Tablica ogłoszeń

Witam serdecznie!

Grupa Kreatywnego Pisania to długoterminowy projekt cotygodniowych wyzwań pisarskich z wykorzystaniem writing prompts. Więcej znajdziesz w zakładce "O projekcie".



TEMAT

Tydzień 115:

"On i jego siostra zostali pozostawieni w lesie na śmierć."

Słowa klucze: marcepan, wiadro, kurz, cement

Łączna liczba wyświetleń

Shoutbox

niedziela, 10 września 2017

[56] Everyone's paying ~ Miachar



            Do tej pory myślał,  że Zielona mila pozostanie jedynie czymś kojarzonym z książką Stephena Kinga i filmem będącym jego kontynuacją. Myślał tak, bo był niemalże pewien, że jego prawnik – jakże sowicie opłacany młodzieniaszek z wyższych sfer z niezłym wykształceniem i pewnym stażem zawodowym – zdoła go wybronić, a jego wina nigdy nie spotka się z odpowiednią karą. To, jak bardzo się pomylił i przeliczył, nie dotarło do jego świadomości, kiedy sędzia publicznie uznał go winnym popełnionej zbrodni i wymierzył mu najwyższą z możliwych kar – karę  śmierci. Nie dotarło również wtedy, kiedy trafił do najbardziej surowego bloku na terenie najbardziej strzeżonego więzienia w tej części kraju. Dopiero, kiedy kroczył zielonym korytarzem tak, jak powinien – na skazanie – nareszcie trafiło do niego, co się wydarzy. Zginie, bo sam zabił trzy osoby. A miał wieść takie piękne życie.

            Na sali, poza gotowymi do egzekucji strażnikami, była zaledwie garstka ludzi. Urzędnik z sądu, którego delegowano do oglądania do tego jakże pięknego widowiska. Dwójka dziennikarzy z najbardziej poczytnych gazet – ze względu na rozgłos, jaki wywołała ta zbrodnia, zbyt wiele było osób, które same chciały wymierzyć sprawiedliwość; z tego też względu, by żaden dziennikarz nie wniósł ze sobą broni (co się już kiedyś zdarzyło), ograniczono ich ilość do minimum. Żadnych kamer, jedynie wybrany strażnik więzienny dzierżył w dłoniach sfatygowany aparat, by stworzyć jedno jedyne zdjęcie mordercy w chwili, gdy ten będzie konał. Stary pastor, który przybył bardziej z ciekawości niż dla próby zbawienia więźnia przed  śmiercią. Młoda maszynistka, którą przywiódł tu impuls, i adwokat skazanego, unikający jego wzroku i wyglądający na najbardziej w życiu zawstydzonego. Tylko oni się zjawili. Oni i wysoka postać w długim do ziemi płaszczu, która skryła się w rogu pomieszczenia i nie usiadła, kiedy uczynili to pozostali, rozpoczynając egzekucję. Miała swój własny plan, który za niedługo miała wypełnić.
            Skazany nie rozglądał się wokół, nie dbał również za bardzo o to, co dzieje się wokół niego. Wiedział dokładnie, jak będzie wyglądało to przedstawienie, dwukrotnie go próbował, zanim nadszedł dzień ostateczny. Nie wzdrygnął się, kiedy pasami zaczęto przywiązywać jego ciało do mebla. Było mu już właściwie wszystko jedno. Skoro miał umrzeć niczym znienawidzony przez wszystkich szczur, to zrobi to chociaż z ostatnim resztkami godności, jakie mu pozostały.
            Siedział na krześle elektrycznym, słuchając swoich ostatnich praw, gdy w budynku wysiadł prąd. Po kilku sekundach włączyło się zasilanie awaryjne, ale po nim nie było już śladu.
            Nikt nie wiedział, co i jak właśnie się wydarzyło. Działo się to tak szybko, że nikt, nawet strażnicy szkoleni na podobne okoliczności, nie zdołali zareagować. Panika wtargnęła do sali z opuszczonym krzesłem elektrycznym. Dowódca bloku nakazał sprawdzić bezpieczniki i odnaleźć zbiega, w budynku rozległ się donośny alarm. Zgromadzeni widzowie jak jeden mąż wybiegli na zewnątrz, odprowadzani buczeniem innych skazanych czekających na własne kary. W zamieszaniu nikt nie spostrzegł się nawet, że tajemnicza postać w płaszczu zniknęła. Zniknęła, jak miała to w planie.
     Gdzie się podziała? Właśnie przemierzała tunel pod blokiem więzienia niczym skazany na Shawshank Andy Dufresne, na ramionach dźwigając porwanego więźnia. Poruszała się szybko i sprawnie, tak, jakby już kiedyś przemierzyła tę drogę i to nie raz. Zdecydowany krok, równy bieg były zaskakujące, ale więzień na zwracał na to zbytnio uwagi. O wiele bardziej zastanawiało go, dlaczego ten ktoś mu pomaga.
     Pomaga? Och, chciałoby się.
     Godzinę po nagłym braku prądu nadal nie odnaleziono zaginionego. Na terenie całego więzienia prowadzono poszukiwania, poinformowano odpowiednie służby i opinię publiczną z nakazem obywatelskiej pomocy, gdyby ktoś się czegoś dowiedział lub coś zobaczył.
     W tym czasie tajemniczy i morderca wydostali się z tunelu. Byli o dwie i pół mili drogi od więzienia, w gęstym lesie, gdzie jeszcze nie spodziewano się ich szukać. Więzień czuł zmęczenie, choć dopiero po dotarciu na zewnątrz zmuszony został do użycia własnych nóg. Wlókł się za tajemniczym, jakby dopiero teraz szedł na stracenie. Pozbawiony sił i życia, ledwie słyszalnie wycharczał:
     – Kim jesteś? Dlaczego mnie wydostałeś?
     Gdyby mógł dojrzeć twarz towarzysza, zobaczyłby na niej najbardziej przerażający uśmiech na świecie. O wiele gorszy od tych, które pojawiają się w najgorszych koszmarach.
     – Dlaczego? By cię uwolnić od wszystkiego.
     Zatrzymał się raptownie i odwrócił w stronę więźnia. Ten aż zadławił się powietrzem, widząc w okazałości głowę tajemniczego. Głowę naznaczoną potężną blizną ciągnącą się od jednego ucha do drugiego po brodzie niczym uśmiech Jokera. Obleciał go strach, którego nigdy jeszcze nie czuł. Nogi zamieniły się w dwie wychudzone i drżące osiki, pot spływał po karku na plecy, a ciałem wstrząsały dreszcze.
     – Ty… – Wyciągnął palec w jego stronę. – Ty… Przecież cię zabiłem!
     Tajemniczy roześmiał się serdecznie, co ani trochę nie pasowało do okoliczności.
     – Jak widać, to ci się nie udało. Ale nie martw się – on także wyciągnął przed siebie dłoń, z tą różnicą, że w swojej trzymał pistolet – los dopada wszystkich. Wszyscy płacą za to, co uczynili. Ty też.
     Nim więzień chociaż pomyślał o wydaniu krzyku, był już martwy. Tajemniczy jednym precyzyjnym strzałem trafił w środek czoła, miażdżąc mózg i zabijając mordercę swojej żony i córki.
     Przez chwilę przyglądał się zwłokom, po czym odrzucił od siebie broń, ściągnął z dłoni rękawiczki i schował je do kieszeni płaszcza. Obrócił się, by spojrzeć w stronę, gdzie zmierzał, i uśmiechnął się, słysząc policyjne koguty.
     Dokonał zemsty, teraz mogą go złapać. Teraz może zapłacić za swoje winy, bo nareszcie czuje się wolny i spełniony. Smak zwycięstwa rozlewał się po jego ciele, a on śmiał się radośnie nad martwym ciałem. Taki koniec mógł przyjąć.
    

1 komentarz:

  1. Przeczytane jeszcze w poniedziałek w pracy, więc czas skomentować.
    Naprawdę podoba mi się realizacja tematu. Stworzyłaś dobry kawałek tekstu, nie to co moja pojedyncza scena :D Sama koncepcja mściciela całkiem nieźle się komponuje z resztą, klimat też trzyma poziom.
    Lubię to.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Szukaj tekstu