Tablica ogłoszeń

Witam serdecznie!

Grupa Kreatywnego Pisania to długoterminowy projekt cotygodniowych wyzwań pisarskich z wykorzystaniem writing prompts. Więcej znajdziesz w zakładce "O projekcie".



TEMAT

Tydzień 115:

"On i jego siostra zostali pozostawieni w lesie na śmierć."

Słowa klucze: marcepan, wiadro, kurz, cement

Łączna liczba wyświetleń

Shoutbox

niedziela, 4 września 2016

This is my kingdom come ~ Wilczy



Dziwne i osobiste to moje królestwo. Nie poszukujcie w nim sensu.
_______________________________________

THIS IS MY KINGDOM COME

(podróż)

           Przeciąg szarpie moimi włosami, spuszczone szyby wpuszczają go ochoczo do środka, a ja wcale nie protestuję. Odciągam spod szyi pas, który mnie przydusza i przeglądam się w bocznym lusterku. Moja twarz wygląda jakoś inaczej. Nie potrafię powiedzieć, co się zmieniło, nie umiem tego sprecyzować, ale… Może dlatego, że włosy pojaśniały mi od słońca? Dlatego moje oczy wydają się takie poważne? Szarobure jak morze, na które się napatrzyły.
          Wyciągam rękę i kładę ją na karku ukochanego, muskając palcami jego skórę. Zerka na mnie, posyła ciepły uśmiech, potem kieruje oczy z powrotem na drogę. Nie spuszczam z niego wzroku. Tak dawno go nie widziałam. Wsuwam palce w jego włosy, za krótkie. Krzywię się ze złością, mimo to mój dotyk sunie czule po jego skroni wśród pojedynczych nitek siwizny.
Z radia dolatują pierwsze takty piosenki, tej samej, co prześladowała mnie całe lato. Wyciągam rękę, żeby pogłośnić, długie paznokcie ślizgają się po plastikowym pokrętle. Żałuję, że nie zdążyłam posłuchać jej na plaży. Miałam taki zamiar. Nawet zgrałam ją na telefon. Tylko zabrakło mi czasu.
          Zaczyna się ściemniać. Ziewam, zasłaniając usta. Chyba musiałam się zdrzemnąć, bo kiedy otwieram oczy, stwierdzam, że zapadł zmrok. Stoimy na poboczu. Wysiadam z auta, żeby rozprostować kości. Wchodzę w snop światła rzucanego przez reflektory auta, przeciągam się i nucę cicho piosenkę, patrząc na wysoką ścianę drzew piętrzącą się tuż obok.
„W dzień, gdy najsilniejsza światła moc…”
          Las wygląda przerażająco. Łagodny wietrzyk kołysze wierzchołkami sosen, wydobywając z liści budzący lęk szelest. Słyszę, jak trzaskają gałęzie. Coś chodzi po lesie, niedaleko nas. Zimna łapa strachu zaczyna obmacywać moje wnętrzności. Kolejne trzaski rozlegają się coraz bliżej. Strach nieśpiesznie gniecie w uścisku mój żołądek. Robię krok w tył, nie mogąc oderwać oczu wlepionych w ciemność wyzierającą spomiędzy drzew. Kolejny krok. I jeszcze jeden. Opieram się o maskę samochodu, dotkliwe zimno przenika mnie na wskroś.
          Światła samochodu gasną.
         – To ty zgasiłeś światła? – pytam z nadzieją, że to tylko jakiś okrutny żart.
         – Nie.
         Silnik rzęzi, zduszony warkot wydaje się błagalnym jękiem, ale samochód nie odpala.
         – No to mamy problem.
         Ziemia drży. Łamię paznokcie, wczepiając palce w blachę. Patrzę, jak coraz bliższe sosny wyginają się i padają na ziemię. Z ciemności wyziera zło. Widząc jego obliczę, gubię oddech. Przerażenie odbiera mi zdrowe zmysły.
         Takie rzeczy nie powinny istnieć. Mój umysł tego nie akceptuję. Wszystko zaczyna mi się mieszać.
         Znów stoję na molo. Jest ciemno, chociaż po horyzoncie szlajają się jeszcze burgundy zmierzchu, ale opasłe głodne granaty już czają się w pobliżu, żeby pożreć resztki dnia. Morze szumi jednostajnie, a ja stoję i patrzę w dal. Czekam, aż światło całkiem zgaśnie.
         W końcu mrok przecina tylko promień bijący z oddalonej o kilka kilometrów latarni morskiej. Jak laserowy skalpel, tnący noc na plastry z dokładnością cyrkla. Zahipnotyzowana obserwuję ten powtarzający się rytuał, dopóki nie robi się chłodno. Pocieram dłońmi ramiona i nagle stwierdzam, że jestem wewnątrz latarni, której się przyglądałam. Jest tu przytulnie, mimo że na morzu rozszalał się sztorm.

(do wnętrza)

         Wnętrze wypełnia przyjemna, pomarańczowa poświata. Wiatr rozbija się o szyby jak plastikowi żołnierze o twierdzę z kamienia, ale jego złowrogi świst prześlizguje się przez szczeliny w oknach. Szyby drżą, spoglądam na nie z niepokojem i nie zauważam, że ktoś pojawia się u szczytu schodów.
         Wysoka postać wchodzi w krąg światła, patrząc na mnie gniewnie spod ściągniętych brwi. Skądś znam te oczy i to ciężkie, wkurzone spojrzenie. Niesforne czerwone kosmyki opadają w nieładzie na czoło i wiją się burzliwie we wszystkie strony. Chłopak wydaje się rozzłoszczony, gdy siada obok mnie, rzucając na stół jakiś świstek papieru. Ma taką znajomą twarz. W myślach nazywam go Ace, bo chyba ostatnio czytałam o kimś takim jak on. Bo wiem, że on jest stuknięty. A może gdzieś go widziałam? Może kiedyś go znałam?
         Chłopak postukuje niecierpliwie palcami po blacie, sycząc nerwowo, więc zerkam na papier. Zdaje się, że to mapa. Widzę jakiś czerwony krzyżyk nakreślony w centrum żółtawej plamy o ciemnych, niesymetrycznych konturach. Podnoszę arkusz, żeby mu się przyjrzeć i wstaję od stołu, by padło na niego więcej światła, ale zanim udaje mi się to rozgryźć, wielka pękata żarówka nad nami mruga ostrzegawczo, skwiercząc, by po chwili zgasnąć.
         Zalewają nas ciemności.
         – To ty zgasiłaś światło?
         Czułabym się urażona tym głupim pytaniem, gdybym tak się nie bała.
         – Nie.
         – No to mamy problem.
         „No co ty powiesz, Ace”, mam ochotę odpowiedzieć, ale naprawdę się boję, patrząc w jedyną jaśniejszą plamę – jakiś kształt kołyszący się na morzu. Kształt, który rośnie i nabiera formy. Widmowy okręt, żaglowiec, emanujący własnym światłem. Jest coraz bliżej. Rozpoznaję rzeźbienia na jego dziobie i zaczynam trząść się ze strachu. Drewniana figura wyciąga przed siebie miecz. Drewniany sztych naciera na szkło i zwycięża. Szyba pryska. Do środka wlewa się kipiąca morska posoka. Podnoszę do ust połamane paznokcie, patrząc w drewnianą twarz i szukam w myślach słów modlitwy, ale gardło mam zbyt ściśnięte.
„Są słowa, których nigdy nie wypowiem”
         Budzę się z poczuciem niepokoju. Czuję jakiś nienazwany ciężar, gniotący mi płuca. Patrzę w lusterko i napotykam oczy takie same jak moje. „Ojcze” – chcę mu powiedzieć, odwracając się, by zerknąć na tylne siedzenie – „ten twój demon już mnie trzyma za kostkę.”
         Ale z tyłu nikt nie siedzi.
         A pasy bezpieczeństwa, to nie pasy. Nie mogę ruszyć rękami, krępuje mnie biel.
         Ten budynek przede mną, to nie mój dom, ale wiem, że jesteśmy na miejscu. Jaka szkoda. No tak, wróciłam. To było pewne, że z czymś się zderzę. Mury jak zwykle wyrosły tam, gdzie się nie spodziewałam. No nic, trudno. To było do przewidzenia. To, że nie dało się tego przewidzieć, rozumiesz. A może ten cienki sopran gdzieś we mnie właśnie o tym od zawsze śpiewał.
         Drzwi w mojej głowie zamykają się z trzaskiem. Pogrążam się w mroku. Patrzę po kolei na różnobarwne twarze i kręcę młynka palcami.
         – To wy? – pytam cicho i krzyczę jednocześnie. – To wy zgasiliście to cholerne światło?!
         Ściany milczą. Jak zawsze.
         Sanitariusz cicho chichocze pod drzwiami.
         Jestem w domu, mamo. Wróciłam.
         Uśmiecham się szeroko do siebie i widzę rzeczy, których nie widzi nikt inny.

(szaleństwa)


Wilczy

6 komentarzy:

  1. Ej nie, ja Ci współczuję jak Ci jakaś łapa próbuje obmacywać bebechy nie. Bosz... Czegoś Ty się nawdychała nad tym morzem? O.o
    Ty i te Twoje metafory o jakiś, kuźwa scyzorykach promiennych co Ci tną niebo. Serio, zmień dilera albo podziel się :D
    Ace? Jeszcze powiedz, że rozpalił go ogień.
    O Ci powiem, dobry schemat. Na koniec wszystko nabrało sensu, ale dawno nie czytałam takich halunów O.o delirium, że hoj!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dotarłam i do ciebie! I już się nie mogę doczekać aż przeczytam >D pewnie będzie się działo. Coś diabelskiego! Idę o zakład!
    Obmacywanie wnętrzności takie straszne ;_____; w ogóle już widzę, że jest mrocznie! Propsuję!
    Zastanawia mnie tylko to wczepianie palców w blachę XD. Rozumiem, gdyby wczepiła we włosy, ale w blachę XD?! Chyba jej nie przebiła!
    Czekaj, ostatnio mówiłaś, że szukasz wifi na molo. Czy nie zainspirowałaś się przypadkiem nadmorskim wypadem >D?
    To przenoszenie się z miejsca na miejsce :o momentalnie poczułam się jak bohaterka. Tak, że pomieszało mi się w głowie i zaczęłam rozkminiać: ej, co się dzieje?!
    ACEACEACEACEEEEEEEEEEE! Jest! *rym? :o* wiesz, ze też myślałam, żeby Ace miał czerwone włosy? MATKO. Synchron umysłów :o
    Tu jest taka senna mieszanka! Czy to nie chodzi o to, że ta dziewoja oszalała?! Brzmi zarypiście :o. Zrobiłaś mi młynek koloidalny z mózgu! Aaaa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ya, dlatego polamala na blasze pazury, bo sie nie da :D ale fakt ze inny czasownik bylby sensowniejszy... z tym ze w calym tekście sensu brakuje wiec na upartego trzyma sie blacha schematu )D
      Cos jest na rzeczy z tymi aceami *.*

      Usuń
  3. Ciężki tekst, choć czyta się go lekko. Coś na wzór Paranoi, choć bardziej proste, niemniej nie na tyle, aby nie zastanowić się nad innym sensem. A może to wszystko jest do zrozumienia, tylko ja wymyślam do tego inne historie? Nie trudno natomiast domyślić się, kogo przypomina Ace, jeśli chodzi o szaleństwo. A może trudno? Trudno też ma wiele znaczeń.
    Chciałoby się powiedzieć "witaj w domu. Dobrze, że już jesteś. "

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakos nie przypadlo mi do gustu powitanie, takze, wole bez.

      Usuń
  4. W pierwszej chwili myślałam, że zamkniesz sen w klamrze podróży, a tu proszę, szaleństwo bohaterki. Byłam nieco zdezorientowana tymi przejściami. Kurczę, ale jakby się nie przyjrzeć, to dobry tekst. Taki w Twoim stylu, myślę. Pasuje mi do Ciebie. Nie żebym coś sugerowała;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Szukaj tekstu