przynajmniej twierdziła władza. Może to właśnie dlatego lubiłam swój zawód. Dawał mi kontrolę. Kontrolę nad tym, z czym państwo nie potrafiło się od lat uporać.
Zmarszczyłam czoło i chwyciłam za garść kolorowych zawiniątek, znajdujących się w szklanej misie na moim biurku. Wrzuciłam ich zawartość do ust i przeżułam tak głośno, jakby ten proces miał zamienić się w bunt przeciwko zakazom oraz udaremnienie przyszłych starań krajów Zjednoczonej Europy.
Byłam niedościgniona. Byłam nieuchwytna. Byłam kimś więcej niż nielegalnym producentem i handlarzem. Jako jedna z nielicznych osób o wysokich statucie, walczyłam o prawa innych ludzi. O prawo do przyjemności, wynikającej ze spożywania dowolnego produktu, domniemanie mającego zły wpływ na ludzki organizm. Nie od dziś wiadomo, że to co szkodliwe, najbardziej nas pociąga.
Już od dwóch godzin czekałam na wiadomość od moich naczelnych cukierzynów. Mieli wprowadzić w obieg nową, złotą recepturę, nazywaną przeze mnie zdradliwie słodką trucizną. W rzeczywistości owe słodycze nie miały nikomu zaszkodzić. To tylko idealna imitacja mini warzyw, które po spożyciu sprawiały wrażenie, jakby człowiek w rzeczywistości zjadał ekologiczne twory natury. Dopiero po trzydziestu sekundach od rozpoczęcia konsumpcji, fałszywe warzywa zamieniały swój smak na słodki, ten zaś uwalniał całą gamę podwojonych, uzależniających substancji, które miały doprowadzić do zwiększenia obiegu cukierków, a także objętości fanatyków zgromadzonych w Europie Zachodniej. Chęć zdobycia warzywnych mini tworów doprowadzi do umocnienia się choroby zwanej słodyczoholizmem, a to wprowadzi w rządzie chaos. Cukierkowi rebelianci staną do walki o swoją wolność, wraz z wielkim koncernem zwanym grzecznie, po matczynemu: Healthy Sweets Company.
Zachichotałam wrednie akurat w momencie, kiedy do mojego gabinetu ktoś zapukał. Od razu spoważniałam. W pracy musiałam w końcu wykazywać się pełnym profesjonalizmem, dlatego zanim zaprosiłam do środka mojego niespodziewanego gościa, wyprostowałam plecy i dumnie się wypięłam. Moja twarz straciła swój dziecięcy wyraz, zyskując na dorosłości.
– Proszę – oznajmiłam głębokim, wyraźnie słyszalnym głosem.
Do pomieszczenia wszedł dziarskim krokiem mój szalony współpracownik. W ustach trzymał wielkiego, barwiącego język na czerwono lizaka. Z kieszeni rażących, białych spodni wystawały mu całe garści papierków, których w wirze pracy nie zdążył wyrzucić. Nadzorował najważniejsze prace w naszym koncernie, przez co nigdy nie widziałam go w innym wydaniu – zawsze nosił sterylny, biały kitel i lateksowe rękawiczki.
Ukłonił się z zamaszystą gracją i wyprostował gwałtownie jak fantazyjnie bujająca się na boki struna. Lisi uśmieszek ozdobił jego bladą twarz, okalaną przez tonące w srebrze włosy.
– Projekt zakończony powodzeniem, Lady O’Sweet. Receptura została wprowadzona w życie – powiedział dosyć oficjalnie, nie kryjąc się jednak z radością, odznaczającą się w jego spojrzeniu. Na koniec wyszczerzył do mnie swoje idealnie białe, proste zęby. – Musimy to uczcić.
Odwzajemniłam jego uśmiech i bez słowa podeszłam do  drewnianego barku. Wyjęłam z niego słodki, czekoladowy likier, który sprowadziłam kilka miesięcy temu z krajów dalekiego wschodu. Wiele musiałam poświęcić, aby ten nieziemski twór na specjalne okazje, przedostał się przez granice naszego zniewolonego władzą państwa.
Brązowy płyn nalałam do dwóch przeźroczystych kieliszków. Jeden z nich podałam mojemu wspólnikowi. Obydwoje spojrzeliśmy sobie prosto w oczy. Myśleliśmy o tym samym, dlatego nie potrzebowaliśmy słów, aby się porozumieć. Po prostu stuknęliśmy się dziękczynnym szkłem.
– Za słodką rewolucję – powiedział gładko mój słodki przyboczny, puszczając mi oczko.
Uśmiechnęłam się szeroko.
– Za słodkie zwycięstwo.

3 komentarze:

  1. Marchewka o smaku marcepanu, brukselka jak pastylki pudrowe czy szpinak słodki jak żelki!!! Biorę trzysta!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Borze zielony, Ichimaru! Co ten lis tu robi? Nie no, to się w głowie nie mieści. O matko!
    Nie, dobra, spokojnie, Laur, tylko spokojnie, bo Sadistic nie będzie wiedziała, o czym ty, kobieto, mówisz.
    No ale jak nic to Ichimaru. Tak mi się kojarzy ten współpracownik. Lisi uśmiech, srebrzyste włosy. I w sumie Gin by tu pasował idealnie. Zawsze wiedziałam, że w słodkich intrygach nieźle się odnajdzie.
    *uspokaja się*
    Dobra, ogólnie tekst jest bardzo sympatyczny. Polubiłam Lady O'Sweet, jest takim fajnym przestępcą, któremu aż żal nie dodać stąpającego mu po piętach detektywa i obserwować ich pojedynek. I później... Nie, dobra, znowu poleciałam gdzieś za daleko.
    Podoba mi się pomysł na słodkie warzywa jako walkę z reżimem, kreacja bohaterów i wykonanie. Fajny tekst.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja chcę do tego świata! Pewnie uzależniłabym się dość szybko i jeszcze szybciej opuściła ten padół, ale byłoby warto! Słodycze ukryte w postaci mini-warzyw - jesteś geniuszem!
    Świetny tekst :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Szukaj tekstu