Tablica ogłoszeń

Witam serdecznie!

Grupa Kreatywnego Pisania to długoterminowy projekt cotygodniowych wyzwań pisarskich z wykorzystaniem writing prompts. Więcej znajdziesz w zakładce "O projekcie".

Ogłoszenie:
Ze względu na wielokrotne prośby, administracja wprowadziła kilka zmian, ale czas pokaże czy się przyjmą :)
1) Co do cotygodniowych wyzwań, nadal pozostaje układ naprzemienny tekstów zwykłych i fantastycznych, jednak w każdym tygodniu będzie też drugi – dodatkowy temat składający się ze słów kluczowych lub motywu.
2) Na każde tygodnie „okrągłe” jak 90 i 100, będzie tak jak jakiś czas temu, ankieta z 2 normalnymi i 2 fantastycznymi tematami, z których będziecie głosować po jednym z kategorii i te będą obowiązywać w danym tygodniu.
3) Odpowiadając na pytanie niektórych: w tym roku też zorganizujemy Pisarski Sierpień ^^



Tematy na sierpień:

1. "Napisz coś o świecie z praktyczną magią, dostosowaną do technologii. Gdzie wróżka prowadzi kawiarnię, w której można dostać latte ze szczyptącharyzmy. O wiedźmach pracujących w Apple, sprzedających telefony, które automatycznie pojawiają się w twojej kieszeni, jeśli je zgubisz lub zostawisz w domu. Kogoś, kto umie czytać w myślach, pracującego jako fryzjer, który zawsze dokładnie wie, jaką chcesz fryzurę. Psycholog odczytujący aury."

2."Na litość boską! Kogo teraz zabiłeś?"

Słowa klucze: mlecze, antena, łopatka.


Tym razem wyjątkowo - z powodu zabawy na facebooku z pisarskim sierpniem - czekamy na teksty do konca miesiąca! A ukażą się one w pierwszą niedzielę września czyli dokładnie 2!

Łączna liczba wyświetleń

Shoutbox

piątek, 26 sierpnia 2016

[2] Meet Me At The Bottom Of The River ~ Rilnen



Słowem wstępu: Do piosenki Blue Saraceno – The River. Próbka mojego tzw. „Pseudopsychologicznego Pierdolenia” Nie wiem, czy można używać takich słów, ale mówiąc inaczej, nie oddałabym kwintesencji tego… czegoś. 
 

Ktoś kiedyś powiedział, że gdy toniesz, ból rozsadza ci czaszkę i za wszelką cenę starasz się nie wciągnąć wody do płuc, aż w końcu nie wytrzymujesz i pozwalasz zalać swoje wnętrze. W moim przypadku było zupełnie inaczej. Kiedy wrzucono mnie do rzeki, od razu się zachłystnęłam, a ostatnie, co zobaczyłam, to martwe ciało mojej przyjaciółki. Zrobiło mi się smutno, że nie zdołam nikomu wyjawić tożsamości naszego mordercy, po czym opadłam w nicość. Gdy ktoś kiedyś pozna moją historię, może uzna ją za smutną i zapłacze nad moim losem. Jednak ja tego nie chcę, bo wcale nie czuję żalu, tylko złość. Gdyby jeszcze dane mi było pożyć choć trochę, może znalazłabym odwagę, by wszcząć rewolucję antyrządową i stałabym się bohaterką, jak z jakiejś książki dla młodzieży.
Bo przecież mam… o, przepraszam, miałam szesnaście lat, wiek idealny na bycie zbuntowaną nastolatką, która myśli, że świat jej nienawidzi i wszyscy są przeciwko niej. Może w jakimś alternatywnym świecie moje rówieśniczki mogłyby do woli wymyślać sobie problemy, uprzykrzać życie rodzicom i ciąć się łyżką po nadgarstkach, jednakże moje uniwersum jest z goła inne. I tu każdy ma przesrane, mówiąc kolokwialnie. Tutaj, każdy człowiek rodzi się, mając bliźniaka. Jeden jest dobry, a drugi zły. Twój bliźniak umiera przy porodzie i rząd nie jest pewny, którym z nich jesteś. W końcu wysyłają cię do jednego z terytorium szkoleniowych. Wybierają źle. Jak sobie z tym radzisz? Bo ja poradziłam sobie beznadziejnie.
Nigdy nie byłam dobra w kontaktach międzyludzkich. Miałam fobię społeczną, miewałam ataki paniki w autobusach, a tłumy ludzi po prostu mnie przerażały. Ale to nie był do końca wymysł mojej psychiki. Przecież wszystko ma swoją przyczynę i konsekwencję. Na kreowanie mojej osobowości największy wpływ miało to, czego najbardziej nienawidzę, mianowicie ludzie. Wspominałam już, że tutaj rodzi się bliźniaki, jednego dobrego, drugiego złego? Ogólne zasady postrzegania dobra i zła mówią, iż dobro jest dobre, a zło jest złe… masło maślane, wiem. Chodzi o to, że otaczające mnie społeczeństwo wcale nie potępiało tych złych bliźniaków. Wszyscy żyjemy obok siebie, z dnia na dzień, mijamy się na ulicach, chodzimy razem do szkół, pracujemy. Egzystujemy. Taka trochę sielanka, nie? Pomyślicie, utopia. Nic bardziej mylnego. Niemniej jednak, jedyne, czego byłam pewna przez moje krótkie życie to tego, że nie można czegoś zyskać, nie tracąc niczego. Trochę jak z alchemikami, którzy od wieków próbowali znaleźć receptę na nieśmiertelność, czy wytwarzanie złota, dlatego ciągle szukali magicznego artefaktu, kamienia filozoficznego, który miał pomóc obejść im zasadę równowartej wymiany. Tyle, że władza rządząca moim krajem znalazła receptę na stworzenie tej cholernej utopii.
Mój bliźniak umarł przy porodzie. Podczas dorastania, nie mieli mnie do kogo porównać i nie wiedzieli, czy jestem dobra czy zła. To właśnie takich ludzi jak ja potępiano. Wytykano mnie na ulicy palcami i szeptano za plecami. Określenie „jedynak” był najgorszą obelgą, jaką można było usłyszeć. I takich jedynaków odizolowywano od świata, gdy osiągnęli wiek piętnastu lat. Traktowani przez całe swoje życie jak wyrzutki trafiali do ośrodków treningowych, które miały na celu pomóc im odnaleźć swoje właściwe „ja”, ale tak naprawdę z pomocą nie miało to nic wspólnego. Bardziej wyglądało to na więzienie, czy ośrodek psychiatryczny, gdzie tak zwane „sesje terapeutyczne” służyły do napuszczania na siebie nastolatków, wytykania ich wad, aż w końcu ci słabsi psychicznie zabijali siebie albo innych. To tutaj poznałam moją jedyną przyjaciółkę, pierwszą i ostatnią, jaką miałam okazję mieć. Drobniutka blondynka trafiła do ośrodka razem ze mną. Zostałyśmy przydzielonego do jednego pokoju i spędzając ze sobą cały rok, poznałyśmy się na tyle, by być dla siebie przystanią i opoką w miejscu pełnym brutalności. Chodziła plotka, że nikt z ośrodka nigdy nie wyszedł żywy. Byłam zbyt uparta i postanowiłam być pierwszą osobą, która ponownie ujrzy świat za murami. Aż do dnia, kiedy poznałam jego.
Pierwszy raz zobaczyłam go na stołówce. Wszedł pewnym krokiem, z głową uniesioną wysoko. Jego oczy miały śmiałe spojrzenie. I były takie jak moje. W pierwszych dniach mnie nie zauważył, ale ja śledziłam go praktycznie codziennie. Kolor włosów mieliśmy identyczny, kształt jego twarzy przypominał moją, uszy odstawały mu lekko tak, jak mi. Przysłuchiwałam się z ukrycia jego rozmowom i spostrzegłam, że oboje śmiejemy się tak samo. Próbowałam chodzić na te same sesje, co on i właśnie stamtąd dowiedziałam się, że jego zachowania praktycznie niczym nie różnią się od moich i wtedy miałam pewność, że to na pewno mój brat. Nie miałam pojęcia, dlaczego powiedziano moim rodzicom, że bliźniak zmarł przy porodzie. Może to był błąd szpitala, może ktoś nas zwyczajnie podmienił, a może to właśnie moi rodzice nie byli prawdziwi, tego nigdy nie było dane mi poznać. Bo pewnego dnia, mój brat mnie zauważył.
Nie zamienił ze mną ani jednego słowa, ale również zaczął mi się przyglądać, gdy nasz wzrok się przypadkowo spotkał, uśmiechał się, a czasem miałam wrażenie, że mnie śledził po korytarzach. Koszmar się zaczął, gdy zniknęła moja przyjaciółka. Pewnego dnia wyszła z pokoju i nigdy do niego nie wróciła. Starałam się ją odnaleźć, szukając po całym ośrodku, pytałam wychowawców, czy jej nie widzieli, ale jedyne, co otrzymałam to siniak na policzku. Obojętność starszych utrzymała mnie w przekonaniu, że stało jej się coś złego. Że już nigdy nie wróci. Znów zostałam sama, skazana na walkę o przetrwanie. Pewnej nocy nie mogłam zasnąć. Potrzebowałam pooddychać świeżym powietrzem, więc ubrałam się i wyszłam na dziedziniec. Było ciepło, wiał lekki wietrzyk. Schowałam się w swoim ulubionym miejscu, pod drzewem, na brzegu rzeki płynącej przez ośrodkowy plac. Nie wiedziałam, gdzie ma swoje źródło, czy ujście, po prostu wpadała pod murem z zachodu, a na wchodzie uciekała. To właśnie ta rzeka była dla mnie symbolem ucieczki z tego chorego miejsca. Zamyślona, nie spostrzegłam, gdy się zbliżył. Dopiero kiedy stanął obok mnie zauważyłam ciemny zarys jego sylwetki. Podniosłam się na nogi i staliśmy przez dłuższą chwilę wpatrując się w rzekę, po czym odezwał się do mnie. Pierwszy i ostatni raz. Powiedział, że to on jest tym złym bliźniakiem. I nim zdążyłam zareagować pchnął mnie do wody. Nie miałam pojęcia, czy wiedział, że nie umiem pływać. Zachłysnęłam się i, choć było ciemno, zdołałam zobaczyć ciało mojej przyjaciółki.
Nie zdołałam uciec. Nie spełniłam marzeń. Nie wygrałam z systemem. I nie uratowałam świata. Ale skoro czytasz tą opowieść, może kiedyś zainspiruje cię do napisania historii o mnie. Miałam beznadziejne życie, krótkie i niczym się niewyróżniające, ale nie brakowało mi odwagi, by żyć do końca. By przeżyć to, co było mi dane. 


Rilnen

13 komentarzy:

  1. Pseudopsychologiczne pierdolenie zawsze spoko XD ahahaha. Rozwaliłaś mnie. W przeciwieństwie do ostatniego twojego opowiadania to wydaje się być krótkie, ale i tak jestem podjarana c:
    Już wstęp mi się podoba :o choć jest smutny. W ogóle początek wygląda jak taki apel przeciwko wszystkim dystopiom książkowym typu "Igrzyska Śmierci" albo "Niezgodna" ahahha. Podoba mi się to >D! Spojrzenie z innej strony!
    I widzę, że fajnie wplotłaś ten bliźniaczy temat c: po prostu zawarłaś go w tych samych słowach, jak było w wyzwaniu!
    HA! Widzę motyw z FMA <3!
    Zły bliźniak taki zły ;____; fajnie z nim podeszłaś do tematu, bo w sumie element, że zmarł przy porodzie był zawarty, ale że żył, nikt nie musiał już wiedzieć >D! Propsuję! Chociaż... zakończenie jest smutne ;____;
    PS. Nie mogę się powstrzymać za każdym razem od nazwania ciebie Usą ;____; przyzwyczajenie z AS'a >D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiedziałam, jak zacząć, ale od poczatku wiedziałam, że będzie trup xD huehue xD
      i możesz nazywać mnie jak chcesz, ja ci nadal będę mówić Marlu, albo Mitsu :D (ty wiesz, że ja nadal mam te chujostwa co pisałam na AS'a? xD boże co za wstyd xD ) :D

      Usuń
  2. O... Ciekawy początek. O no popatrz, bardzo ciekawy miałaś pomysł. Że oprócz dobrych i złych bliźniaków, jedynacy to osobna kategoria.
    "Pewność, że to na pewno mój brat"
    Masło maślane.
    Tekst ogólnie bardzo mi się podobał, zarówno samo podejście, ale mam pewną uwagę. Oczywiście tu jest miejsce, żeby eksperymentować, ale mimo wszystko tekst bez żadnych dialogów, czysto opisowy to bardziej zarys fabuły czegoś, co dopiero ma powstać, niż faktycznie opowiadanie. Bo dużo rzeczy można tam było rozwinąć. Czuje się taki niedosyt jednak, że czegoś tutaj brakuje, typowej akcji. Bo to jest bardziej właśnie streszczenie, o właśnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na początku chciałam to rozwinąć, serio, wiesz taka sama akcja, tylko rozwałkować to na rzeczywiśtą opowieść, ale nie miałam czasu, dlatego wyszło to, co wyszło :D bo nie chcę opuszczać tematów, szczególnie tych najtrudniejszych, takich np jak to. Dobre to było wyzwanie :P

      Usuń
  3. A mnie się właśnie podoba taki tekst bez dialogów. Owszem, wiele rzeczy można rozwinąć, ale ta forma jest ciekawa. Fajnie zamknęłaś to w klamrze, a zły bliźniak, który jednak żyje... Nie wpadłabym na taki pomysł. Ciekawe.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, ze się podoba, napisałam to jednym rzutem, trochę w pracy, potem w domu przysiadłam i w sumie samo się napisało :) Też pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Mnie tez sie taka forma podoba, sama chetnie bym coś w tym stylu machnela, wiec mam nadzieje ze sie nie pojawi punkt ze musza byc dialogi. Monologiem tez mozna opowiadac przeciez historie. A psychopierdolenie powinno byc terminem literackim :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Psychopierdolenie i zdania wielokurwakrotnie złożone. Zaczniemy same uczyć w szkołach. "Opisz rozwój bohatera tragicznego na przykładzie "Szmaty" z "Drogi Zniszczenia." Brałabym na maturę.

      Usuń
  5. Piękny tekst, lubię takie klamerki kompozycyjne. Może nie obraziłabym się, gdyby pod koniec bohaterka zobaczyła dłoń, albo odbiła się stopami od dna i poszybowała w stronę powierzchni, bo czytelnik lubi, żeby mu dać coś, czym może żyć po przeczytaniu tekstu.
    Tak to widzę po prostu, że umierając całe życie przelatuje bohaterce przed oczami. I podoba mi się w jakiej formie. Podoba mi się również świat, na który dałaś nam zerknąć przez firankę, chętnie przeczytałabym coś jeszcze w tym uniwersum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym przelatujacym życiu nie pomyślałam, ale dobra uwaga, dziękuję :) nie chciałam też wszystkiego na raz rzucać do jednego worka i nie zaprzeczam, że może kiedyś rozwinę tą historię, choć już zakończenie jest wiadome :)

      Usuń
  6. Podobał mi się Twój tekst :). Ja akurat jestem zwolenniczką opisów i brak dialogów kompletnie mi nie przeszkadzał. Lubię też, kiedy autor skupia się na psychologii postaci i za to Ci dziękuję. Poza tym: ciekawy wstęp i zakończenie.
    Jeanne_Proust

    OdpowiedzUsuń
  7. Jako ktoś, kto pisze opowiadanie, gdzie królują opisy (Tak z... 70%? W niektórych rozdziałach nawet 90%), to też będę bronić tej formy! :D Podoba mi się, jestem za. Można by tę historię rozwinąć, wiadomo, ale ostatnio lubię poczytać taki psychologiczny monolog, chyba odkąd sama więcej ich piszę xD A żyjący-zmarły brat bliźniak wow :o Serio, na to bym nie wpadła. Opowiadanie z zaświatów jest trochę dziwne... "ale skoro czytasz tę opowieść" - to wygląda tak, jakby sama ten tekst napisała, ale topiąc się w rzece raczej nie było to możliwe xD Taka dodatkowa niewiadoma :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Podoba mi się forma tekstu. Nie ma dialogów, są tylko opisy, ale całość ładnie opowiada ciekawą historię. :) Ponadto - wykreowany świat. Sytuacja, że źli i dobrzy żyją obok siebie? Ciekawe! Ogólnie tekst bardzo mi się podobał, nawet jeśli był krótki.

    OdpowiedzUsuń

Szukaj tekstu