Tablica ogłoszeń

Witam serdecznie!

Grupa Kreatywnego Pisania to długoterminowy projekt cotygodniowych wyzwań pisarskich z wykorzystaniem writing prompts. Więcej znajdziesz w zakładce "O projekcie".



TEMAT

Tydzień 115:

"On i jego siostra zostali pozostawieni w lesie na śmierć."

Słowa klucze: marcepan, wiadro, kurz, cement

Łączna liczba wyświetleń

Shoutbox

poniedziałek, 11 września 2017

[56] Kim będziemy jutro ~ Laurie



Kim będziemy jutro?

Tygodniowe wyzwania wróciły i to od razu z takim tematem, do którego należałoby się przyłożyć. Żyję jednak wieloma innymi sprawami, więc dziś prezentuję jedną scenę, nawet szkic, powiedziałabym. Choć występują Vivian i Arte, raczej nie ma to nic wspólnego z „Łowcami”, całość oderwana jest od jakiejkolwiek pisarskiej rzeczywistości mojego autorstwa, ale nie wykluczam, że kiedyś coś się z tego urodzi. Czas pokaże.

            „Ciekawość to pierwszy stopień do piekła” – mówiła mu Vivian. Teraz pewnie mogłaby go trzepnąć w głupi łeb, że jej nie słuchał, ale zawsze chciał wiedzieć, jak to jest. Może dlatego zachowywał się w ten sposób. To było ciekawe, a on wiecznie się nudził, pragnąć rozrywki. Co jeszcze mu ją zapewni, skoro poznał już wszystko, co stworzyli ludzie?

            Może właśnie dlatego siedział na krześle elektrycznym i wysłuchiwał swoich „praw”, które lada chwila przestaną mieć znaczenie. Przybrał dość znudzoną minę, którą zdenerwował oskarżyciela. Oficjalnie miał na koncie czternaście ofiar i nie wykazywał nawet odrobiny skruchy. Nie złapaliby go nigdy, gdyby na to nie pozwolił. Chciał wiedzieć, jak to jest siedzieć na krześle elektrycznym i czekać na wykonanie wyroku. Teraz już wiedział.
            Światło gwałtownie zgasło. Awaria prądu, która zdarzała się wyjątkowo rzadko. Minęło zaledwie pięć sekund, gdy wszystko na nowo rozbłysło – zasilanie awaryjne było sprawne.
            – Gdzie on jest?
            – Ucieczka więźnia!
            Krzesło stało puste, jakby nikt w nim nigdy nie siedział. Wszystkie opaski zostały rozpięte, choć ich zapinanie trwało dobre pięć minut. A jednak się uwolnił.
            Całym budynkiem wstrząsnął alarm. Niebezpieczny, psychopatyczny morderca był gdzieś na terenie placówki. Nie wolno było pozwolić mu się wydostać na zewnątrz. Wszyscy strażnicy zostali zaangażowani w poszukiwania, lada chwila miały pojawić się psy tropiące. Znajdą go i wykonają wyrok.

            Sala egzekucyjna opustoszała. Nie było powodu, żeby ktokolwiek tu został, zwłaszcza teraz, gdy morderca uciekł. Światła zgasły, skoro nikogo już to nie było.
            Z ciemnego kąta wyłoniły się dwie sylwetki.
            – Wiedziałem, że przyjdziesz, maleńka.
            – Ktoś musi ratować twój stary, łaknący mocnych doznań tyłek.
            – Tylko nie stary.
            Vivian zaśmiała się cicho i poprowadziła przyjaciela ku wyjściu. W oddali wciąż panowało zamieszanie, oni jednak spokojnie wyszli na zewnątrz, gdzie objęła ich ciepła noc.
            – Ej, Arte, kim będziemy jutro?
            – Kim tylko chcemy, Vivian.

1 komentarz:

  1. Krótkie to, ale aż się uśmiechnęłam :) Ta dwójka nie może umrzeć w tak prozaicznych okolicznościach, bądźmy szczerzy. Jeszcze muszą zabawić świat.
    Podoba mi się.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń

Szukaj tekstu