Tablica ogłoszeń

Witam serdecznie!

Grupa Kreatywnego Pisania to długoterminowy projekt cotygodniowych wyzwań pisarskich z wykorzystaniem writing prompts. Więcej znajdziesz w zakładce "O projekcie".



TEMAT

Tydzień 115:

"On i jego siostra zostali pozostawieni w lesie na śmierć."

Słowa klucze: marcepan, wiadro, kurz, cement

Łączna liczba wyświetleń

Shoutbox

niedziela, 17 września 2017

[57] Prawo Wściekłości: Gdzie kwitną dzikie róże ~ Laurie



Prawo Wściekłości: Gdzie kwitną dzikie róże

Kurczę, te tematy jakieś trudne są. A może to ja gonię ostatnio w życiu, że nie mogę spokojnie usiąść i napisać porządnego tekstu. Początkowo planowałam „Łowców”, ale Tris podsunęła mi pomysł zabrania Was na wycieczkę do uniwersum „Prawa Wściekłości”. Przed Wami fragment rozdziału 36.

            Lukas pchnął bramkę i wszedł na ścieżkę z uśmiechem na ustach. Wyglądało na to, że całkiem nieźle bawi go ta podróż. Zarówno Vincent jak i Michelle byli ostrożniejsi, nie wiedząc, czego spodziewać się po informatorce.
            Gdy tylko przekroczyli granicę posiadłości, ich oczom ukazał się bujny ogród pełny kwiatów i roślin, których nie potrafili nazwać.
            – O cholera, to jakaś wiedźma – mruknął Michelle.
            – Co najwyżej trucicielka – odparł rozbawiony Lukas. – Za domem jest warzywniak, ale uważajcie. Pierwsza połowa ziół w ogrodzie Lu jest przeznaczona do gotowania. Druga może was z łatwością zabić. Czasami, gdy ma gorszy humor, używa obydwu w jednym daniu, więc miejcie się na baczności. Zwłaszcza ty, Michi, bo Viniemu może udać się prześlizgnąć. – Zaśmiał się.

            Pozostali dwaj zabójcy zgodnie prychnęli, choć każdy z nieco innego powodu. Jednak ostrzeżenie wzięli sobie do serca. Głupio byłoby dać się otruć, skoro przyszli tu po konkretne informacje.
            – Czekaj. Powiedziałeś „Lu”? – odezwał się Vincent.
            Lukas podrapał się w tył głowy z rozbawieniem.
            – Właściwie Luana Delucci – przedstawił kobietę stojącą w drzwiach niewielkiego domku. – Przyjaciołom pozwala się nazywać Lu. Wyglądasz kwitnąco, moja droga. – Uśmiechnął się promiennie.
            Czarne włosy Luany opadały kaskadami na szczupłe ramiona ukryte pod czarną bluzką, zaś niebieskie oczy o przenikliwym spojrzeniu uważnie obserwowały gości. Zdawała się dość przeciętna i zbliżona wiekiem do Lukasa. Cokolwiek sobie pomyślała, ukryła to pod słodkim uśmiechem.
            – Ty również zdajesz się być w dobrej formie, Lu – odparła. – Widzę nieznane mi twarze, ale sądząc po twoim telefonie, są to twoi współpracownicy.
            – Lu, pozwól, że przedstawię. Vincent Razanno i Michelle Saphire.
            – Grube ryby. Nie zabrałeś tej ślicznotki?
            – Eliś jest na urlopie.
            – No tak. – Wzruszyła ramionami. – Wejdźcie, właśnie skończyłam przygotowania do obiadu. Mniemam, że zjecie ze mną.
            Michelle i Vincent spojrzeli po sobie z niepewnymi minami. Luana uśmiechnęła się nieco szerzej.
            – Chyba nie odmówicie gospodyni?
            – Oczywiście, że nie, Lu. Vini i Michi są tylko oczarowani twą urodą.
            Roześmiała się i zniknęła we wnętrzu domu, dając zabójcom znać, żeby również weszli. Lukas wpuścił przyjaciół przodem, samemu zamykając pochód. Ci poczuli się trochę jak w pułapce, jakby Licavoli przyprowadził ich tu, żeby zlikwidować. Trochę to nierealne, bo czemu miałby to robić? Czy kryła się tu jakaś zdrada?
            Luana zaprowadziła gości do kuchni i wskazała stół nakryty dla czterech osób. Spodziewała się ich, choć z rozmowy wynikało, że nie wiedziała, kogo Lukas przyprowadzi. Coś tu bardzo nie grało.
            – Dlaczego jesteście tacy przerażeni? – zapytała kobieta.
            – Przerażeni? – powtórzył Vincent i zaraz odchrząknął. – Wydaje się pani, panno Luano.
            Zaśmiała się.
            – Czyżby Lu opowiedział wam o ogrodzie? – zapytała, przenosząc wazę na stół. – Wszyscy w okolicy wiedzą, że moja rodzina od pokoleń para się trucicielstwem. Część ziół w tym ogrodzie rzeczywiście może zabić, ale nie wrzucam ich do posiłków swoich gości. Lu, nie wstyd ci?
            – To tylko taki żarcik. – Zaśmiał się. – W końcu muszę dbać o twoją reputację.

3 komentarze:

  1. Miałam ten tekst włączony już od dawna, ciągle się nie składało, żeby sobie spokojnie do tego usiąść. Ładnie przekształcone zdanie z tematu. Nie traci pierwotnego sensu, a jednak dopasowałaś go świetnie do tekstu.
    Luana <3
    Sądząc po twoim telefonie, są to twoi współpracownicy. Lekkie powtórzenie. Dałabym członkowie Rabbi albo coś, żeby nie było twoim twoi.
    Obrazek bardzo przyjemny, a fakt, że Lu postanowił nastraszyć towarzyszy śmieszny. Czytałam z czystą przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozbawiłaś mnie :D A to dlatego, że zdołałam już poznać diabły i w mojej głowie Michelle oraz Vincent wyglądają naprawdę komiczni z nietęgimi minami. To ich Lukas nastraszył :D
    Przemawia do mnie ten tekst, który też dobrze wpasowuje się w klimat PR.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń

Szukaj tekstu