Tablica ogłoszeń

Witam serdecznie!

Grupa Kreatywnego Pisania to długoterminowy projekt cotygodniowych wyzwań pisarskich z wykorzystaniem writing prompts. Więcej znajdziesz w zakładce "O projekcie".

Ogłoszenie:
Ze względu na wielokrotne prośby, administracja wprowadziła kilka zmian, ale czas pokaże czy się przyjmą :)
1) Co do cotygodniowych wyzwań, nadal pozostaje układ naprzemienny tekstów zwykłych i fantastycznych, jednak w każdym tygodniu będzie też drugi – dodatkowy temat składający się ze słów kluczowych lub motywu.
2) Na każde tygodnie „okrągłe” jak 90 i 100, będzie tak jak jakiś czas temu, ankieta z 2 normalnymi i 2 fantastycznymi tematami, z których będziecie głosować po jednym z kategorii i te będą obowiązywać w danym tygodniu.
3) Odpowiadając na pytanie niektórych: w tym roku też zorganizujemy Pisarski Sierpień ^^



Tematy na sierpień:

1. "Napisz coś o świecie z praktyczną magią, dostosowaną do technologii. Gdzie wróżka prowadzi kawiarnię, w której można dostać latte ze szczyptącharyzmy. O wiedźmach pracujących w Apple, sprzedających telefony, które automatycznie pojawiają się w twojej kieszeni, jeśli je zgubisz lub zostawisz w domu. Kogoś, kto umie czytać w myślach, pracującego jako fryzjer, który zawsze dokładnie wie, jaką chcesz fryzurę. Psycholog odczytujący aury."

2."Na litość boską! Kogo teraz zabiłeś?"

Słowa klucze: mlecze, antena, łopatka.


Tym razem wyjątkowo - z powodu zabawy na facebooku z pisarskim sierpniem - czekamy na teksty do konca miesiąca! A ukażą się one w pierwszą niedzielę września czyli dokładnie 2!

Łączna liczba wyświetleń

Shoutbox

niedziela, 22 października 2017

[62] High risk, no return ~ Laurie



High risk, no return

Życia na kartonach ciąg dalszy, ale tematy same się proszą, żeby coś stworzyć w tak spartańskich warunkach, więc próbujemy dalej. Dziś tekst z alternatywnej historii o Corrie. Pamiętacie „Strażnika i królową”? Dziś czasy dużo późniejsze, po wielkiej zdradzie i aż proszące się o butelkę alkoholu.

       Zabawa trwała w najlepsze, dookoła panował gwar, a ilość pustych butelek na stole dość sporo mówiła o stanie trzeźwości uczestników imprezy. Niczego innego nie oczekiwała, gdy weszła do knajpy, gdzie zwykle rozsiadali się jej przyjaciele.
       – Kira, jesteś jusz pijany – powiedział nieco niewyraźnie Shuuhei.
       – Nie, to ty jesteś rozmazany, Hisagi – odparł Izuru, co chwilę przekrzywiając głowę w inną stronę, jakby próbował złapać ostrość widzenia.
       Corrie mogła tylko westchnąć. Nadal było bliżej zmierzchu niż świtu, a towarzystwo doprowadziło się do takiego stanu. Ostatnio zdarzało im się to częściej niż zwykle. Nie to, żeby nie wiedziała, dlaczego, ale powoli zaczynało być to męczące, gdy raz po raz musiała zadbać o zbyt pijanych przyjaciół, którzy mogli się tylko domyślać, jak znaleźli się we własnych łóżkach bez szwanku.

       – Jest i moja zastępczyni. – Renji uwiesił się na jej ramionach stanowczo zbyt rozweselony. – W końcu postanowiłaś do nas dołączyć.
       – Złaźże ze mnie, Abarai. – Strąciła jego ręce z siebie. – Śmierdzisz sake.
       – Jaka niemiła – prychnął. – Sztywniara.
       Pokręciła tylko głową, obiecując sobie, że jutro nie ocali swego porucznika przed kapitańskim gniewem. Chyba zbyt często ratuje mu tyłek przed Kuchikim i zaczyna być mu za dobrze, a tak być nie może. W końcu to on zajmuje wyższe stanowisko.
       Jednocześnie Hisagi z Kirą zaczęli zażartą dyskusję o to, który z nich jest bardziej pijany. Powoli przeradzało się to w kłótnię, a to ostatnie, czego chcieli i Corrie postanowiła interweniować. Ostatnie, czego potrzebowali w obecnej sytuacji, to konflikt pomiędzy wieloletnimi przyjaciółmi.
       – Izuru, zabieram cię stąd – oznajmiła.
       – Ale ja moge jeszsze pić – odparł, mrużąc oczy.
       – Wiem o tym. – Uśmiechnęła się. – Ale chcę spędzić z tobą trochę czasu. Czy może Hisagi stał się ciekawszym towarzystwem ode mnie?
       – Dlaszego tak sądzisz? – zapytał.
       – Nie wiem. Ty mi powiedz.
       Kira otworzył usta, ale zaraz je zamknął, jakby uświadomił sobie, że posuwa się za daleko. Napełnił czarkę i wypił jej zawartość, nawet się nie krzywiąc. Corrie położyła dłoń na jego ramieniu.
       – Wracajmy do domu, Izuru – powiedziała cicho. – Ty też powinieneś dać już spokój, Hisagi – dodała.
       Obaj zgodnie kiwnęli głowami ku niezadowoleniu reszty towarzystwa. Corrie jednak nie odstąpiła. Sama nie miała ochoty na sake, a wiedziała, że nie zdzierży dłużej patrzenia, jak najbliżsi jej ludzie uciekają w alkohol i pracę, bo nie mogą sobie poradzić ze zdradą. To tak bardzo bolało.
       – Odprowadzę was – zaoferował się Hisagi.
       Początkowo to on trzymał się pewniej na nogach, ale po przejściu kilku metrów musieli go oboje podtrzymywać, żeby nie zaliczył bliskiego spotkania z brukowaną ulicą. Jednak na teren Dziewiątego Oddziału dotarli bez niespodzianek.
       – Trochę mi szkoda zostawiać go samego – powiedział Kira, gdy wracali do jego mieszkania. – A pomyśleć, że to mogłem być ja.
       – Nie zostawiłaby cię z powodu zdrady Ichimaru, głupku – odparła Corrie.
       – Mogłaś mnie nie wybrać – przypomniał. – Wokół jest tylu lepszych shinigamich. Zdolniejszych i przystojniejszych ode mnie.
       – Nie ma zdolniejszych i przystojniejszych od ciebie, Izuru. – Zaśmiała się. – A przynajmniej ja takich nie znam.
       – Corrie, nie kpij sobie ze mnie. Mogłabyś mieć każdego i to bez wysiłku.
       Zatrzymała się i stanęła naprzeciw niego z błyskiem gniewu w oczach.
       – Izuru Kira, tłumaczyłam ci to już wielokrotnie. Nie chcę nikogo innego prócz ciebie. Ciebie takiego nic nieznaczącego, niepotrafiącego się sprzeciwić, opuszczonego przez Ichimaru i wiecznie poważnego. Kocham cię, Izuru. I nie myśl, że się mnie pozbędziesz i pchniesz w ramiona innego. Zapomnij o tym.
       Odwróciła się i ruszyła przed siebie. Ta jego niska samoocena naprawdę ją bolała. Jak mógł w ogóle sądzić, że była z nim z innego powodu niż miłość? Że może go tak łatwo zostawić po tym wszystkim. Owszem, wiedziała, że to też kwestia zdrady Ichimaru. Od tygodni Kira szukał winy w sobie jak nieposłuszne dziecko ukarane zamknięciem w pokoju. Wątpił we wszystko, szczególnie w siebie. Rozumiała, że to dla niego ciężki okres, ale nadal bolało, gdy zaczynał wątpić w nią i jej uczucia. I zawsze tłumaczeniem było to samo – dookoła są lepsi od niego, którzy bardziej do niej pasują. Jakby w ogóle się na tym znał.
       – Corrie! Zaczekaj, Corrie!
       Chciał ją dogonić, ale potknął się i nie złapał równowagi. Zbyt dużo sake sprawiło, że miałby bliskie spotkanie z brukiem uliczki, gdyby Corrie go nie złapała. Sama się dość mocno zachwiała, ale utrzymała oboje w pionie.
       – Jesteś pijany. – Westchnęła. – Tylko dlatego wygadujesz te bzdury.
       Wtulił się w nią, schował twarz w zagłębieniu jej szyi, nie przejmując się, że ktoś może ich zobaczyć. Początkowo się nie poruszyła, ale w końcu objęła go, wplatając palce jednej ręki w jego włosy.
       – Chcę, żebyś była szczęśliwa – powiedział tak cicho, że ledwo to usłyszała.
       – Jestem.
       – Nie jesteś. Musisz mnie znosić.
       – Ale jesteś obok. Tylko to się liczy. Wszelkie problemy można zawsze rozwiązać, to nic, czego byśmy nie przetrwali.
       – Nie wiem, za co ty mnie kochasz.
       – Za to, że jesteś i się przede mną otworzyłeś. Muszę mieć inny powód?
       – Nie zasługuję na ciebie.
       – Bzdura. Nie o to chodzi w miłości, żeby ktoś na kogoś zasługiwał. Nie wiem, kto ci to włożył do głowy, ale powinieneś przestać w to wierzyć. Tak nie jest. Jeżeli ktoś twierdzi inaczej, to ma problem. On, nie my. Nie zostawię cię z tak błahego powodu.
       – Jestem beznadziejny.
       – Owszem, jesteś. Obwiniasz siebie o to, co się stało tamtego dnia. Upijasz się z Hisagim do nieprzytomności, jeśli nikt was nie powstrzyma. Siedzisz nad pracą do upadłego, kiedy jestem na służbie. To jest beznadziejne, bo nikt nie ma do ciebie pretensji o cokolwiek. Ja nie mam pretensji i jestem tylko trochę zła, że pozwalasz się tak bardzo tłamsić Ichimaru, choć go tu nie ma. Nie ma i nie wróci. Oboje to wiemy.
       – Przepraszam, że tak bardzo nie potrafię sprostać tym oczekiwaniom.
       – Wracajmy już do domu – poprosiła.
       – Dobrze.
       Ruszyli w milczeniu w dalszą drogę. Warta jedynie skinęła im głowami, nie mówiąc ani słowa. Nie zwrócili na to uwagi. Gdy zamknęły się za nimi drzwi mieszkania, Kira przyciągnął Corrie do siebie i pocałował. Było w tym tyle desperacji, że poczuła fizyczny ból. Desperacja smakowała sake. Zamknął ją w objęciach, przyszpilił do ściany, jakby bojąc się, że za chwilę zostanie sam.
       – Nie zostawiaj mnie – szepnął.
       – Nigdy, Izuru, nigdy – zapewniła.
       Wiedziała, jak wysokie jest ryzyko tego wszystkiego. Ryzyko śmierci, ryzyko bólu, ryzyko nadchodzącej bitwy, ryzyko końca. Jednak dla nich nie było już powrotu. Gdy po raz pierwszy przecięły się ich ścieżki, wiele lat temu w Czwartym Oddziale, na zawsze złączyło to ich losy. Nieważne, co przyniesie przyszłość, Corrie zamierzała trwać u boku tego mężczyzny, któremu oddała wszystko, co kiedykolwiek posiadała.

2 komentarze:

  1. To opowiadanie jest mega romantyczne i takie cieplutkie, pachnie miłością i takim zaopiekowaniem, mimo wichury szalejącej gdzieś obok. Naprawdę ładny i miły, chociaż smutny i pokropiony alkoholem obrazek. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, aż się rozczuliłam. Romantyczne, ale i smutne przy okazji. Pokazujące ludzką naturę i to, że uciekamy, starając się nie myśleć o problemach, w używki, nadgodziny, czym siebie niszczymy.
    Widać, że Corrie nie tylko jest zakochana w Kirze, ale naprawdę go kocha. Moja słodsza część natury jest zachwycona tym dziełem.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Szukaj tekstu