Tablica ogłoszeń

Witam serdecznie!

Grupa Kreatywnego Pisania to długoterminowy projekt cotygodniowych wyzwań pisarskich z wykorzystaniem writing prompts. Więcej znajdziesz w zakładce "O projekcie".



TEMAT

Tydzień 115:

"On i jego siostra zostali pozostawieni w lesie na śmierć."

Słowa klucze: marcepan, wiadro, kurz, cement

Łączna liczba wyświetleń

Shoutbox

niedziela, 15 października 2017

[61] W potrzasku ~ Marcin Antoni



                                   „W potrzasku.”

Patrzy na mnie. Jego włosy nadal są w nieładzie i w jasnym świetle poranka wygląda jeszcze bardziej przystojnie i ludzko niż kiedykolwiek.
– Chyba proszę, żebyś mi zaufała – Mówi i patrzy mi prosto w oczy.
– Ufam Ci. – Tak naprawdę teraz tylko jemu ufam. W chwili kiedy zdradzają cię przyjaciele, jesteś w dupie, ufasz tylko komuś, kto cię wyciąga z prawdziwego bagna.

Dwanaście godzin wcześniej.

– Masz dla mnie hajs? – Tony mówi to do właściciela baru. Wymusza haracz, bo bar stoi na terenie Pereza,  który rządzi dzielnicą. Widzę jak niechętnie Iwan daje mu utarg.
– Za mało, a gdzie reszta kasy? Jak nie dasz to puszczę Ci tą budę z dymem z Tobą w środku! – Dopija szkocką i rzuca pustą szklanką w butelki za barem, kilka z nich się tłucze.
– Wrócę tu jutro głupi rusku! – Wychodzi w asyście dwóch swoich goryli. Przed pracą, jeśli można to tak nazwać, jestem tutaj i piję Gin. Całej sytuacji przygląda się stały bywalec. Patrzy chwilkę i pije dalej, nie wykazuje nawet cienia zainteresowania całym zajściem. Nie powiem, jest może starszy, trochę zaniedbany, ale jednak przystojny i zbudowany. Często go widzę, ale nigdy z nim nie rozmawiam. I te jego wiecznie rozczochrane włosy.

– Iwan, pomogę Ci z tym bałaganem, jesteśmy przyjaciółmi.
– Sam dam sobie radę, Ty pij i zbieraj się do pracy. Taka ładna i mądra dziewczyna, stać Cię na więcej, niż to co robisz – Iwan wie czym się param i nie pochwala tego, ale ja jestem głupią idiotką, z małej mieściny, która ma marzenie o lepszym życiu w wielkim i wspaniałym Los Angeles, a tymczasem pracuję na ulicy. Pieskie życie, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Iwana znam już kilka lat i wiem, że mogę na niego liczyć.
– Iwan, powiedz mi kim jest ten gość? – Pytam pod nieobecność bywalca.
– A to nikt. Pijak. Zajmuje się ściąganiem długów, a jak nie ma roboty to przepija wszystko co zarobi. Nawet nie wiem jak mu na imię, odzywa się tylko jak chce jeszcze się napić. A po co Ci to wiedzieć?
– Tak z ciekawości. – Bywalec powraca chwiejnym krokiem i ledwie siada na swoim miejscu.
– Nalej jeszcze! – Zwraca się do Iwana.
– A nie mówiłem? – Mówi to szeptem, po czym podchodzi do faceta.
– Tobie gringo już na dzisiaj wystarczy. Idź się przespać, jutro też jest dzień.
– Widziałaś w jakim stanie wychodzi? Jak można się tak stoczyć? Czy on nie ma rodziny?
– Nie mam pojęcia, ale ja nie lepsza. Spadam, bo już szósta. Trzymaj się Iwan.
– Trzymaj się Amelio. – I tak oto wygląda moje życie. Piję idę do pracy. Ot, dzień jak co dzień.

            Stoję na ulicy, jest po dwudziestej i czekam na klientów. Jest ze mną moja przyjaciółka, która lubi czasem zaćpać, ale i tak się przyjaźnimy. Zawsze trzymamy się razem z Trish. W Barze naprzeciwko jest jakaś zadyma, ktoś mocno obrywa, słyszymy strzały i chowamy się w zaułku. Wychylam głowę i widzę Tonego ze swoimi małpami. Widzi mnie, ale nie zwraca uwagi i wsiadają do samochodu. Po chwili podjeżdża klient. Wybiera Trish, a ja nadal stoję jak kołek. Chyba muszę zmienić lokalizację, bo w tym miejscu zawsze trafia się jakiś świr, albo nikt. Po ponad godzinie stania mam dość, nogi mnie bolą od tych szpilek. Jest, podjeżdża jakiś samochód i wszystkie dziewczyny idą bliżej ulicy. Z samochodu wysiada Tony i jego mięśniaki, a w samochodzie siedzi ktoś jeszcze. Podchodzą do nas, a ja się boję.
– Od teraz pracujecie dla nas i każda z Was ma dać za dwie godziny po dwieście dolców, bo inaczej łeb upierdolę przy samej dupie! A Ciebie suko widziałem dzisiaj u ruska w barze więc Ty masz dać cztery stówy! – Patrzy na mnie przenikliwym wzrokiem.
– Nie miałam dzisiaj żadnego klienta i nie mam pieniędzy, a pracuję dla samej siebie. – W tym momencie uderza mnie z płaskiej ręki, a ja padam na chodnik. To jakiś horror.
– Nie próbuj uciekać, bo Cię dorwę i skończysz w płytkim grobie jeszcze dzisiaj. – Odjeżdżają, a ja zaczynam panikować. Wysyłam wiadomość do Trish i jestem cała roztrzęsiona. Uciekam i po godzinie spotykam Trish w naszym mieszkaniu. Opowiadam jej co zaszło.
– Mam dwieście dolców. Pożyczysz mi? Inaczej mnie zabiją, proszę Cię Trish.
– Tylko tak straszą. Nic Ci nie zrobią, nawet nie wiedzą gdzie mieszkasz i jak się nazywasz.
– Proszę Cię, czas się kończy. – Patrzę błagalnym wzrokiem, ale moja przyjaciółka najwyraźniej ma to gdzieś. Nagle ktoś dobija się do drzwi. Mam łzy w oczach i boję się. Trish otwiera a w drzwiach stoi Tony.
– Nie było Was w umówionym miejscu. Macie kasę? – Mówi stanowczym głosem.
– Ja się dowiedziałam dopiero teraz od Amelii, bo miałam klienta i później wróciłam do domu. Mam pieniądze panie Tony. – Trish wyciąga forsę i daje to temu grubasowi.
– Grzeczna dziewczynka. Następny raz za tydzień. I nie próbuj kombinować. A gdzie Twoja przyjaciółka?
– Ona nie ma kasy i schowała się w kuchni Panie Tony. I to tylko współlokatorka. – Co ja słyszę? Pożyczam jej na dragi, kupuję jedzenie, płacę często za nią opłaty, bo ćpa, a kiedy ją potrzebuję to jestem tylko współlokatorką. Uciekam schodami przeciwpożarowymi. Serce podchodzi mi do gardła.
– Dorwę Cię suko! Już nie żyjesz! – Głos Tonego jest przerażający, ale jestem już na ulicy i uciekam. Krzyczę pomocy ale nikt nie reaguje. Widzę goryli którzy wybiegają z budynku. Uciekam w boczną ulicę. Prawie mnie mają, w co ja się pakuję? Mam straszne myśli, ale udaje mi się wmieszać w tłum i znikam. Wsiadam w taksówkę i jadę do Iwana.
– Iwan ratuj, chcą mnie zabić. – U Iwana czuję się bezpiecznie, bo mnie schowa gdzieś i mnie nie znajdą. Może pożyczy mi pieniądze, w końcu ja mu często pomagam w różnych sytuacjach, więc jest moim przyjacielem.
– Amelio idź na zaplecze i ukryj się w schowku na mopa. – Te słowa brzmią jak zbawienie. Jestem na zapleczu, podchodzi Iwan.
– Kto Cię chce zabić? Uspokój się i powiedz. – Potrząsa mnie za ramiona. Uspokajam się i zdyszanym głosem odpowiadam, że to Tony. Opowiadam mu o wszystkim.
– Zaczekaj tutaj i nie ruszaj się nigdzie. Tutaj i tak Cię nie będą szukać. – Siedzę cicho na zapleczu, ale przez uchylone drzwi obserwuję bar. Iwan gdzieś dzwoni. Wśród zgiełku jaki o tej porze panuje w barze próbuje podsłuchać rozmowę. Coś mi nie daje spokoju. Z tego co zrozumiem to Iwan dzwoni do Tonego z informacją, że jestem u niego. Zdradza mnie dzisiaj kolejny przyjaciel. Jestem dobra jak pomagam, ale kiedy sama potrzebuję pomocy to nie ma nikogo, kto mi pomoże. Wybiegam z baru.
– Amelio, stój! Gdzie lecisz? – Ale mam go gdzieś, uciekam i widzę samochód Tonego, który właśnie się zatrzymuje. Jestem w potrzasku. Stoję jak wryta, bo wiem, że to już koniec. Podchodzą do mnie, łapią za ramiona i dosłownie niosą mnie do tego spaślaka. Szamotam się jak ryba w sieci, błagam, ale nie zwracają na mnie uwagi. Wtedy wybiega Iwan.
– Panie Tony już Pan jest. Chciała uciec.
– Dobrze się spisałeś. Masz co chciałeś. – Mówi to ze swoim obleśnym uśmiechem na twarzy.
– Dziękuję panie Tony. – Odpowiada Iwan.
– I co suko? Myślałaś, że uciekniesz? Nikt nie ucieknie przed starym Tonym! – Kiedy tych dwóch dupków trzyma mnie Tony podchodzi i łapie mnie za policzki.
– Popatrz na mnie suko jak do Ciebie mówię! Zaraz tak Ci dogodzimy, że będzie po Tobie!
– Mam połowę, może być? – mówię to w nadziei, że mnie puszczą i będę mogła oddać za kilka dni, jak uzbieram.
– Już za późno! Do wozu z nią. – Mam świeczki w oczach, to już naprawdę koniec, kiedy nagle rozlega się strzał, a twarz Tonego jest obryzgana krwią. Jeden z mięśniaków upada na ziemię, drugi strzał i pada drugi. Boję się, bo pewnie jestem w środku jakiś mafijnych porachunków.
– Zostaw ją w spokoju, bo podzielisz ich los.
– Nie zabijaj mnie, proszę. – Tony cofa się przestraszony, wsiada do samochodu i odjeżdża z piskiem opon. Odwracam się i widzę bywalca.
– Dziękuję Ci. Dlaczego mnie uratowałeś?
– Bo nie lubię tego palanta. – W tym momencie podchodzi Iwan.
– Ty debilu, co narobiłeś? Perez Cię zabije, ją zabije, wszystkich zabije. – Iwan krzyczy, macha rękoma ale nie robi żadnego wrażenia na moim wybawicielu.
– Iwan Ty zdrajco. Myślałam, że się przyjaźnimy, a Ty mnie sprzedałeś za garść srebrników. Jesteś śmieciem! – Krzycząc na niego zaczęłam go popychać.
– W interesach nie ma przyjaciół Ty mała zdziro. Doigraliście się. Perez dorwie Was jeszcze dzisiaj. Dobrana z Was para. Pijak i prostytutka! – Rani mnie tymi słowami. Jest zerem dla mnie. Przyjaciele mnie zdradzają i zostaję sama z problemami.
– Jak mogę Ci się odwdzięczyć? Zrobię wszystko, spełnię wszystkie Twoje marzenia, tylko decyduj się szybko bo nie mamy zbyt wiele czasu. Szef tego grubasa ma wszędzie swoich ludzi i to jest nasza ostatnia noc na tym świecie. – Patrzę na niego, ale gość bez jakiejkolwiek mimiki twarzy chowa pistolet i mówi, żebym poszła z nim. Wsiadamy do jego samochodu i jedziemy.
– Noc będzie długa. Widzę, że zadarłaś z grubą rybą, a ja przez przypadek ratując Ciebie tkwię w tym gównie. Musimy się ukryć gdzieś, a rano pomyślimy. – Trochę się uspokoiłam, ale czuję, że to tylko cisza przed burzą. Podjeżdżamy pod jego budynek, ale są tam ludzie Tonego więc jedziemy dalej. Zauważają nas i ścigają. Jedziemy ulicami Los Angeles, goni nas zgraja bandziorów i na dodatek Policja. Z jednymi i drugimi nie ma żartów.
– Masz jakieś imię? – Pytam nieśmiało.
– A co to? Wieczorek zapoznawczy? – Oczekuję innej odpowiedzi, ale niech lepiej jedzie dalej. Jedzie jak szalony, bokiem wchodzi w ostry zakręt, przyspiesza ale do pościgu dołączają kolejne radiowozy, ludzie Tonego odpuszczają. Udaje nam się uciec Policji. Na parkingu zmieniamy samochód i jedziemy dalej. Jest już późno, jedziemy to motelu na obrzeżach miasta. Jest tak cicho i spokojnie. Bywalec baru Iwana mało mówi. Sprawdza okna, drzwi i każe mi się położyć. Biorę prysznic i płaczę. Nie wiem co będzie. Wchodzę do pokoju, a mój wybawca pije piwo, w półmroku widzę, że jest zamyślony, chyba coś wspomina.
– Mam na imię Logan i nie pytaj o nic więcej. Idź się przespać, a rano załatwimy wszystko. – żegnam się z nim, ale nie mogę zasnąć. Nagle jest poranek i widzę go.
Patrzy na mnie. Jego włosy nadal są w nieładzie i w jasnym świetle poranka wygląda jeszcze bardziej przystojnie i ludzko niż kiedykolwiek.
– Chyba proszę, żebyś mi zaufała – Mówi i patrzy mi prosto w oczy.
– Ufam Ci. – Tak naprawdę teraz tylko jemu ufam. W chwili kiedy zdradzają cię przyjaciele, jesteś w dupie, ufasz tylko komuś, kto cię wyciąga z prawdziwego bagna.

3 komentarze:

  1. Też się "ruskie" przewinęły. Szybka akcja i szybko mi się przeczytało. Życie na ulicy nie jest łatwe. Czasem jednak trzeba komuś zaufać..
    MAG

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej :)
    Chciałam zauważyć, że w tekstach prozaicznych nie pisze się "Cię", "Tobie" z wielkiej litery; zwroty grzecznościowe wychodzą z kontekstu, nie potrzebują zaznaczenia. Język polski nie ma też tej zbieżności z niemieckim, by niektóre rzeczowniki pisać z wielkiej, więc gin powinien być ginem, nie Ginem.
    Do tej pory nie tworzysz akapitów, a wierz mi, tekst z nimi wyglądałby ładniej.
    Odnoszę wrażenie, że chcesz za wiele przekazać w niewielkich fragmentach, przez co ciężko się przez nie przechodzi.
    Boże, dlaczego musi mieć na imię Logan? Panie Henderson kochany, imiennika panu znalazłam!
    Znowu mam wrażenie, że jest za dużo. Ok, miałeś pomysł na fabułę, ale akcja pędzi na łeb, na szyję, brak przecinków mocno rzuca się w oczy, a ilość zdrad we fragmencie takiej objętości trochę dobija.
    Niemniej dla tej historii widzę ciąg dalszy.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że Cleo wypisała wszystkie zarzuty, jakie zauważyłam. Chaos - tak bym to nazwała. Do tego fragment z tematem niekoniecznie mi się zgrywa z całością, jeszcze zabieg z początku tak, ale w końcówce strasznie mi to zgrzyta. No i te przecinki. Mimo to wprawiasz się.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Szukaj tekstu